Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 253 696 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
.

Zdjęcia w galeriach.


UNIJNE OBRADY O UBÓSTWIE: Czy syty głodnego zrozumie?

wtorek, 25 sierpnia 2009 14:06


 
„Gdzie mieszkamy. Czego potrzebujemy" - to główne hasło ósmego już, corocznego  Paweł Rogaliński, Komisja Europejska, BrukselaEuropejskiego Spotkania ds. Ludzi Doświadczających Biedy. Na zaproszenie prezydencji czeskiej do Brukseli zjechali goście z całej Europy: politycy, członkowie organizacji charytatywnych, delegacje osób ubogich oraz dziennikarze. Będąc przedstawicielem mediów z Wielkiej Brytanii, miałem niezwykle trudne zadanie obiektywnej oceny całej imprezy.

 

          Obrady, trwające kilka dni, odbywały się w Pałacu Egmont. Przybyłe delegacje osób wykluczonych społecznie raz po raz przedstawiały kolejne problemy najbiedniejszych i możliwości ich rozwiązania. Wielu z nich opowiadało historie swojego życia. Nie brakowało rodziców ciężko chorych, wymagających rehabilitacji dzieci. Niskie zarobki uniemożliwiały kupno drogich leków dla ich pociech. Na twarzach przedstawicieli ubóstwa widać było zmęczenie trudami życia. Kiedy mówili, ich ręce niejednokrotnie drżały ze stresu, a oczy pełne były łez. Jako obserwator, byłem wstrząśnięty. Problemami, przeżyciami, ironią losu. Takie doświadczenie zapada w pamięć do końca życia.

          Polska delegacja złożona była z pani koordynator wyjazdu i pięciu przedstawicieli ubóstwa. Ich kłopoty opierały się w głównej mierze na problemach finansowych. Historia jednego z mężczyzn z naszego kraju była szokująca. Za długi wynoszące 400 złotych, trafił do aresztu. Policjanci, zamiast zapukać w drzwi i poinformować o karze, powybijali w środku nocy wszystkie okna w mieszkaniu i wskakując przez nie, skuli go w kajdanki. Podobny los czeka jego koleżankę z delegacji, która co miesiąc otrzymuje listy od firm windykacyjnych i policji. Paweł Rogaliński, Komisja Europejska, Bruksela

          Wypowiedzi w sali nabierały coraz to bardziej emocjonalnego nastawienia. Atmosfera tam panująca przepełniona była jednocześnie rozpaczą i nadzieją. Przedstawiciel Niemiec, drżącym głosem postulował: „Od ośmiu lat spotykamy się w Brukseli. Ciągle obradujemy, wymieniamy się wnioskami i nie widzimy żadnych efektów tych spotkań. W przyszłym roku znów zjadą się delegacje i ponownie nikt nie podejmie żadnych kroków w celu poprawy sytuacji biednych. To musi się zmienić". Po tych słowach wszyscy powstali a sala rozbrzmiała hukiem gromkich oklasków. Jedynie politycy prowadzący obrady zachowali dyplomatyczny dystans.

          Napiętą sytuację próbował załagodzić Martin Žárský, przedstawiciel czeskiego Ministerstwa Spraw Społecznych. Nawiązał on do mojej wypowiedzi z zeszłego dnia, iż na posiedzeniach powinni być obecni także politycy krajowi i regionalni, bo to oni mogą najszybciej wprowadzić przedstawiane pomysły w życie. Vladimír Špidla, były premier Czech oraz komisarz Unii Europejskiej ds. Zatrudnienia, Spraw Społecznych i Równości Szans dodał, że: „rezultaty nowych aktów prawnych nie są widoczne na pierwszy rzut oka, w związku z czym nie ma możliwości od razu zauważyć te postępy. Aby praca zaowocowała w odczuwalne skutki, potrzeba nam wielu, wielu lat".

          Ataki słowne i rozżalenie ludzi ubogich były spowodowane z jednej strony poczuciem olbrzymiej odpowiedzialności za skutki obrad, z drugiej zaś kolosalną różnicą warunków bytowych, w jakich się znaleźli. Bankiety i lunche w niezwykle bogatych salach pałacu Egmont oraz drogie hotele w centrum Brukseli (gdzie dobowy pobyt jednej osoby wynosił blisko 250 euro), były niczym wycieczka wygrana na loterii. Myśl, że za kilka dni wrócą do swoich krajów i znów będą głodować, stała się istnym koszmarem. Zapewnienia polityków, że Komisja Europejska robi wszystko, by zapobiec ubóstwu, nie były w stanie uspokoić zgromadzenia pełnego żalu, frustracji i... olbrzymiej nadziei na zmianę.

 Paweł Rogaliński, Komisja Europejska, Bruksela          Rozmawiając z wieloma osobami, często słyszałem zarzuty pod adresem Komisji: „Unia rozrzuca pieniądze na lewo i prawo, zamiast podjąć konkretne działania zwalczające biedę". Inne opinie dotyczyły celowości spotkania. - Przecież na ten zjazd musieli wydać fortunę! - komentowała jedna z dziennikarek. Czy jednak fala krytyki była sprawiedliwa?

          Komisja Europejska, jako jedyny organ posiadający inicjatywę ustawodawczą, opracowuje wnioski nowych aktów prawa unijnego, przedkładanych następnie Radzie i Parlamentowi. To od niej zależy kształt przyszłych ustaw, dlatego przed podjęciem jakichkolwiek kroków, musi zdobyć rozeznanie w wielu trudnych sytuacjach. Aby tworzone prawo nie było oderwane od rzeczywistości, Komisja zawsze spotyka się i rozmawia z różnymi grupami interesu oraz zasięga porady Komitetu Regionów a także Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego.

          Jak widać, spotkanie było niezbędne. Pozwalało bowiem na wysłuchanie tych, którzy są najbliżej biedy. To oni wiedzą najlepiej czego im potrzeba i jak poradzić sobie z dręczącymi ich problemami. Przepych również nie powinien być elementem krytyki, ponieważ nie ma innego, lepszego wyjścia. Chyba nikt nie wyobraża sobie zapewnienia biednym tanich pensjonatów i najniższej klasy jedzenia, gdyż byłoby to jawną dyskryminacją i nietaktem - w końcu politycy na co dzień jedzą inaczej. Pomimo licznych kontrowersji, jakie powstały wokół spotkania, całą inicjatywę walki z ubóstwem należy ocenić pozytywnie. Jak powiedziała Anna Osińska, krajowy koordynator EAPN na Spotkania w Brukseli oraz członek zarządu ATD w Warszawie: „Moje wrażenia są dosyć mieszane, ale mimo to wierzę, że obrady mogą wiele zmienić dla jednego człowieka: przede wszystkim dodać mu energii i zaszczepić pozytywną myśl".

 Paweł Rogaliński, Komisja Europejska, Bruksela
___________________________
MAGAZYN POLONIA, 07-08.2009, str. 9.
http://www.magazynpolonia.com/getfile?archive/MP_07-08_2009.pdf


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

20 lat minęło jak 1 dzień

środa, 19 sierpnia 2009 12:49

  Paweł Rogaliński, Krzysztof Kwiatkowski
 24 sierpnia 1989 roku przyjmuje się za datę powstania III Rzeczpospolitej. Tego dnia Tadeusz Mazowiecki otrzymał misję tworzenia demokratycznego rządu. Polonia, która przez cały czas wspierała niepodległościowe dążenia działaczy w kraju, nareszcie mogła odetchnąć z ulgą. W jaki sposób XX-lecie demokracji wpłynęło na życie Polaków rozsianych po całym świecie?

 

Walka o demokrację


- Każdy z nas indywidualnie odbiera zmiany, jakie toczą się w Polsce od dwóch dekad. W życiu każdego z nas zmieniło się coś innego. Jednakże wszelkie przekształcenia nie byłyby możliwe gdyby nie wolność, którą wywalczyliśmy sobie w 1989 roku - mówi podczas wywiadu wiceminister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski. Następnie dodaje: „To dzięki niepodległości nasz kraj może zmieniać się i wpływać na nasze życie. Gdyby nie ona, rozwój gospodarczy, otwarte granice i realizacja marzeń wielu z nas nie byłyby możliwe".


- Dla mnie rok 1989 to czas, w którym odbieram swój pierwszy w życiu dowód osobisty, a następnie głosuję na kandydatów Solidarności w wyborach - kontynuuje minister. Jako 18-letni chłopak, Kwiatkowski brał udział w manifestacjach i akcjach Federacji Młodzieży Walczącej. Jak sam mówi: „takich wydarzeń nigdy się nie zapomina. Aktualnie nie wyobrażam sobie mojego życia w PRL. Przypuszczam, że wówczas byłbym kimś zupełnie innym - nie miałbym możliwości pracy jako polityk". Osobiste życie Krzysztofa Kwiatkowskiego również wyglądałoby inaczej: „na pewno nie spotkałbym mojej obecnej żony".


Transformacja, emigracja


Nieco inaczej odbierają te wydarzenia zwykli zjadacze chleba. Tragiczna sytuacja ekonomiczna tuż po zmianie ustroju spowodowała masowe wyjazdy na emigrację. Według mieszkającego dziś w Leganés w Hiszpanii 48-letniego Sylwestra, wydarzenia z 1989 roku były jednymi z najważniejszych w jego życiu: „osobiście brałem czynny udział w przemianach. Pracowałem wówczas w FSO Warszawa oraz służyłem w kościele św. Stanisława Kostki, gdzie został pochowany ks. Popiełuszko. Niedługo po ówczesnych czerwcowych wyborach wyjechałem do Hiszpanii, gdzie żyję po dziś dzień". Podobny los spotkał tysiące innych Polaków, którzy nie widząc nadziei na godne życie w kraju, rozsypali Źródło: http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/1/10/Polonez_in_Utrecht_1989.jpg/800px-Polonez_in_Utrecht_1989.jpg, blog dziennikarski rogalinski.com.plsię po całym świecie. Ale turbulencje związane z transformacją były ostatnimi z poważnych.


- Cieszę się, że nie doszło do wojny domowej. Uważam, że zmiana systemu, mimo wielu kłopotów, przebiegła z powodzeniem. Mamy wielu dobrych polityków z różnych partii, którzy poprowadzili Polskę we właściwym kierunku - mówi z zadowoleniem pan Sylwester. Przyznaje, że osiągnięcia ubiegłych dwóch dekad są znaczne. Należą do nich: wstąpienie do NATO i Unii Europejskiej, wolny przepływ osób w strefie Schengen bądź też kolejne kroki ku walucie euro. - Jestem dumny, że jestem Polakiem, że walczyłem z komuną... Dziś mogę z podniesioną głową wracać do wolnej Polski - dodaje. 


Wciąż wiele do zrobienia


Wszystko to, co udało się dotychczas zdziałać, to dopiero część długiej drogi ku pełni zinstytucjonalizowanej demokracji. Systematycznie pozycja naszej ojczyzny na arenie międzynarodowej jest jednak wciąż zbyt słaba, by skutecznie chronić naszą Polonię przed dyskryminacją w Europie Zachodniej i USA. Adrianna, emigrantka mieszkająca w Seattle, opowiada o swoich spostrzeżeniach: „Większość Amerykanów to kompletni ignoranci - nie interesuje ich nic poza własnym domem. Nie tylko nie wiedzą gdzie leży Polska, ale też z założenia zaliczają ją do krajów Trzeciego Świata. Niejednokrotnie słyszałam, że na pewno pochodzę z Rosji lub Ukrainy i powinnam albo wrócić skąd przybyłam, albo lepiej nauczyć się angielskiego".


Na dalsze pytania o dyskryminację, Adrianna ze smutkiem przyznaje: „Polskie dzieci nie chcą mówić w swoim ojczystym języku, bo się go wstydzą i boją wykluczenia. Tym bardziej, że większość emigrantów z Europy Środkowej i Wschodniej jeździ najlepszymi samochodami i mieszka w największych domach. To wynik ich ciężkiej pracy, często dochodzącej do 12-15 godzin dziennie, podczas gdy lwia część Amerykanów jest leniwa i nadużywa zwolnień z pracy". To właśnie różnice w poziomie życia mają wzbudzać zazdrość i szerzącą się nienawiść wobec nowoprzybyłych. Jednak nie można uogólniać. Jak podkreśla sama rozmówczyni: „Możliwe, że w Chicago, w największej polskiej diasporze, jest inaczej. Naszych rodaków jest tam dużo więcej i mają możliwość wspierania się".


Jak zatem wydarzenia z 1989 roku wpłynęły na Polonię? Czy odzyskanie niepodległości miało swoje skutki w życiu rodaków na obczyźnie? Wspomniany wcześniej Krzysztof Kwiatkowski odpowiada zdecydowanym tonem: „Jestem o tym przekonany. Gdyby nie PRL, wielu Polaków nie zdecydowałoby się na często ciężkie życie w obcym kraju. Wiem, że mimo wielu tysięcy kilometrów, jakie dzieliły ich od Polski, los ojczyzny leżał im na sercu. Walkę o niepodległość wspierali jak mogli - np. poprzez szukanie poparcia politycznego w rządach innych krajów".


Następnie dodaje: „Wolna Polska dała Polonii możliwość powrotu do kraju na stałe, a tym, którzy zdecydowali się na życie za granicą - możliwość odwiedzin w kraju bez obaw represji. Z drugiej strony, gdyby nie 1989 rok, Polacy nie mogliby wiązać swojego losu w innych państwach". Dzięki otwartym rynkom pracy, Polonia zmienia się i rozrasta. Jest połączona z ojczyzną nierozerwalną więzią, czerpie z niej siłę i broni jej dobrego imienia. Wszystko z wdzięczności, że to właśnie te zielone pola i ta ziemia nad Wisłą rodziły dla ich przodków przez dziesiątki lat i gotowe są nadal to czynić. Przez wieki. Dla potomnych.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

"Kupiłem czarny ciągnik..."

czwartek, 13 sierpnia 2009 13:14


Paradoksalnie, kryzys gospodarczy jest zazwyczaj okresem największego postępu technologicznego. Poszukiwania rozwiązań przyjaznych środowisku, tanich oraz bezpiecznych dla ich użytkowników przynoszą skutki. Rolnictwo w Polsce,  GPS, Ursusdzięki dotacjom z Unii, przeżywa okres gwałtownych przemian.

 

Bez komputerów ani rusz


Korzyści płynące z zastosowania komputerów w rolnictwie są nie do ocenienia. Montowane głównie w ciągnikach monitorują i regulują pracę maszyny. Ciekłokrystaliczne ekrany wyświetlają zużycie paliwa oraz efektywność poszczególnych części. Te najnowsze, za pomocą systemu ISOBUS, współpracują ze wszystkimi maszynami w otoczeniu (a więc na przykład opryskiwaczami lub siewnikami). Rozwój rolnictwa precyzyjnego pozwolił na zupełnie samoczynną jazdę maszyny. W ten sposób pojazd prowadzony jest automatycznie po dokładnie wyznaczonej trasie i w przypadku zjechania z ustalonej drogi, błyskawicznie reaguje w celu naprawienia błędu.


Ursus, New Holland czy Zetor?


Zachęceni nowymi technologiami i dotacjami z Unii rolnicy ruszyli po kupno nowych maszyn. Tylko do końca maja 2009 sprzedano w Polsce 6894 ciągniki. To wzrost aż o 34% w stosunku do ubiegłego roku. Wynik ten jest o tyle ważny, że wielu ekspertów uznaje krajowy rynek ciągników za papierek lakmusowy stanu polskiego rolnictwa. Dyrektor AgriTrac Mariusz Chrobot, zajmujący się analizowaniem tego rynku, przekonuje: „Za tak dobrą sytuację na polskim rynku ciągników odpowiada między innymi dobra praca Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, która jest odpowiedzialna za przyznawanie pomocy finansowej dla gospodarstw rolnych. Rolnicy (...) otrzymają od 40 do 60 proc. refundacji kosztów". Najczęściej wybierane marki to New Holland ze 138% wzrostem sprzedaży od 2008 roku, dotychczasowy lider - czeski Zetor oraz najbardziej znany, rodzimy Ursus.

 

Najnowocześniejsze metody


VRA, czyli Variable Rate Application to nic innego jak zmienne dawkowanie nawożenia. Niezwykle dokładne metody są możliwe dzięki zastosowaniu izoliniowych map zasobności gleby, szeregu komputerów oraz urządzeń GPS. Do innych nowoczesnych metod z pewnością należy mechatroniczne zarządzanie dojarnią - niemalże wszystkie procesy sterowane są przez maszyny. Dzięki kamerom i czujnikom ultradźwiękowym, zakładanie i zdejmowanie aparatu udojowego odbywa się automatycznie. Co więcej, maszyny prowadzą pomiar mleka, masują wymienie, dawkują pokarm, ważą krowy oraz wykrywają ruję i wszelkiego rodzaju choroby. Warto wspomnieć, że cały proces mycia i utrzymania higieny jest również zautomatyzowany.


Kury i świnie też tak chcą!


W zakresie produkcji drobiu, osiągnięcia technologiczne są równie imponujące. Czujniki temperatury i komputery sterują klimatyzacją, nawilżeniem powietrza oraz wentylacją. Zarówno oświetlenie, jak i zużycie wody oraz paszy rejestrowane i sterowane są automatycznie. Gdy system, pomimo działania wszystkich urządzeń, wykryje znaczną zmianę temperatury lub ma kłopoty z zasilaniem, włącza alarm. Wszystkie produkowane jaja są starannie zliczane a dane wypełniają tabele w komputerze, który stanowi centrum zarządzania. W przypadku trzody chlewnej, mechanizm nadzoruje proces tuczenia, a zebrane wyniki zostają zanalizowane. Dzięki temu kolejne porcje paszy mogą być wyliczone indywidualnie dla każdej świni. Podobnie jak na fermie kur, także i tutaj działają cyfrowe urządzenia pomiarowe, które sterują mikroklimatem.


Bezpieczeństwo


Wiele firm w okresie wzmożonego popytu stara się zapewnić maksymalne bezpieczeństwo użytkowania swoich produktów. W tym celu trwa nieustanny wyścig konkurencji w zdobywaniu coraz to kolejnych certyfikatów. Niekwestionowanym gwarantem wysokiej jakości zarządzania jest ISO 9001:2000. Pod względem pewności użytkowania, bardzo istotne są znaki bezpieczeństwa (np. B, CE). Jak zachwala Simpa S.A., producent maszyn rolniczych Ursus 7524, www.urson.pl w Polsce, „miarą bezpieczeństwa potwierdzonego w praktyce eksploatacyjnej jest prawo oznaczania większości produkowanych przez nas maszyn znakiem bezpieczeństwa KRUS". Certyfikaty przyznawane maszynom rolniczym są niezwykle ważne, zarówno dla klientów, jak i producentów. Wyznaczają bowiem pożądany standard i dyskwalifikują gorsze i często tańsze produkty.


Małe, rodzinne gospodarstwa rolne wciąż pozostawiają wiele do życzenia pod względem bezpieczeństwa i rozwoju technologicznego. Obecne zmiany mają jednak na celu dogonić silnie skomputeryzowane rolnictwo w Stanach Zjednoczonych i Europie Zachodniej. Miejmy nadzieję, że już niedługo wszyscy gospodarze będą mogli śmiało zacytować słowa piosenki z reklamy Ursusa z lat dziewięćdziesiątych:

 

„Ciągnik, kupiłem czarny ciągnik (...)

Nie jest to zwykły Ursus, bo ma skórę i komputer
Klimatyzę serwo wiatrak szyber kółko z futer
Piskacz piszczy aż oponki się topią
A ty miła sprawdź czy masz niezłego kopa"


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

CHRZĄSZCZ 007 - zgłoś się!

sobota, 08 sierpnia 2009 12:19
 

Źródło: http://www.eecs.berkeley.edu/~maharbiz/images/CyborgBeetle.jpg ; blog dziennikarskiTerminator - wynik połączenia robota z istotą ludzką już niedługo może okazać się czymś więcej niż tylko fikcją. Naukowcy stworzyli właśnie chrząszcza-cyborga! Żywym owadem steruje się bezprzewodowo poprzez komputer. W ten sposób można stworzyć mini-szpiega lub wykorzystywać go w misjach ratunkowych.

 

Jak zrobić cyborga?


Aby stworzyć zdalnie sterowanego chrząszcza (mecinorrhina torquata), ten musi być poddany implementacji odpowiednich technologii w momencie, gdy jest jeszcze poczwarką (a więc w chwili, gdy przeobraża się z larwy w owada). W tym czasie naukowcy muszą wszczepić mu cienką antenę, miniaturową płytkę z mikroprocesorem oraz niewielkich rozmiarów: odbiornik radiowy i baterię. Wszystko to połączone jest z układem mięśniowym i nerwowym poprzez 6 elektrod, dzięki którym możliwe jest późniejsze wykonywanie naszych rozkazów przez chrząszcza. Elementy elektroniczne ważą zaledwie 1,33 grama (czyli mniej niż guma do żucia). Maksymalny udźwig chrząszcza, z którymi ten jest w stanie wzbić się w powietrze to 3 gramy, więc owad bez problemu radzi sobie z „bagażem". Wybrane przez naukowców chrząszcze mają od 4 do 8 centymetrów długości oraz ważą od 4 do 10 gramów. W jaki sposób sprawuje się nad nimi kontrolę? Wszystkie sygnały są wysyłane z notebooka, na którym zainstalowany jest specjalny program do sterowania, włączania i wyłączania owada.

 

Niczym James Bond


Michel Maharbiz, pomysłodawca cyborga, jest przekonany, że owady będą kiedyś niezastąpione w misjach ratunkowych. Jak argumentował, chrząszcze „mogą wlatywać do maleńkich pęknięć i zostać wyposażone w czujniki ciepła, aby odnaleźć ocalałych rannych". Tego typu manewrów nie da się zrobić „przy pomocy syntetycznych rozwiązań". Co więcej, DARPA (Amerykańska Agencja ds. Rozwoju Nowych Technologii) natychmiast zainteresowała się projektem i obecnie dąży do stworzenia owada-szpiega. Jak zapewnia Maharbiz: „będzie on gromadzić, przetwarzać i przesyłać dane". Dla wojska cyborg byłby prawdziwym skarbem, gdyż dotychczasowe bezzałogowe miniroboty są niewystarczająco sprawne i zbyt duże. O wiele łatwiej jest „przerobić" żywy organizm niż tworzyć coś zupełnie nowego. Ostatnia z najważniejszych zalet cyborgów to fakt, iż poruszają się one o własnych siłach, a baterię wykorzystują jedynie w celu zasilania elementów elektronicznych.

 

Skąd, jak, za ile?


Pomysł na zdalnie sterowanego owada jest bardzo stary - zaczerpnięto go z powieści Thomasa A. Eastona „Sparrowhawk" i powtarzano w wielu innych pozycjach literatury i filmów science fiction (m.in. w kinowym hicie „Piąty Element" Luca Bessona). Mimo, iż cała procedura tworzenia cyborga brzmi bardzo naukowo i ciężko ją sobie wyobrazić, w rzeczywistości jest niezwykle tania. Materiały potrzebne do zrobienia zdalnie sterowanego chrząszcza kosztują zaledwie 5 dolarów i są w większości ogólnodostępne. Za te niewielkie pieniądze można otrzymać precyzyjnie poruszającą się „biologiczną maszynę", która już niedługo będzie mieć możliwość samonaprawy lub wymiany uszkodzonych narządów. Jak twierdzą naukowcy, w ciągu wieku cyborgi na stałe zagoszczą w naszym codziennym życiu i ułatwią je do zupełnego maksimum.

 

Ciężkie gadżety


Same zdalnie sterowane chrząszcze nie mogą się do niczego przydać. Aby były użyteczne, Źródło: http://k21st.files.wordpress.com/2009/02/cyborg_x220.jpg, www.rogalinski.com.plmuszą mieć dodatkowy sprzęt, który jednak też waży, a przez to obciąża owada i utrudnia mu lot. Różnorodne nadajniki, w tym na przykład mini-kamera wideo, to dodatkowe 1,7 grama. W połączeniu z podstawową elektroniką, obciążenie wynosi ponad 3 gramy, co uniemożliwia wzbicie się chrząszcza w powietrze. W tym celu postanowiono przeprowadzić szereg kolejnych badań, by wykorzystać np. oczy owada i poprzez nerwy wzrokowe kodować obraz w formie impulsów radiowych, które następnie mogłyby być odczytywane na monitorze komputera. Drugi cel to pozbycie się ciężkiego akumulatora i wykorzystanie naturalnej energii chrząszcza. Ten ostatni uzupełniałby ją poprzez jedzenie. Naukowcy zamierzają też ukryć we wnętrzu owada wszystkie jego elektroniczne części, które dotychczas były na wierzchu. W ten sposób nikt nie odróżni „biologicznej maszyny" od zwykłego chrząszcza i otworzy to drogę do wykorzystania cyborgów jako szpiegów.

 

Chrząszcz-Terminator


Grupa Maharbiza nieustannie pracuje nad wciąż nowymi rozwiązaniami w kwestii kontroli owadów. Sam Michel przyznał, iż chce „dowiedzieć się, jakie są granice kontroli". Dziś wiadomo, że wszyscy ci, którzy uważają, iż filmy: „Terminator" lub „Robocop" nie mają nic wspólnego z rzeczywistością, mogą się grubo mylić. Na badaniach opisywanych powyżej owadów nie poprzestano. Grupy naukowców z innych krajów stworzyły interfejsy umożliwiające sterowanie zwierzętami (np. szczurem). Krok po kroku, nauka będzie szła do przodu. A gdy osiągnie odpowiedni stopień zaawansowania technologicznego, nic już nie zatrzyma szalonych eksperymentatorów przed pomysłem zrobienia człowieka-robota. Co będzie dalej - możemy się tylko domyślać.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

APEL O POMOC DLA MATEUSZKA

czwartek, 06 sierpnia 2009 22:13

<Autorstwo poniższego tekstu: rodzice dziecka - Maria i Krzysztof Lasak>


     "Jesteśmy szczęśliwym małżeństwem i mamy dwójkę dzieci. Starszy Mateusz ma cztery lata a młodszy Paweł ma dwa. Mateusz od ok. dwóch lat ma zdiagnozowany autyzm dziecięcy i od tego czasu staramy się go leczyć. Jest nadzieja na wyleczenie Mateusza-dzięki dotychczasowej terapii i leczeniuŹródło: http://republika.pl/blog_ns_4426282/6494366/tr/c1la-17f-1.jpg przejawia już zachowania społeczne, nawiązuje kontakt z bratem oraz wyrasta ze stereotypowych zabaw. Dla nas rodziców jest to nadzieja, że ma jeszcze szanse na to, aby być świadomym dzieckiem i, że warto próbować wszystkiego, aby wejść w jego świat.

   Wszystko, co możemy zrobić związane jest z finansami-od roku borykamy się z problemami finansowymi. Wiele osób obiecało nam pomóc, ale skończyło się na obietnicach. Niestety, ale pieniądze decydują o tym jak dalej będzie przebiegać edukacja Mateusza. My wiemy, że można zrobić więcej, dlatego apelujemy o pomoc-brakuje nam na leki, rehabilitacje, opłaty a czasami nawet na chleb.
   Staramy się wszelkimi możliwymi sposobami pozyskiwać środki na leczenie i rehabilitacje, gdyż leczenie autyzmu nie jest dofinansowywane przez NFZ. Miesięczny koszt leczenia i rehabilitacji jest bardzo wysoki-sama cena suplementów to około 1500 zł, bardzo różnorodna terapia to koszt ponad 2500zł, do tego wizyty u lekarzy, zakup programów i pomocy edukacyjnych, sprzętów do rehabilitacji, dla nas to koszt ogromny.
   Mama nie jest w stanie podjąć pracy gdyż musi opiekować się Mateuszem a także młodszym Pawełkiem, a wynagrodzenie taty nie pozwala na pokrycie wszelkich potrzeb Mateusza nie mówiąc o opłatach za mieszkanie, czy na bieżące wydatki związane z funkcjonowaniem rodziny. Prosiliśmy wiele osób o pomoc-Mateusz był już dwa razy w telewizji, kilkakrotnie w gazetach, wysyłaliśmy setki apeli do firm o pomoc, niestety bez większego odzewu. Prosimy więc jeszcze raz o pomoc-realną, nawet złotówka może pomóc Mateuszowi-i będzie to jedna kropla dla Mateuszka, jak tych kropel będzie więcej to może uzbierać się MORZE, a to jest już COŚ!
   Piszemy z nadzieją...że znajdzie się wiele osób, którym los naszego synka nie jest obojętny...może znajdzie się osoba która choć przez jakiś okres czasu byłaby w stanie wspomóc nas finansowo sama zakupując suplementy tak ogromnie ważne w leczeniu Mateuszka, może kto inny sponsorując dodatkowe godziny terapii. Byłaby to dla nas nieoceniona pomoc. Bardzo chcemy ratować nasze dziecko ale sami nie damy rady, już i tak wybieramy między kupnem znaczka by wysłać apel o pomoc a suplementami...

Mateusz jest podopiecznym Fundacji Dzieciom" Zdążyc z Pomocą" numer konta:
-darowizny z Polski:
41 1240 1037 1111 0010 1321 9362
z dopiskiem "Darowizna na leczenie i rehabilitacje Mateusza Lasaka"  

 Wpłaty zagraniczne: kod SWIFT (BIC): PKOPPLPW

 -darowizny w euro:
31 1240 1037 1978 0010 1651 3186
z dopiskiem "Darowizna na leczenie i rehabilitacje Mateusza Lasaka"                                                                          

 

 Osoby chcące wspomóc indywidualnie np. dojazdy do lekarzy, zakup
przedmiotów potrzebnych do terapii w domu, lub po prostu rozumiejące tragiczną sytuacje
naszej rodziny i chorego Mateuszka i chcące pomóc nam osobiście, prosimy o kontakt
poprzez pocztę e-mail, dane kontaktowe podane na blogu: http://mateusz2005.blog.onet.pl

Pamiętajcie dobro wyświadczone komuś zawsze wraca podwójnie!

ZA KAŻDĄ POMOC, NAWET NAJDROBNIEJSZĄ-SERDECZNIE DZIĘKUJEMY
Rodzice-Maria i Krzysztof Lasak"


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  245 313  

Jestem dziennikarzem czasopism krajowych i polonijnych. Napisane teksty umieszczam na blogu. Poruszam tematy dotyczące głównie polityki, gospodarki, emigracji i języków obcych. Tworzenie bloga traktuję jako rozrywkę i przyjemność, zaś pisanie artykułów to moja pasja.
____________________
WESPRZYJ MÓJ BLOG!


Jeśli podoba Ci się mój blog - wesprzyj go! Wklej link www.rogalinski.com.pl na swoją stronę lub znane Ci forum!
Z góry bardzo dziękuję.

Paweł Rogaliński

PRZEMOWY WYGŁOSZONE NA KONFERENCJACH NAUKOWYCH:

***14.04.2007 Uniwersytet Łódzki, "Polskie przekłady literatury anglojęzycznej". Prezentacja pracy pt. "Harry Potter's Translation - Has Andrzej Polkowski Managed to Put It Into Polish Successfully"?

***19.04.2008 Uniwersytet Łódzki, "Zniekształcenie rzeczywistości w przekładzie". Prezentacja pracy pt. "Ogniem i mieczem Henryka Sienkiewicza w tłumaczeniu Jeremiaha Curtina jako przykład braku zrozumienia historii Polski przez obcokrajowca oraz trudności z odzwierciedleniem kolorytu językowego w przekładzie na język angielski".

***06.06.2009 Wyższa Szkoła Studiów Międzynarodowych w Łodzi, "Intercultural Communication in the European Context". Prezentacja pracy pt. "Socio-political Aspects of Minorities’ Life in the Baltic States as an Example of Multicultural Clash between Neighbouring Nations and Difficulties in the Institutionalisation of the Three Political Systems".

Statystyki

Odwiedziny: 245313
Bloog istnieje od: 3739 dni

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione blogi

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

O moim bloogu

Jestem dziennikarzem, publicystą oraz blogerem. W swoich artykułach opisuję życie Polonii rozsianej po całym świecie oraz bronię praw osób dyskryminowanych i najuboższych. Wraz z kolejnymi publikacjam...

więcej...

Jestem dziennikarzem, publicystą oraz blogerem. W swoich artykułach opisuję życie Polonii rozsianej po całym świecie oraz bronię praw osób dyskryminowanych i najuboższych. Wraz z kolejnymi publikacjami poruszającymi ważne kwestie społeczne, zostałem nagrodzony m.in. przez Komisję Europejską, Polską Fundację im. Roberta Schumana, grupę wydawniczą Polskapresse i Fundację im. Heinza Schwarzkopfa. Zdobyłem również tytuły: Bloger 2008 roku w kategorii „Życie”, Najlepszy Blog 2010 i Dziennikarz Obywatelski 2009 roku. W lutym 2011 roku zostałem nominowany przez Parlament Europejski do tytułu Młodego Europejczyka Roku. Współpracuję też z Komisją Europejską i jako przedstawiciel polskiej prasy uczestniczę w szczytach poświęconych sprawom społecznym. Moim celem jest pisanie o życiu i problemach szarych obywateli. Serdecznie zapraszam na mój NOWY BLOG WWW.ROGALINSKI.COM.PL, gdzie znajdą Państwo wiele artykułów i interesujących informacji.

schowaj...

Lubię to