Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 253 696 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
.

Zdjęcia w galeriach.


Studia w Danii - kontrowersje i niedomówienia

środa, 11 listopada 2009 0:21
Wideo znajduje się na stronie:
http://www.rogalinski.com.pl/?p=266

KONIECZNIE WEJDŹ I ZOBACZ!!


Więcej informacji w artykule opublikowanym w "Pracy i Nauce za Granicą", dostępnym pod adresem: http://www.rogalinski.com.pl/?p=247

_______________________
Radio Łódź, audycja z dn. 07.10.2009

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Amerykański Horror

sobota, 10 października 2009 0:07


 Adrianna, amerykański horror, blog dziennikarskiUSA przestaje być „Nowym Światem", gdzie rządzi wolność, tolerancja i „Amerykański sen". Zamiast tego, mniejszości narodowe coraz częściej spotykają się z wrogością i rasizmem. Polonia za oceanem, dotychczas silna, bo licząca niemal 11 milionów ludzi, pod presją otoczenia zatraca swoją polskość i asymiluje się z amerykańską większością. Brzmi przytłaczająco, a w rzeczywistości jest jeszcze gorzej.

 

Stara Polonia umiera

Różnica między rodakami w Stanach Zjednoczonych a tymi w Wielkiej Brytanii jest zasadnicza: z reguły ci pierwsi mogliby być rodzicami lub dziadkami tych drugich. I mimo, że za oceanem jest nas kilkanaście razy więcej niż na Wyspach, struktury polonijne kruszeją, a młode pokolenie jest skutecznie zniechęcane do kultywowania tradycji i języka znad Wisły. Mniejszość w USA, walcząca dziesiątki lat o wolną Polskę, teraz oddaje swoją tożsamość walkowerem. Dlaczego? Jak mówi mieszkająca w Seattle polska emigrantka Adrianna: „Ci, którzy doświadczyli dyskryminacji, nie chcą, żeby ich dzieci też musiały się wstydzić swojego pochodzenia. W wyniku tego większość pociech naszych rodaków nie potrafi już mówić po polsku. Pozostała część zatraciła prawidłowy akcent i ciężko powiedzieć czy to jeszcze Polacy czy już Amerykanie". Szczególnie w miejscach, gdzie Polonia nie jest zbyt liczna, wyszydzani członkowie mniejszości narodowych podporządkowują się otoczeniu. - Większość znajomych mi Polaków mówi do swoich dzieci po angielsku, pomimo tego, że wszyscy członkowie ich rodzin pochodzą znad Wisły - kontynuuje Adrianna.


Agresja, rasizm

Lotniska w Chicago i Nowym Jorku są uważane za najbardziej nieprzyjazne Polakom. Podróżujący skarżą się na bezwzględność i brutalność służb imigracyjnych. Wielokrotnie interweniował już polski MSZ oraz prowadzono sprawy dochodzeniowe w USA. Bezskutecznie. Opis konkretnych przypadków jest jeszcze bardziej szokujący. Gdy 73-letnia Irena przyleciała w odwiedziny do krewnych w Nowym Jorku, urzędnicy pomimo faktu, iż jej wiza była aktualna, nie wpuścili jej na terytorium kraju, ponieważ dopatrzyli się w jej historii dłuższego niż planowano pobytu w Stanach. Zmęczonej kilkunastogodzinną podróżą staruszce kazano przebrać się w strój więzienny, zakuto ją w kajdanki i odwieziono do więzienia! Drugiego dnia odprowadzono z powrotem na lotnisko, by wróciła do Warszawy. Podobnych przypadków, szczególnie wymierzonych w osoby starsze, jest niestety bardzo dużo. Pech chciał, ze to właśnie Polonia jako jedna z pierwszych mniejszości padła ofiarą umysłowej zaściankowości i ksenofobii Amerykanów. Jak ocenia tych ostatnich pani Adrianna: „Przed przylotem do Stanów myślałam, że Amerykanie to tacy światli ludzie: tolerancyjni, mądrzy, zadbani, bez klasy żyjącej na skraju ubóstwa... Och, jak bardzo się myliłam..."


Dlaczego nas nie lubią?

- Niewiele osób wie, gdzie leży Polska. Poza tym bardzo często słyszę pytanie: „to w jakim języku się mówi w Twoim kraju? Czy polski jest zbliżony do języka rosyjskiego"? - wspomina Adrianna. Następnie dodaje: „sądzę, że najbardziej gardzi się właśnie Polakami i Ukraińcami. Jest to spowodowane faktem, że emigranci z Europy Wschodniej pracują najciężej (nawet po 12-15 godzin/dobę) i dzięki temu są najbogatsi. To wzbudza zazdrość leniwych i żyjących na kredyt Amerykanów. Nieraz w słownym potoku złości słyszy się, że jesteśmy skąpi, bo oszczędzamy i nie wydajemy zarobionych pieniędzy". Tuż po przyjeździe emigranci traktowani są jak tania siła robocza. Dopiero po pewnym czasie zyskują zaufanie pracodawców, ale już szacunek otoczenia - nigdy. Polska, jak było wspomniane, albo w ogóle nie istnieje w świadomości Amerykanów, albo też kojarzy się wyłącznie z „kiełbasą i nadmiernym piciem wódki". Na tego typu traktowanie Polonia nie pozostaje obojętna i... zamiast walczyć, ulega wynarodowieniu. - Organizowane corocznie imprezy, takie jak np. Pierogi Festival lub Polki Dance Festival wcale nie zahamowują postępującej amerykanizacji. Polacy nie chcą się ujawniać, bo bardzo ciężko jest żyć w ciągłym poniżeniu - przyznaje emigrantka.

feetin2worlds.files.wordpress.com/2009/04/new-polish-04.jpg
„Wracaj tam, skąd przybyłeś"!

             Świeżość zderzenia wielokulturowego społeczeństwa USA coraz bardziej przenika moralna i światopoglądowa stęchlizna. Co ciekawe, najbardziej agresywna i rasistowska w stosunku do Polaków jest ludność czarnoskóra i biali, bogaci, „rodowici" Amerykanie. To od nich najczęściej słyszy się: „wracaj do swojego kraju, tutaj nie ma dla ciebie miejsca". Ciągłe napięcia na linii większość-mniejszość, u osób silnie związanych z Polską powodują pragnienie powrotu w rodzinne strony. - Wszyscy marzą o reemigracji do ojczyzny, ale zbyt niskie zarobki skutecznie do tego zniechęcają. Wyjazd do tak zwanej „Hameryki" to swego rodzaju pułapka, z której nie ma ucieczki - mówi ze smutkiem Adrianna i dodaje: „wróciłabym do miejsca, które nazywam domem, gdzie tatuś bawi się z psem albo tarmosi kota za uszy. Gdzie dziadek siedzący na ławce pyta co tam dzisiaj na obiad... Chętnie wróciłabym do domu, gdzie mama podaje gorący obiad, a tato wyciąga rodzinę do lasu na grzyby".


Ale choć chcą, emigranci nie wrócą. Ciężko to zrozumieć nawet samej Adriannie: „Teraz jestem w Ameryce, gdzie miliony imigrantów wylewają gorzkie łzy upokorzenia, zawstydzenia i tęsknoty. Tęsknoty, która rozdziera serce i patrzy oczyma duszy jak to źle i daleko od domu... Jedno „tak" potrafi nieodwracalnie zmienić całe życie i nie da się go cofnąć do momentu podejmowania decyzji. Z drugiej strony, niektóre lekcje, jakie daje nam życie, są lepiej wyuczone, jeśli ich tło wypełnia ból". Tylko, czy aby na pewno każdy się czegoś nauczy? Najpewniej większość podąży ślepym, owczym pędem, wybierając drogę, gdzie nie ma miejsca na polskość.

__________________________
"POLISH ZONE: Praca i Życie", Wydanie 21, Sierpień 2009, str. 4.
http://www.polishzone.co.uk/uploaded/PZ21.pdf


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (17) | dodaj komentarz

Duńska edu-pułapka

środa, 30 września 2009 10:11


  Do niedawna studia w Danii były szeroko opisywane przez polską prasę jako niezwykła okazja do zdobycia wymarzonego dyplomu. Bezpłatna nauka, niewielki koszt wynajmu akademików oraz laptopy pożyczane do domu - istny raj. Niestety, między reklamą a rzeczywistością mało kto zauważył olbrzymią przepaść dezinformacji i niedomówień.

  Edu-pułapka w Danii, Jarek i Janek, blog dziennikarski

Tak być powinno...

- Studia w Danii są bezpłatne i prowadzone w języku angielskim. Studenci mogą legalnie pracować w trakcie wyjazdu. Zarobki z pracy umożliwiają pokrycie kosztów życia i studiowania - zapewnia portal Eduabroad.pl. Przedstawicielka tej witryny, Monika Pabijańska, idzie nawet o krok dalej i twierdzi: „to szansa na zupełnie nową jakość kształcenia (...) Jedyne koszty jakie wiążą się z utrzymaniem, wyżywieniem i rozrywką, nie przewyższają tych związanych ze studiami w Polsce". Inne witryny internetowe również wychwalają tego rodzaju wyjazdy. Serwis Cv.Pracuj.pl utwierdza czytelników w błędnym przekonaniu: „nie trzeba koniecznie znać języka duńskiego. Obowiązują tam dwa języki wykładowe - duński oraz angielski". Czasopisma młodzieżowe, jak np. „Cogito", w większości nie wyróżniają się na tle innych i w tonie powszechnego uwielbienia, zachwalają „genialny" pomysł na „tanie" studia.


...a jak jest w rzeczywistości?

Jarek, polski student uczący się w Danii, opowiada: „Oferta 3-letnich studiów w mieście Odense wydawała się bardzo atrakcyjna, gdyż nauka miała być za darmo, a zakwaterowanie za »niewielką sumę«. Na wszelkie pytania konsultanci odpowiadali bardzo życzliwie i szczegółowo. Praca podobno nie wymagała znajomości duńskiego, więc zdecydowałem się na wyjazd". Jak się okazało, reklama mijała się z prawdą. Jarek zakwalifikował się na wydział Production Engineering w Syddansk Evervesskole. Szczęśliwa rodzina zaopatrzyła najstarszego (z czwórki dzieci) syna w kieszonkowe i wysłała do Danii. - Moje problemy zaczęły się tuż po przyjeździe. Poza łóżkiem pokój był pusty, o czym nikt wcześniej nie informował. Musiałem wydać niemalże wszystkie pieniądze na zakup pościeli, zasłon, mebli, sztućców i innych podstawowych rzeczy - narzeka student.


Kolejne problemy

- Gdy zaczęły się studia, nie miałem jeszcze pracy, pomimo faktu, iż dużo wcześniej załatwiłem wszystkie formalności związane z zatrudnieniem - mówi Jarek. Problem ze znalezieniem jakiejkolwiek posady dotyczy jednak znacznej części przybyłych obcokrajowców. Jak twierdzi student: „zeszliśmy z kolegami całe miasto pytając o każdą możliwą pracę. Niemalże wszędzie podstawowym warunkiem była znajomość duńskiego. Tam, gdzie nie było tego wymogu - np. przy roznoszeniu gazet - wszystkie posady były już w pełni obsadzone". Przy dużym wsparciu finansowym ze strony rodziny, Jarek ukończył pierwszy rok studiów. Jednak po dziś dzień ani on, ani jego koledzy z Polski, nie mają pracy. - Większość z tych, którzy przyjechali tu na ponad pół roku, musiało przerwać naukę i wrócić do domu - mówi z rozżaleniem Jarek.


Konsulat, MSZ

Ponieważ szkoła wyraźnie odmówiła pomocy studentom, rodzina Jarka zwróciła się z prośbą o pomoc do Kierownika Wydziału Konsularnego w Kopenhadze Piotra Świętacha. Ten ostatni doradził regularne odwiedzanie stron internetowych z ogłoszeniami pracodawców, a sam nagłośnił sprawę: „Korespondencję przedstawiłem Panu Ambasadorowi Adamowi Halamskiemu (...) Do tej sprawy będziemy mogli wrócić jednak po jego powrocie". Następnie, konsul skontaktował się z jego odpowiednikiem w pobliskim Svendborg oraz przesłał listy do Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Mimo pomocy i szczerych chęci konsula, studenci w najbliższej przyszłości nadal pozostaną bez pracy.


Niezadowolenie wzrasta

Fora internetowe aż grzmią od informacji, których nikt wcześniej nie opublikował. I tak Julek ze strony Ang.pl narzeka: „Dania jest droga (...) trzeba zapomnieć o piwie, pizzy, i innych przyjemnościach; ja swoje pieniądze przeznaczam przede wszystkim na kserowanie materiałów". Agnieszka z tego samego portalu dodaje: „Jeszcze nigdy tak mnie nie oszukano". Wśród najczęściej wymienianych minusów jest właśnie bardzo wysoki koszt utrzymania. Nawet, gdy oszczędzamy, musimy wydać miesięcznie minimum 5000-6000 koron (około 2700-3200 PLN). Ceny podstawowych artykułów spożywczych, jak na przykład chleb (ok. 12 dkk), filet z kurczaka 280 g. (25 dkk) czy jabłka (25 dkk/kg) przekraczają najśmielsze oczekiwania przybyszy z Polski. Opłaty dodatkowe, jak choćby przejazdy autobusowe, to wydatek 17 dkk za bilet w jedną stronę!


Każdy kij ma dwa końce

Wir wyssanych z palca bzdur o edukacyjnym raju, w który wpadły polskie media, jedynie napędza merytoryczną degrengoladę informacji i naraża polskich studentów na poważne kłopoty za granicą. Wspomniany wcześniej Jarek, który jako jeden z wielu wpadł w duńską pułapkę, komentuje sytuację następująco: „Jedyne, co chciałbym osiągnąć to uczciwe informowanie kolejnych rzesz Polaków o minusach wyjazdów na studia do Danii. Ci, którzy pragną uczyć się w tym kraju powinni mieć lepszy dostęp do informacji o tym, co ich czeka, jeśli ewentualnie zdecydują się na tego typu wyjazd. Agencje zajmujące się rekrutacją na tamtejsze uczelnie powinny rzetelniej informować przyszłych kandydatów o warunkach życia na miejscu". Niestety, jak wszędzie, również i tu rządzi pieniądz. Szkoda jedynie, że za każdym razem okazuje się on ważniejszy od zwykłej troski o ludzki los. 
---------------------------------------
Audycja z Radia Łódź dotycząca powyższego artykułu dostępna jest pod adresem:
http://www.rogalinski.com.pl/?p=266

______________________
ARTYKUŁ OPUBLIKOWANY W:
"PRACA I NAUKA ZA GRANICĄ" nr 148 (07.09-20.09.2009), s. 14

 


* Przytoczone cytaty w danym paragrafie mają na celu zobrazować opinie mediów drukowanych i internetowych, nie zaś oferty agencji rekrutujących studentów do nauki w Danii. Jarek nie korzystał z usług ani EduAbroad, ani też czasopisma Cogito ani CV.Pracuj.pl, a zacytowane fragmenty dotyczą studiowania w Danii samego w sobie i nie są cytatami konsultantów, którzy rozmawiali z Jarkiem.
W artykule "Duńska edu-pułapka" autorstwa Pawła Rogalińskiego zamieszczonym na łamach Rogalinski.bloog.pl w dniu 30 września br. pojawiły się informacje, które naruszyły dobre imię programu eduabroad
oraz mogły naruszyć zaufanie do programu. Program eduabroad to oficjalne przedstawicielstwo zagranicznych uczelni wyższych w Polsce. Program eduabroad nie współpracuje z uczelnią opisaną w artykule, ani z inną uczelnią z Odense. Żaden przedstawiciel programu eduabroad nie informował studenta Jarka na temat wybranego przez niego wydziału, uczelni, czy też warunków zakwaterowania, kosztów oraz sytuacji na rynku pracy, w mieście Odense. Program eduabroad nie jest odpowiedzialny za problemy studenta Jarka.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (20) | dodaj komentarz

Od "szczura lądowego" do "wilka morskiego"

sobota, 19 września 2009 0:16


fot. abolicja.files.wordpress.com/2009/01/ankerfisk.jpg 
Skoro na lądzie panuje kryzys, trzeba wybrać się w morze! Tam czekają nas nie tylko wspaniałe widoki i przygody, ale też pokaźna pensja, niejednokrotnie dochodząca do 16 tys. dolarów na miesiąc!

 

Oficerem być...


Grzegorz jest oficerem-mechanikiem marynarki handlowej. Na potrzeby artykułu jego imię zostało zmienione, gdyż mówiąc o zarobkach i swojej pracy, mężczyzna poprosił o anonimowość. Wspomniany oficer pływa obecnie na statku badawczym poszukującym ropy naftowej na dnie morza.


- To przykre, że Polacy w dużej większości pracują jako robotnicy, a nie specjaliści - narzeka pan Grzegorz i dodaje: „na moim statku jest 70 osób, 19 narodowości i tylko ja znad Wisły zajmuję pozycję oficerską. Największy problem dla moich rodaków to bariera językowa. Przed wyjazdem zarobkowym za granicę gorąco polecam solidne nauczenie się języka angielskiego, bo tylko wtedy można osiągnąć sukces w pracy". Jak zapewnia nasz rodak, „nie wolno też polegać na wielokrotnie wprowadzających w błąd informacjach z Internetu bądź przeróżnych pogłoskach". Specjalnie dla „Pracy i Nauki za Granicą", nasz rozmówca przedstawia różne aspekty zatrudnienia na statku.


Plusy...


- Nie będę ukrywać, największą zaletą tej pracy są duże pieniądze - mówi Grzegorz. Następnie dodaje: „zarobki na morzu różnią się w zależności od wielu czynników, w tym np. rodzaju statku. Na morzu zarabia się odpowiednio do rangi:

  • Szeregowy marynarz pokładowy - 2000-3000 USD/miesiąc
  • Szeregowy marynarz z działu maszynowego - 2030-3030 USD/miesiąc
  • 3/Off (trzeci oficer pokładowy) - 2500 USD/miesiąc
  • 2/Off (drugi oficer pokładowy) - 3500 USD/miesiąc
  • 1/Off (pierwszy oficer, szef pokładu) - 5000 USD/miesiąc
  • Kapitan - 6000-8000 USD/miesiąc

- Bardzo podobnie rzecz się ma do stopni oficerskich-maszynowych dla mechaników - kontynuuje pan Grzegorz i zaznacza: „wysokość stawki może się znacznie wahać. Na statkach specjalistycznych (np. badawczych) pensje są dużo wyższe niż na tych typu cargo (do przewozu towarów). Należy zatem liczyć na pensję ponad dwukrotnie wyższą niż na podanym wcześniej schemacie". Ponadto, dużym udogodnieniem jest możliwość otrzymywania pensji na statku lub w domu (choć w przypadku marynarzy szeregowych honorarium wypłacane jest tylko na morzu). Kolejną zaletą tej pracy jest „fakt, iż często przybijamy do portu, gdzie można zwiedzić wiele zabytków i poznać kulturę innych krajów".


...i minusy


Z drugiej jednak strony, kontrakty potrafią trwać od 5 tygodni do 6 miesięcy - wszystko, podobnie jak w przypadku wysokości pensji, zależne jest od armatora i rodzaju statku (te specjalistyczne mają najkrótsze wyprawy, bo trwają one „zaledwie" 5-8 tygodni oraz zapewnione są pomiędzy nimi kilkutygodniowe przerwy na pobyt w domu). Wiadomo, że długa rozłąka z rodziną nie zachęca młodych marynarzy do podejmowania tej pracy. Ale jak mówi pan Grzegorz: „to indywidualna decyzja każdego członka załogi, zależna przede wszystkim od chęci i kwestii pieniędzy".


Jak zdobyć pracę?


Wymagania odnośnie wykształcenia pracownika są porównywalne do wszelkiego rodzaju innych zawodów. Jak mówi pan Grzegorz: „w marynarce handlowej mamy dwa podstawowe kierunki oficerskie: dział mechaniczny oraz nawigacyjny. Aby otrzymać uprawnienia do wykonywania tej pracy, należy skończyć studia w Akademii Morskiej w Szczecinie lub Gdyni (dawniej: Wyższej Szkole Morskiej)".


Jednak nie wszędzie wymagane jest wyższe wykształcenie - „w dziale załogi szeregowej wystarczy ukończyć odpowiednie kursy. Należy wówczas (oczywiście za niewielkie honorarium) odbyć półroczną praktykę na morzu". Po powrocie w Urzędzie Morskim będzie czekać na nas „zaświadczenie o prawach do wykonywania zawodu marynarza okrętowego (w dziale pokładowym) lub też motorzysty maszynowego (w dziale maszynowym)".


Następny krok ku zdobyciu wymarzonej pracy to złożenie aplikacji do jednej z agencji morskich. Te mają swoje siedziby w Szczecinie, Gdańsku, Gdyni oraz Warszawie. - Podania o pracę składa się przeważnie drogą emaliową - mówi oficer i dodaje: „agencje posiadają ogłoszenia z różnych typów statków i dobierają do nich załogę w zależności od doświadczenia marynarzy". Ale nawet będąc żółtodziobem, nie trzeba się przejmować, bo jak zapewnia pan Grzegorz: „w dzisiejszych czasach brakuje kadry oficerskiej, więc nie jest trudno dostać pracę na morzu".


Za co trzeba zapłacić? Czego się spodziewać?


- To agencja morska płaci za transport, wszelkie szczepienia i wyrobienie brakujących dokumentów, czyli np. wizę - mówi oficer. Ponadto, „wyżywienie na statku oraz zakwaterowanie jest również zagwarantowane przez pracodawcę". W wyniku tego nie ponosimy żadnych dodatkowych opłat. W większości wynagrodzenie jest opłacane „door to door", a więc „od momentu wyjścia z domu uznaje się, że każdy kolejny dzień jest przepracowany" - zapewnia pan Grzegorz.


 Czego się spodziewać? - Przede wszystkim pięknych widoków na morze, ale też ciężkiej pracy w ekstremalnych warunkach pogodowych - odpowiada rozmówca i dodaje: „trzeba być bardzo silnym fizycznie i psychicznie - przede wszystkim ciężko przyzwyczaić się do życia z dala od najbliższych i nieustannego przebywania z innymi marynarzami".


Jeśli wszystko to nie zraziło jeszcze potencjalnych kandydatów na marynarzy do pracy na morzu, to na co czekać? Pamiętajmy jednak, że pierwszy krok do wysokiej pensji to dobre władanie językiem obcym. Dopiero później można myśleć o kolejnych posunięciach.

Paweł Rogaliński

______________________
ARTYKUŁ OPUBLIKOWANY W:
"PRACA I NAUKA ZA GRANICĄ" nr 148 (07.09-20.09.2009), s. 14


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

Islandia dziś: w oczach emigranta

piątek, 24 lipca 2009 11:09


 fot. Piotr Szuszkiewicz, blog Paweł Rogaliński, rogalinski blog, blog dziennikarskiPiotr Szuszkiewicz. Od 3 lat mieszka w Islandii. Był już stolarzem, baristą, kelnerem, pomocnikiem cieśli, dostawcą materiałów budowlanych, a obecnie zajmuje się fotografowaniem przyrody jako wolny strzelec. Jaka jest dziś Islandia? Jeśli już kogoś pytać, to tylko jego.

 

Czym się Pan zajmował w Polsce, jeszcze przed wyjazdem?

 

W kraju, już po ukończeniu studiów, zajmowałem się wierzytelnościami. Jednak, jak każdy młody człowiek, byłem ciekawy świata i wielokrotnie marzyłem o wyjeździe do jakiegoś „egzotycznego" kraju.

 

W ten sposób trafił Pan do Islandii?

 

Z początku nie zamierzałem wyjeżdżać na dłużej, a jedynie zwiedzić wyspę, która zawsze mnie fascynowała. Gdy znalazłem się już na miejscu, oczarowany naturą i wspaniałymi widokami, postanowiłem zostać na dłużej.


Na wyspie mieszka Pan już blisko 3 lata. Jakie są zalety życia w Islandii?

  Piotr Szuszkiewicz, blog Paweł Rogaliński, rogalinski.bloog.pl, emigracja, blog dla emigrantów

Do plusów z całą pewnością należy zdrowa żywność, bardzo czysta woda i powietrze, tania energia oraz przeważnie darmowy przesył wody do domów.

 

Brzmi zachęcająco. A te „ciemne" strony?

 

Minusów jest wiele: niski poziom edukacji w szkołach, słabe zaplecze medyczne poza większymi miastami i ogromne odległości między jedną a drugą osadą. Nie należy też zapominać o wysokich kosztach utrzymania - głównie o drogiej żywności i wysokich cenach najmu pokoi. Co więcej, można mieć wrażenie, że nie dba się tu o środowisko naturalne.

 

Jakieś konkretne przykłady?

 

Dla Islandczyków zabicie niedźwiedzia oznacza męstwo. Dlatego też, gdy zwierzę dopłynie na krze do północnych wybrzeży wyspy, natychmiast jest zabijane. Jak dowiedziałem się z mediów, ostatnio ofiarą ludzi padły dwa niedźwiedzie: pierwszego zastrzelono (i tu uwaga) „by sprawdzić czy nie ma ich więcej", drugiego zaś, „bo nie było naboi usypiających". Postawa tutejszego społeczeństwa szokuje.

 

Z pewnością większość osób byłaby oszołomiona. Przechodząc do kwestii gospodarki - jak Pan ocenia ten kraj pod względem atrakcyjności dla nowo przybyłych emigrantów z Polski?

 

Kryzys spowolnił rozwój budowlany i wstrzymał wiele inwestycji, w których, bądź co bądź, niemały udział mieli polscy specjaliści. Na dzień dzisiejszy dużo łatwiej jest tu znaleźć pracę specjalistom z zakresu medycyny, aniżeli budowlańcom. W tej chwili na Islandię  decydują się  przeważnie  pracownicy kontraktowi i ich rodziny. Przyjeżdżając tu nierzadko mają zapewnione pokrycie części kosztów utrzymania.


Pracował Pan już w wielu zawodach.  Który z nich okazał się być najbardziej opłacalny? 


Jako barista miałem w sezonie letnim zapewnione całe wyżywienie, oraz mieszkanie i karnet na basen, plus oczywiście napiwki. Z pewnością był to najlepszy ze wszystkich dotąd podjętych przeze mnie zawodów. Wiem jednak, iż polscy inżynierowie na budowach czy pracownicy przetwórni rybnych zarabiają o wiele więcej.


A praca, według Pana, najmniej przyjemna i nisko płatna?

 

Na pewno ta w stolarni. Ciśnieniowe malowanie elementów drewna jest niezwykle uciążliwe. Nieustanny kontakt z chemikaliami i niskie zarobki skutecznie zniechęciły mnie do tego zawodu.


Jakie są średnie zarobki emigranta z Polski?

  Piotr Szuskiewicz, blog Pawła Rgalińskiego, emigracja, Islandia

Średnie zarobki emigranta z Polski oscylują w granicach 120 tys. do 160 tys. koron islandzkich (w przybliżeniu 3600-4800 PLN). Dotyczy to oczywiście osób pracujących na pełny etat, od poniedziałku do piątku. Niektórzy emigranci, aby zarobić więcej, wybierają 12, a nawet 18-godzin pracy na dobę, w dodatku 6-7 dni w tygodniu.

 

A jak wyglądają koszty utrzymania?


Najem mieszkania (studio bądź kawalerki) w Reykjaviku wynosi około 95-145 tys. koron  miesięcznie. Do tego należy doliczyć wydatki na wyżywienie (blisko 30 tys. IKR miesięcznie), bilety autobusowe oraz wszelkie inne opłaty. Nie dziwne, że wielu Polaków jest zmuszonych do mieszkania po kilka osób w niewielkich pomieszczeniach. Wszystko to dotyczy oczywiście stolicy kraju, na peryferiach sprawa przedstawia się nieco lepiej.


Czy trudno znaleźć pracę na wyspie?

 

Obecnie większość pracodawców woli zatrudniać osoby znające język islandzki. Dla Polaka  nie władającego dobrze chociażby językiem angielskim, znalezienie pracy jest niemalże niemożliwe.

 

Jacy są Islandczycy?

 

Na pewno bardzo uprzejmi, ale również zamknięci w sobie. Otwarcie się na nowych sąsiadów, a w szczególności na emigrantów, zajmuje im stosunkowo dużo czasu. Islandczycy są też bardzo pewni siebie i dumni, a brak świadomości o tym, co się dzieje w innych krajach, wzmaga w nich nacjonalizm i ksenofobię. Dla wielu mieszkańców wyspy cały świat „kręci się" wokół Islandii, także będąc tu już kilka dni nie trudno zauważyć oznaki nadmiernej dumy tego narodu.

 

Na przykład?

 

Dobrym przykładem jest kartonik mleka „Muu Mjólk", na którym widnieje obrazek kuli ziemskiej, ale skadrowany w taki sposób, iż kontynenty oraz oceany wyglądają dość nienaturalnie. Dopiero po dłuższej chwili można dostrzec w centrum Islandię, a resztę kręcącą się wokół niej. Chluba narodowa Islandczyków przerasta najśmielsze oczekiwania przybyszów z zewnątrz.


O czym powinien pamiętać emigrant chcący wyjechać do Islandii?


O olbrzymich odległościach między miejscowościami... i tutejszej pogodzie: silnych wiatrach, deszczu padającym nieomal poziomo oraz długich, zimowych nocach, wprawiających w ponury, depresyjny wręcz nastrój.

 

Nie brzmi to jak reklama...


Jeśli ktoś cierpi na częste zmiany nastrojów i senność w zimowe wieczory to niech się poważnie zastanowi nad celem swojej podróży.

  fot. Piotr Szuszkiewicz, Islandia, emigracja, www.rogalinski.bloog.pl

A Pan nie ma depresji?

 

Ja kocham tutejsze krajobrazy, dużo fotografuję... jednym słowem spełniam swoje marzenia. Ale to z pewnością kraj nie dla każdego.


Dziękuje za rozmowę.

_____________________
"PRACA I NAUKA ZA GRANICĄ", nr. 142, czerwiec 2009.

INTERIA.PL:
http://biznes.interia.pl/prasa/praca-i-nauka-za-granica/news/trzy-lata-na-islandii,1325438,3784

ONET.PL: http://wiadomosci.onet.pl/1561650,2678,1,1,trzy_lata_na_islandii,kioskart.html


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  245 307  

Jestem dziennikarzem czasopism krajowych i polonijnych. Napisane teksty umieszczam na blogu. Poruszam tematy dotyczące głównie polityki, gospodarki, emigracji i języków obcych. Tworzenie bloga traktuję jako rozrywkę i przyjemność, zaś pisanie artykułów to moja pasja.
____________________
WESPRZYJ MÓJ BLOG!


Jeśli podoba Ci się mój blog - wesprzyj go! Wklej link www.rogalinski.com.pl na swoją stronę lub znane Ci forum!
Z góry bardzo dziękuję.

Paweł Rogaliński

PRZEMOWY WYGŁOSZONE NA KONFERENCJACH NAUKOWYCH:

***14.04.2007 Uniwersytet Łódzki, "Polskie przekłady literatury anglojęzycznej". Prezentacja pracy pt. "Harry Potter's Translation - Has Andrzej Polkowski Managed to Put It Into Polish Successfully"?

***19.04.2008 Uniwersytet Łódzki, "Zniekształcenie rzeczywistości w przekładzie". Prezentacja pracy pt. "Ogniem i mieczem Henryka Sienkiewicza w tłumaczeniu Jeremiaha Curtina jako przykład braku zrozumienia historii Polski przez obcokrajowca oraz trudności z odzwierciedleniem kolorytu językowego w przekładzie na język angielski".

***06.06.2009 Wyższa Szkoła Studiów Międzynarodowych w Łodzi, "Intercultural Communication in the European Context". Prezentacja pracy pt. "Socio-political Aspects of Minorities’ Life in the Baltic States as an Example of Multicultural Clash between Neighbouring Nations and Difficulties in the Institutionalisation of the Three Political Systems".

Statystyki

Odwiedziny: 245307
Bloog istnieje od: 3739 dni

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione blogi

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

O moim bloogu

Jestem dziennikarzem, publicystą oraz blogerem. W swoich artykułach opisuję życie Polonii rozsianej po całym świecie oraz bronię praw osób dyskryminowanych i najuboższych. Wraz z kolejnymi publikacjam...

więcej...

Jestem dziennikarzem, publicystą oraz blogerem. W swoich artykułach opisuję życie Polonii rozsianej po całym świecie oraz bronię praw osób dyskryminowanych i najuboższych. Wraz z kolejnymi publikacjami poruszającymi ważne kwestie społeczne, zostałem nagrodzony m.in. przez Komisję Europejską, Polską Fundację im. Roberta Schumana, grupę wydawniczą Polskapresse i Fundację im. Heinza Schwarzkopfa. Zdobyłem również tytuły: Bloger 2008 roku w kategorii „Życie”, Najlepszy Blog 2010 i Dziennikarz Obywatelski 2009 roku. W lutym 2011 roku zostałem nominowany przez Parlament Europejski do tytułu Młodego Europejczyka Roku. Współpracuję też z Komisją Europejską i jako przedstawiciel polskiej prasy uczestniczę w szczytach poświęconych sprawom społecznym. Moim celem jest pisanie o życiu i problemach szarych obywateli. Serdecznie zapraszam na mój NOWY BLOG WWW.ROGALINSKI.COM.PL, gdzie znajdą Państwo wiele artykułów i interesujących informacji.

schowaj...

Lubię to