Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 268 046 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
.

Zdjęcia w galeriach.


Duńska edu-pułapka

środa, 30 września 2009 10:11


  Do niedawna studia w Danii były szeroko opisywane przez polską prasę jako niezwykła okazja do zdobycia wymarzonego dyplomu. Bezpłatna nauka, niewielki koszt wynajmu akademików oraz laptopy pożyczane do domu - istny raj. Niestety, między reklamą a rzeczywistością mało kto zauważył olbrzymią przepaść dezinformacji i niedomówień.

  Edu-pułapka w Danii, Jarek i Janek, blog dziennikarski

Tak być powinno...

- Studia w Danii są bezpłatne i prowadzone w języku angielskim. Studenci mogą legalnie pracować w trakcie wyjazdu. Zarobki z pracy umożliwiają pokrycie kosztów życia i studiowania - zapewnia portal Eduabroad.pl. Przedstawicielka tej witryny, Monika Pabijańska, idzie nawet o krok dalej i twierdzi: „to szansa na zupełnie nową jakość kształcenia (...) Jedyne koszty jakie wiążą się z utrzymaniem, wyżywieniem i rozrywką, nie przewyższają tych związanych ze studiami w Polsce". Inne witryny internetowe również wychwalają tego rodzaju wyjazdy. Serwis Cv.Pracuj.pl utwierdza czytelników w błędnym przekonaniu: „nie trzeba koniecznie znać języka duńskiego. Obowiązują tam dwa języki wykładowe - duński oraz angielski". Czasopisma młodzieżowe, jak np. „Cogito", w większości nie wyróżniają się na tle innych i w tonie powszechnego uwielbienia, zachwalają „genialny" pomysł na „tanie" studia.


...a jak jest w rzeczywistości?

Jarek, polski student uczący się w Danii, opowiada: „Oferta 3-letnich studiów w mieście Odense wydawała się bardzo atrakcyjna, gdyż nauka miała być za darmo, a zakwaterowanie za »niewielką sumę«. Na wszelkie pytania konsultanci odpowiadali bardzo życzliwie i szczegółowo. Praca podobno nie wymagała znajomości duńskiego, więc zdecydowałem się na wyjazd". Jak się okazało, reklama mijała się z prawdą. Jarek zakwalifikował się na wydział Production Engineering w Syddansk Evervesskole. Szczęśliwa rodzina zaopatrzyła najstarszego (z czwórki dzieci) syna w kieszonkowe i wysłała do Danii. - Moje problemy zaczęły się tuż po przyjeździe. Poza łóżkiem pokój był pusty, o czym nikt wcześniej nie informował. Musiałem wydać niemalże wszystkie pieniądze na zakup pościeli, zasłon, mebli, sztućców i innych podstawowych rzeczy - narzeka student.


Kolejne problemy

- Gdy zaczęły się studia, nie miałem jeszcze pracy, pomimo faktu, iż dużo wcześniej załatwiłem wszystkie formalności związane z zatrudnieniem - mówi Jarek. Problem ze znalezieniem jakiejkolwiek posady dotyczy jednak znacznej części przybyłych obcokrajowców. Jak twierdzi student: „zeszliśmy z kolegami całe miasto pytając o każdą możliwą pracę. Niemalże wszędzie podstawowym warunkiem była znajomość duńskiego. Tam, gdzie nie było tego wymogu - np. przy roznoszeniu gazet - wszystkie posady były już w pełni obsadzone". Przy dużym wsparciu finansowym ze strony rodziny, Jarek ukończył pierwszy rok studiów. Jednak po dziś dzień ani on, ani jego koledzy z Polski, nie mają pracy. - Większość z tych, którzy przyjechali tu na ponad pół roku, musiało przerwać naukę i wrócić do domu - mówi z rozżaleniem Jarek.


Konsulat, MSZ

Ponieważ szkoła wyraźnie odmówiła pomocy studentom, rodzina Jarka zwróciła się z prośbą o pomoc do Kierownika Wydziału Konsularnego w Kopenhadze Piotra Świętacha. Ten ostatni doradził regularne odwiedzanie stron internetowych z ogłoszeniami pracodawców, a sam nagłośnił sprawę: „Korespondencję przedstawiłem Panu Ambasadorowi Adamowi Halamskiemu (...) Do tej sprawy będziemy mogli wrócić jednak po jego powrocie". Następnie, konsul skontaktował się z jego odpowiednikiem w pobliskim Svendborg oraz przesłał listy do Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Mimo pomocy i szczerych chęci konsula, studenci w najbliższej przyszłości nadal pozostaną bez pracy.


Niezadowolenie wzrasta

Fora internetowe aż grzmią od informacji, których nikt wcześniej nie opublikował. I tak Julek ze strony Ang.pl narzeka: „Dania jest droga (...) trzeba zapomnieć o piwie, pizzy, i innych przyjemnościach; ja swoje pieniądze przeznaczam przede wszystkim na kserowanie materiałów". Agnieszka z tego samego portalu dodaje: „Jeszcze nigdy tak mnie nie oszukano". Wśród najczęściej wymienianych minusów jest właśnie bardzo wysoki koszt utrzymania. Nawet, gdy oszczędzamy, musimy wydać miesięcznie minimum 5000-6000 koron (około 2700-3200 PLN). Ceny podstawowych artykułów spożywczych, jak na przykład chleb (ok. 12 dkk), filet z kurczaka 280 g. (25 dkk) czy jabłka (25 dkk/kg) przekraczają najśmielsze oczekiwania przybyszy z Polski. Opłaty dodatkowe, jak choćby przejazdy autobusowe, to wydatek 17 dkk za bilet w jedną stronę!


Każdy kij ma dwa końce

Wir wyssanych z palca bzdur o edukacyjnym raju, w który wpadły polskie media, jedynie napędza merytoryczną degrengoladę informacji i naraża polskich studentów na poważne kłopoty za granicą. Wspomniany wcześniej Jarek, który jako jeden z wielu wpadł w duńską pułapkę, komentuje sytuację następująco: „Jedyne, co chciałbym osiągnąć to uczciwe informowanie kolejnych rzesz Polaków o minusach wyjazdów na studia do Danii. Ci, którzy pragną uczyć się w tym kraju powinni mieć lepszy dostęp do informacji o tym, co ich czeka, jeśli ewentualnie zdecydują się na tego typu wyjazd. Agencje zajmujące się rekrutacją na tamtejsze uczelnie powinny rzetelniej informować przyszłych kandydatów o warunkach życia na miejscu". Niestety, jak wszędzie, również i tu rządzi pieniądz. Szkoda jedynie, że za każdym razem okazuje się on ważniejszy od zwykłej troski o ludzki los. 
---------------------------------------
Audycja z Radia Łódź dotycząca powyższego artykułu dostępna jest pod adresem:
http://www.rogalinski.com.pl/?p=266

______________________
ARTYKUŁ OPUBLIKOWANY W:
"PRACA I NAUKA ZA GRANICĄ" nr 148 (07.09-20.09.2009), s. 14

 


* Przytoczone cytaty w danym paragrafie mają na celu zobrazować opinie mediów drukowanych i internetowych, nie zaś oferty agencji rekrutujących studentów do nauki w Danii. Jarek nie korzystał z usług ani EduAbroad, ani też czasopisma Cogito ani CV.Pracuj.pl, a zacytowane fragmenty dotyczą studiowania w Danii samego w sobie i nie są cytatami konsultantów, którzy rozmawiali z Jarkiem.
W artykule "Duńska edu-pułapka" autorstwa Pawła Rogalińskiego zamieszczonym na łamach Rogalinski.bloog.pl w dniu 30 września br. pojawiły się informacje, które naruszyły dobre imię programu eduabroad
oraz mogły naruszyć zaufanie do programu. Program eduabroad to oficjalne przedstawicielstwo zagranicznych uczelni wyższych w Polsce. Program eduabroad nie współpracuje z uczelnią opisaną w artykule, ani z inną uczelnią z Odense. Żaden przedstawiciel programu eduabroad nie informował studenta Jarka na temat wybranego przez niego wydziału, uczelni, czy też warunków zakwaterowania, kosztów oraz sytuacji na rynku pracy, w mieście Odense. Program eduabroad nie jest odpowiedzialny za problemy studenta Jarka.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (20) | dodaj komentarz

Pomoc dla Dominika

niedziela, 27 września 2009 0:04

DominikTekst autorstwa Dominika:

"Dominik. Mam 13 lat. Jestem po przebytych operacjach przepukliny oponowo-rdzeniowej wodogłowia i augmentacji pęcherza. Nie chodzę. Poruszam się na wózku inwalidzkim, jestem cewnikowany i mam dużą skoliozę. Abym mógł w miarę samodzielnie funkcjonować, potrzebuję intensywnej rehabilitacji w specjalistycznych ośrodkach. Koszt dwutygodniowego turnusu to 3500 PLN. Mama zajmuje się mną sama. Utrzumujemy się z renty (519 złotych miesięcznie) oraz zasiłków. Jeśli ktoś zechce mi pomóc, będę bardzo wdzięczny. Pieniądze mozna wpłacić na konto Fundacja Dzieciom 'Zdażyć z Pomocą' ul. Łomiańska 5 01-685 Warszawa, PKO BP ODDZIAŁ 1 Warszawa 41 1240 1037 1111 0010 1321 9362 KRS 0000037904 z dopiskiem: 'na leczenie i rehabilitację dla Dominika Sztejkowskiego'.
Dziekuję".

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Temida zaciska pasa... czyli jak oszczędności zmieniają prawo

czwartek, 24 września 2009 0:04


 Paweł Rogaliński i Krzysztof Kwiatkowski, rogalinski.com.plPrzestępcy w obrożach, podatek ekologiczny i rewolucja w sądach? Stagnacja gospodarcza w Polsce wymusiła szybkie zmiany w prawie: ma być prościej, oszczędniej i korzystniej dla gospodarki. Ale czy cięcia w wydatkach nie spowodują dyskryminacji najuboższych? O nowym prawie, specjalnie dla „Magazynu Polonia", mówi wiceminister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski.

 

Liczba nowych ustaw, znacznie wpływających na życie szarych obywateli, jest imponująca. Pilne dla rządu są te, które „ułatwiają obywatelom dostęp do wymiaru sprawiedliwości i usuwają niepotrzebną biurokrację w sądach". Jak wyjaśnia minister Kwiatkowski: „Dążymy m.in. do nagrywania rozpraw, co przyspieszy je o ok. 30 %. Chcemy zmienić papierowy obieg dokumentów na ten całkowicie skomputeryzowany. Modyfikacje powinny skrócić okres oczekiwania na wydanie orzeczenia". W dłuższej perspektywie czasu będzie to mniej uciążliwe dla Skarbu Państwa. Co więcej, udało się powołać Radę ds. Pokrzywdzonych Przestępstwem, której przewodniczącym jest właśnie Kwiatkowski. - Głównym zadaniem Rady, która jest organem wspomagającym Ministra, jest wypracowanie takich rozwiązań legislacyjnych, aby pozycja ofiary np. w trakcie procesu, była lepsza - wyjaśnia.


Propozycja zmian, która nie została w pełni zrealizowana to postulowane w zeszłym roku przez Kwiatkowskiego utworzenie na Wyspach Brytyjskich „polskich czytelni, bibliotek, a także zapewnienie młodym Polakom urodzonym już na terenie Wielkiej Brytanii i innych państw UE, możliwości korzystania z systemu oświaty w języku polskim". Niestety, zamiast tego, w ramach oszczędności związanych z kryzysem, zlikwidowano niektóre placówki m.in. w Grecji i Belgii. Sam minister stwierdził jedynie, iż: „zapewnienie Polakom na emigracji możliwości nauki języka polskiego to jedno z najważniejszych wyzwań polityki polonijnej państwa". O wszelkich dalszych krokach w tej kwestii Polonia może na razie zapomnieć. Tym bardziej, że oszczędności szuka się już nawet u studentów w Polsce. Na pierwszy ogień poszli dwukierunkowcy, którzy mieliby płacić wysokie czesne za drugi fakultet. Zamiast ograniczać możliwości nauki, dużo lepiej byłoby usunąć stypendium motywacyjne, przy jednoczesnym zachowaniu tego socjalnego. Przynajmniej ten ostatni z pomysłów nie dyskryminowałby najbiedniejszych. Ale to niestety nie przyszło do głowy urzędnikom Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego.


Wprowadzane już od września br. elektroniczne obroże dla drobnych przestępców to efekt kolejnych cięć w budżecie. Jednorazowy wydatek 225 milionów złotych ma w dłuższej perspektywie czasu opłacić się i odciążyć zatłoczone polskie więzienia. Sam minister zachwala nowe prawo: „zapewniam pana - System Dozoru Elektronicznego zadziała. Nie zmarnowaliśmy ani jednej złotówki przeznaczonej na wdrożenie go". Po chwili namysłu dodaje: „system umożliwi kontrolę skazanych poza zakładem karnym, polegającą na przestrzeganiu przez nich obowiązków nałożonych przez sądy penitencjarne". Można wówczas zakazać zbliżania się do określonych osób lub przebywania w danych miejscach. - Ponadto, system nie obejmie najgroźniejszych przestępców, gdyż nie może być mowy o http://www.spectrum.gd.pl/obrazki/temida.gifjakimkolwiek zagrożeniu dla porządku publicznego. Podobne rozwiązania działają z powodzeniem np. w USA - dodaje Kwiatkowski i przypomina, że w przypadku np. pedofilów, jest zwolennikiem kastracji farmakologicznej: „prace legislacyjne nad tym projektem trwają w Sejmie a ich etap jest bardzo zaawansowany. Liczę na sejmowe porozumienie ponad podziałami politycznymi".


Ustawa, która okazała się bublem prawnym to wprowadzony w 2007 roku obowiązek całodobowej jazdy na światłach mijania: jest kosztowna, nieekonomiczna i szkodliwa dla środowiska. Krzysztof Kwiatkowski w tym przypadku rozkłada ręce: „Osobiście mam bardzo poważne zastrzeżenia co do celowości tych przepisów. Ale ich pomysłodawcą jest Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji i to ono powinno się tą kwestią zająć". Za to Ministerstwo Sprawiedliwości obrało sobie na celownik pijanych kierowców. - Nasze działania zmierzają do skutecznego wyciągnięcia konsekwencji w tych przypadkach. Szereg zmian w prawie karnym już wprowadziliśmy. Obecnie pracujemy nad kolejnymi - informuje minister.


Planowane jest także wdrożenie tzw. podatku ekologicznego, mającego zastąpić akcyzę. Wprowadzona od 2010 roku coroczna opłata, sięgająca nawet 3 tys. złotych w przypadku samochodów sprzed 1992 r., ma przekonać konsumentów do zmiany modelu na nowy. Krzysztof Kwiatkowski jest umiarkowanym zwolennikiem ustawy: „Są to zmiany zaplanowane i wprowadzane przez Ministerstwo Finansów. Niektórzy, choćby Konfederacja Pracodawców Polskich, chwalą ten pomysł - może na nim skorzystać cały przemysł motoryzacyjny w Polsce. A to ma duży wpływ na gospodarkę całego kraju". Jednak plany w dotychczasowej postaci uderzą głównie w ludzi biedniejszych, których nie stać na zakup nowego samochodu. W ten sposób, nie mogąc pokryć kosztów podatku, stracą środek transportu. Bogatszej warstwy społeczeństwa ustawa nie tknie - w końcu stać ich na nowsze modele aut. Minister uspokaja obawy: „Prace nad szczegółami tej regulacji trwają. Musimy jeszcze wszystko przeanalizować z punktu widzenia konsumentów".


Wiele kolejnych rozwiązań prawnych jest już w drodze. Najbliższe to nowa Ustawa o Służbie Więziennej. „Projekt przewiduje szereg poważnych zmian, które bezpośrednio wpłyną na pracę więzienników i działanie całego systemu. Czekano na nie od 1996 roku!" - mówi Kwiatkowski. Ważne jednak, aby rządzący nie zapominali o najuboższych. Warto pójść śladem wiceministra sprawiedliwości i nawet w przypadku popierania danej ustawy, nie można rezygnować z dogłębnej analizy nowego prawa. Społeczeństwo ma dość bubli prawnych i nagminnego zapominania przez władze, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.

______________________________
"MAGAZYN POLONIA", Wrzesień 2009, Vol 7, No. 9, s. 9
http://www.magazynpolonia.com/getfile?archive/MP_09_2009.pdf


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Od "szczura lądowego" do "wilka morskiego"

sobota, 19 września 2009 0:16


fot. abolicja.files.wordpress.com/2009/01/ankerfisk.jpg 
Skoro na lądzie panuje kryzys, trzeba wybrać się w morze! Tam czekają nas nie tylko wspaniałe widoki i przygody, ale też pokaźna pensja, niejednokrotnie dochodząca do 16 tys. dolarów na miesiąc!

 

Oficerem być...


Grzegorz jest oficerem-mechanikiem marynarki handlowej. Na potrzeby artykułu jego imię zostało zmienione, gdyż mówiąc o zarobkach i swojej pracy, mężczyzna poprosił o anonimowość. Wspomniany oficer pływa obecnie na statku badawczym poszukującym ropy naftowej na dnie morza.


- To przykre, że Polacy w dużej większości pracują jako robotnicy, a nie specjaliści - narzeka pan Grzegorz i dodaje: „na moim statku jest 70 osób, 19 narodowości i tylko ja znad Wisły zajmuję pozycję oficerską. Największy problem dla moich rodaków to bariera językowa. Przed wyjazdem zarobkowym za granicę gorąco polecam solidne nauczenie się języka angielskiego, bo tylko wtedy można osiągnąć sukces w pracy". Jak zapewnia nasz rodak, „nie wolno też polegać na wielokrotnie wprowadzających w błąd informacjach z Internetu bądź przeróżnych pogłoskach". Specjalnie dla „Pracy i Nauki za Granicą", nasz rozmówca przedstawia różne aspekty zatrudnienia na statku.


Plusy...


- Nie będę ukrywać, największą zaletą tej pracy są duże pieniądze - mówi Grzegorz. Następnie dodaje: „zarobki na morzu różnią się w zależności od wielu czynników, w tym np. rodzaju statku. Na morzu zarabia się odpowiednio do rangi:

  • Szeregowy marynarz pokładowy - 2000-3000 USD/miesiąc
  • Szeregowy marynarz z działu maszynowego - 2030-3030 USD/miesiąc
  • 3/Off (trzeci oficer pokładowy) - 2500 USD/miesiąc
  • 2/Off (drugi oficer pokładowy) - 3500 USD/miesiąc
  • 1/Off (pierwszy oficer, szef pokładu) - 5000 USD/miesiąc
  • Kapitan - 6000-8000 USD/miesiąc

- Bardzo podobnie rzecz się ma do stopni oficerskich-maszynowych dla mechaników - kontynuuje pan Grzegorz i zaznacza: „wysokość stawki może się znacznie wahać. Na statkach specjalistycznych (np. badawczych) pensje są dużo wyższe niż na tych typu cargo (do przewozu towarów). Należy zatem liczyć na pensję ponad dwukrotnie wyższą niż na podanym wcześniej schemacie". Ponadto, dużym udogodnieniem jest możliwość otrzymywania pensji na statku lub w domu (choć w przypadku marynarzy szeregowych honorarium wypłacane jest tylko na morzu). Kolejną zaletą tej pracy jest „fakt, iż często przybijamy do portu, gdzie można zwiedzić wiele zabytków i poznać kulturę innych krajów".


...i minusy


Z drugiej jednak strony, kontrakty potrafią trwać od 5 tygodni do 6 miesięcy - wszystko, podobnie jak w przypadku wysokości pensji, zależne jest od armatora i rodzaju statku (te specjalistyczne mają najkrótsze wyprawy, bo trwają one „zaledwie" 5-8 tygodni oraz zapewnione są pomiędzy nimi kilkutygodniowe przerwy na pobyt w domu). Wiadomo, że długa rozłąka z rodziną nie zachęca młodych marynarzy do podejmowania tej pracy. Ale jak mówi pan Grzegorz: „to indywidualna decyzja każdego członka załogi, zależna przede wszystkim od chęci i kwestii pieniędzy".


Jak zdobyć pracę?


Wymagania odnośnie wykształcenia pracownika są porównywalne do wszelkiego rodzaju innych zawodów. Jak mówi pan Grzegorz: „w marynarce handlowej mamy dwa podstawowe kierunki oficerskie: dział mechaniczny oraz nawigacyjny. Aby otrzymać uprawnienia do wykonywania tej pracy, należy skończyć studia w Akademii Morskiej w Szczecinie lub Gdyni (dawniej: Wyższej Szkole Morskiej)".


Jednak nie wszędzie wymagane jest wyższe wykształcenie - „w dziale załogi szeregowej wystarczy ukończyć odpowiednie kursy. Należy wówczas (oczywiście za niewielkie honorarium) odbyć półroczną praktykę na morzu". Po powrocie w Urzędzie Morskim będzie czekać na nas „zaświadczenie o prawach do wykonywania zawodu marynarza okrętowego (w dziale pokładowym) lub też motorzysty maszynowego (w dziale maszynowym)".


Następny krok ku zdobyciu wymarzonej pracy to złożenie aplikacji do jednej z agencji morskich. Te mają swoje siedziby w Szczecinie, Gdańsku, Gdyni oraz Warszawie. - Podania o pracę składa się przeważnie drogą emaliową - mówi oficer i dodaje: „agencje posiadają ogłoszenia z różnych typów statków i dobierają do nich załogę w zależności od doświadczenia marynarzy". Ale nawet będąc żółtodziobem, nie trzeba się przejmować, bo jak zapewnia pan Grzegorz: „w dzisiejszych czasach brakuje kadry oficerskiej, więc nie jest trudno dostać pracę na morzu".


Za co trzeba zapłacić? Czego się spodziewać?


- To agencja morska płaci za transport, wszelkie szczepienia i wyrobienie brakujących dokumentów, czyli np. wizę - mówi oficer. Ponadto, „wyżywienie na statku oraz zakwaterowanie jest również zagwarantowane przez pracodawcę". W wyniku tego nie ponosimy żadnych dodatkowych opłat. W większości wynagrodzenie jest opłacane „door to door", a więc „od momentu wyjścia z domu uznaje się, że każdy kolejny dzień jest przepracowany" - zapewnia pan Grzegorz.


 Czego się spodziewać? - Przede wszystkim pięknych widoków na morze, ale też ciężkiej pracy w ekstremalnych warunkach pogodowych - odpowiada rozmówca i dodaje: „trzeba być bardzo silnym fizycznie i psychicznie - przede wszystkim ciężko przyzwyczaić się do życia z dala od najbliższych i nieustannego przebywania z innymi marynarzami".


Jeśli wszystko to nie zraziło jeszcze potencjalnych kandydatów na marynarzy do pracy na morzu, to na co czekać? Pamiętajmy jednak, że pierwszy krok do wysokiej pensji to dobre władanie językiem obcym. Dopiero później można myśleć o kolejnych posunięciach.

Paweł Rogaliński

______________________
ARTYKUŁ OPUBLIKOWANY W:
"PRACA I NAUKA ZA GRANICĄ" nr 148 (07.09-20.09.2009), s. 14


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

Discrimination at school, according to different nationalities

wtorek, 15 września 2009 11:03


 
It is commonly known that there are some stereotypes according to which people ofChelmford school, blog dziennikarski different nationalities are perceived. Sometimes a person does not need to know somebody to make a judgment about them. Such national discrimination starts as early as at school.

Because schools work like small societies, it is fairly easy to observe behaviours of certain groups towards others. Using the survey done at one of British schools in Chelmsford, Essex, it is easy to find that the school is attended by several nationalities: 68% of English, 21% of Chinese, 7% of both Spanish and Mexican and 4% of Polish and German students. The students had to complete a questionnaire and were asked questions on their attitude towards different nationalities.


The first group includes English students who are not willing to mix up with students of any other national background. They prefer to stay within an English group of people as they share the same interests, behaviour, likes or dislikes. Moreover, most English people are reluctant towards other nationalities. They don't particularly like Chinese as they tend to get better marks than them. Spanish and Mexicans, in their opinion, are poor at English and don't understand simple jokes or sayings. Whereas Polish and Germans are considered to be more hard working and usually doing better than them, which is unacceptable for English students in English school. This opinion is typical, because it is shared by almost 90% of all British children learning there.


The next group includes Chinese students who, on the other hand, discriminate against English in particular. It is because English students, especially those of rich families, are badly-behaved. This is completely opposite to Chinese, who are very obedient and polite. The conflict grows mostly because all the teachers praise Chinese for their effort and attainment whereas English are often reproached for their laziness and telling back. These group of children are the best example of people discriminating native speakers while their stay in TLC country.


In addition to these two groups, there is another group: Spanish and Mexicans who behave in a similar way to English people. They are not particularly fond of spending time with students from any other nations. They do not accept any help, although their English tends to be very poor. They also offer no help as they prefer to stay away from any foreigners, as they do not think highly of them. They feel most comfortable in their own company and if they do not have to speak English. This opinion is shared by almost 85% of that nationality group and it is an exellent example of discriminating foreigners that can lead to xenophobia.


And finally, Polish and Germans usually accept the fact that they are in a foreign country and that they have to adapt to different rules and culture. They spend quite a lot of time with their English mates and they do not complain about it. The only people that they are jealous of are Chinese. Because Polish and Germans like scientific subjects, in contrast to English, who tend to be hopeless at science, it is hard for them to accept the fact that Chinese are always better. It causes, for example, some unwillingness on Polish and German part to spend time with their Chinese mates. It also sometimes leads to some rude comments and racist remarks when it comes to classroom rivalry.


All in all, for many people discrimination is a strong word and does not mean mere unwillingness or dislike. Nevertheless, it starts at this stage and grows more powerful with age. At school, students usually are not yet aware that what is now perceived as being reluctant to mix up with others on the basis of their national or racial background, may become a very serious social problem later on. However, the cultural differences are yet too big to fight it. The only thing left is hope that future generations will be more willing to accept other nations as equal, as we are all in the same boat.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  247 600  

Jestem dziennikarzem czasopism krajowych i polonijnych. Napisane teksty umieszczam na blogu. Poruszam tematy dotyczące głównie polityki, gospodarki, emigracji i języków obcych. Tworzenie bloga traktuję jako rozrywkę i przyjemność, zaś pisanie artykułów to moja pasja.
____________________
WESPRZYJ MÓJ BLOG!


Jeśli podoba Ci się mój blog - wesprzyj go! Wklej link www.rogalinski.com.pl na swoją stronę lub znane Ci forum!
Z góry bardzo dziękuję.

Paweł Rogaliński

PRZEMOWY WYGŁOSZONE NA KONFERENCJACH NAUKOWYCH:

***14.04.2007 Uniwersytet Łódzki, "Polskie przekłady literatury anglojęzycznej". Prezentacja pracy pt. "Harry Potter's Translation - Has Andrzej Polkowski Managed to Put It Into Polish Successfully"?

***19.04.2008 Uniwersytet Łódzki, "Zniekształcenie rzeczywistości w przekładzie". Prezentacja pracy pt. "Ogniem i mieczem Henryka Sienkiewicza w tłumaczeniu Jeremiaha Curtina jako przykład braku zrozumienia historii Polski przez obcokrajowca oraz trudności z odzwierciedleniem kolorytu językowego w przekładzie na język angielski".

***06.06.2009 Wyższa Szkoła Studiów Międzynarodowych w Łodzi, "Intercultural Communication in the European Context". Prezentacja pracy pt. "Socio-political Aspects of Minorities’ Life in the Baltic States as an Example of Multicultural Clash between Neighbouring Nations and Difficulties in the Institutionalisation of the Three Political Systems".

Statystyki

Odwiedziny: 247600
Bloog istnieje od: 3833 dni

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione blogi

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
282930    

O moim bloogu

Jestem dziennikarzem, publicystą oraz blogerem. W swoich artykułach opisuję życie Polonii rozsianej po całym świecie oraz bronię praw osób dyskryminowanych i najuboższych. Wraz z kolejnymi publikacjam...

więcej...

Jestem dziennikarzem, publicystą oraz blogerem. W swoich artykułach opisuję życie Polonii rozsianej po całym świecie oraz bronię praw osób dyskryminowanych i najuboższych. Wraz z kolejnymi publikacjami poruszającymi ważne kwestie społeczne, zostałem nagrodzony m.in. przez Komisję Europejską, Polską Fundację im. Roberta Schumana, grupę wydawniczą Polskapresse i Fundację im. Heinza Schwarzkopfa. Zdobyłem również tytuły: Bloger 2008 roku w kategorii „Życie”, Najlepszy Blog 2010 i Dziennikarz Obywatelski 2009 roku. W lutym 2011 roku zostałem nominowany przez Parlament Europejski do tytułu Młodego Europejczyka Roku. Współpracuję też z Komisją Europejską i jako przedstawiciel polskiej prasy uczestniczę w szczytach poświęconych sprawom społecznym. Moim celem jest pisanie o życiu i problemach szarych obywateli. Serdecznie zapraszam na mój NOWY BLOG WWW.ROGALINSKI.COM.PL, gdzie znajdą Państwo wiele artykułów i interesujących informacji.

schowaj...

Lubię to