Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 253 696 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
.

Zdjęcia w galeriach.


POLAKOŻERCY

piątek, 29 sierpnia 2008 9:51


<W ARTYKULE WYWIAD Z KONSULEM GENERALNYM RP W EDYNBURGU, ALEKSANDREM DIETKOWEM>
 

 

Agresywni, pijani Brytyjczycy. Młodzi, chodzący często w grupach po kilka, kilkanaście osób. Nauczeni przez społeczeństwo, media, polityków a nawet policję, że to Polacy są przyczyną całego zła, które ich spotkało. Że to naród znad Wisły jest szarańczą, której trzeba się wyzbyć. Owi nauczyciele tylko wyrażają swoje poglądy. Nie zdają sobie sprawy, że w rzeczywistości nawołują masy do czynów. Bo co autorytet powie, to ciemny lud, margines, zrobi - przekona „Polaczków", żeby wracali skąd przyszli.

 

 

Co za dużo...

 

 

Zwiększająca się liczba imigrantów na Wyspach powoduje coraz większy opór Brytyjczyków przed obcymi. Sama liczba Polaków w Wielkiej Brytanii wzrosła tak znacząco, że ciężko powiedzieć, ile obecnie wynosi. Z pomocą przyszedł Konsul Generalny RP w Edynburgu, Aleksander Dietkow, który zgodził się użyczyć dostępnych mu danych i posiadanej wiedzy, udzielając odpowiedzi na trapiące wielu pytania.

 

- Oceniamy, że w Szkocji przebywa około 70 tys. Polaków zaś w Irlandii Północnej , która też należy do okręgu konsularnego Konsulatu Generalnego RP w Edynburgu około 40 tys. Przed 1 maja 2004 oceniano iż przebywa tam 5-10 tys. Polaków - powiedział szef placówki.

 

- Z porównania ilości tzw. rejestrowanych czynności konsularnych , ich liczba wzrosła w latach 2003-2007 aż dziesięciokrotnie. Tendencja ta się nadal utrzymuje - dodał.

 

Psy szczekają, a karawana idzie dalej

 

 

Czy Polacy na Wyspach tworzą społeczeństwo zamknięte? Wiele jest mowy o „polskich gettach". Powstawały niezliczone ilości artykułów twierdzących, że „Polacy na Wyspach lubią tylko Polaków". Brytyjski ekspert, prof. Ted Cantle uznał, iż pozwolono „by poszczególne grupy narodowościowe zaczęły prowadzić równoległe życia prawie bez kontaktu z główną społecznością", dowodząc, że jego kraj przesadził z wielokulturowością. Jak jest jednak naprawdę?

 

- Polacy są generalnie ciekawi świata i otwarci na kontakty z miejscowymi społecznościami. Wiele zależy od motywów emigracji. Ci, którzy przyjechali na określony czas z motywacją żeby jak najwięcej zarobić a jak najmniej wydać, z reguły nie mają takich relacji z miejscowym środowiskiem jak ci co przyjechali na dłużej (życie towarzyskie jednak kosztuje). Barierą okazuje się brak znajomości języka - stwierdził Dietkow. Po chwili dodał:

 

- Odwiedzam systematycznie rożnie skupiska Polaków. Żadne z tych spotkań nie jest wyłącznie polską imprezą. Polacy zawsze przychodzą ze swoimi szkockimi i irlandzkimi przyjaciółmi. Także lokalnym władzom zależy na integracji. Sprzyjają temu organizowane przez nie imprezy typu „poznajmy się".

 

 

Gdy kota nie ma, myszy harcują

 

 

Antypolskie skandale na Wyspach są na porządku dziennym. I uczestniczy w nich nie tylko margines społeczny. Szefowa policji hrabstwa Cambridge stwierdziła ostatnio, iż noszenie przez Polaków noży to „normalna sytuacja", podobnie jak u Litwinów i Kurdów. Po chwili namysłu dodała, że trzeba tych ludzi „wyedukować". Nieco wcześniej, jako zaciekła przeciwniczka emigracji, mówiła, że wzrost przestępstw jest spowodowany napływem cudzoziemców.

Źródło: http://battlebloggalactica.files.wordpress.com

Brytyjskiej policji przyklaskują media - jeden z największych i najstarszych dzienników na Wyspach, „Daily Mail", opublikował w ciągu niecałych dwóch lat blisko 80 antypolskich artykułów. Wiktor Moszczyński ze Zjednoczenia Polskiego w Wielkiej Brytanii uznał, że gazeta „konsekwentnie i z rozmysłem oczernia emigrantów" i powoduje „nasilenia postaw ksenofobii i wzrostu napięć na tle narodowościowym".

 

Biorąc przykład z autorytetów, społeczeństwo postanowiło „pomóc" w wygnaniu Polaków z Wysp. I tak pojawiła się antypolska strona internetowa Gar Jones'a z informacją o mieście w Walii: „Llanelli posiada 60 tys. mieszkańców, z czego blisko 10 tys. to Polacy. Zabierają nam miejsca pracy i nie mają szacunku dla miasta ani jego mieszkańców. Polacy wynocha!" Co więcej, w mieście Trowbridge można znaleźć na wielu budynkach graffiti „Polish Out", lub „Spadajcie, mamy komplet". Nie obce są też przypadki pobicia naszych rodaków przez agresywne grupy Brytyjczyków. W ten sposób, kiedy nie ma przysłowiowego „kota", który ukróciłby ksenofobię, zapanowały powszechne polonofobia i rasizm.

 

Nie taki diabeł straszny...

 

 

Informacjom o wielkości problemu fizycznej agresji na Polakach zaprzecza konsul Dietkow:

- Są to indywidualne przypadki, najczęściej związane z nadużyciem alkoholu . W niektórych środowiskach, zwłaszcza wśród ludzi najmniej wykształconych, jesteśmy postrzegani jako konkurencja w pracy. Kilka za dużo wypitych drinków i konflikt gotowy.

 

 

I dodaje:

- Władze robią dużo aby zapobiec wszelkim zjawiskom dyskryminacji i nienawiści etnicznej . W Policji są specjalni oficerowie odpowiedzialni za kontakty z grupami etnicznymi. Są naprawdę skuteczni.

 

 

Czas leczy rany

 

 

Czy to więc wielokulturowość Brytanii jest problemem? Szef polskiej placówki w Edynburgu zaprzecza:

- Poznawanie i przenikanie się wzajemnie wielu kultur tylko wzbogaca społeczeństwa. Przecież nie oznacza to utraty własnej tożsamości. Polski „najazd" wywołał olbrzymie zainteresowanie naszym krajem. Polska nie jest już nieznanym krajem na obrzeżach Europy. Setki tysięcy Brytyjczyków odwiedziło już nasz kraj. Tegoroczny Międzynarodowy Festiwal Edynburski, największa i najbardziej prestiżowa tego rodzaju impreza na świecie będzie zdominowana przez polskich artystów.

 

 

Emocje wynikłe z gwałtownego wzrostu liczby Polaków na Wyspach z czasem opadną, a oba narody zaczną się akceptować. Jak podkreśla konsul Aleksander Dietkow, „wielokulturowość jest istotnym elementem polityki rządu" a korzyści z niej wynikłe są widoczne niemal natychmiast. Naszym zadaniem, jako społeczeństwa, jest jednak piętnowanie wszelkich aktów dyskryminacji. Nie można pozwolić, aby antypolonizm stał się chlebem powszednim, czy to na Wyspach, czy w jakimkolwiek innym kraju. Żeby już nigdy więcej w historii nie powtórzyły się słowa, które wypowiedział Otto von Bismarck: „Bijcie Polaków tak długo, dopóki nie utracą wiary w sens życia".

 

 ------------------------------------------------------------------------------------

POLISH ZONE, 08.2008.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

E-NAUKA: cały świ@t w zasięgu ręki!

poniedziałek, 25 sierpnia 2008 22:56

 

Nowe technologie, dotychczas służące głównie naukom ścisłym, zaczęły być masowo używane w najnowszych metodach nauczania. Jedna i zarazem najpopularniejsza z nich to e-learning, polegający na przyswajaniu wiedzy za pomocą komputera i Internetu. Ta powszechna na Zachodzie forma nauki wkroczyła do Polski całkiem niedawno i od razu zyskała rzesze zainteresowanych: od dzieci i młodzieży, poprzez osoby starsze, aż po firmy, którym zależy na rozwoju własnych pracowników. Skąd tak duże zainteresowanie tą nowoczesną metodą nauki? Czy jest ona bardziej skuteczna, przyjemniejsza, czy może to moda spowodowała jej popularność? Jedno jest pewne - skoro tak dużo osób korzysta z e-nauki, warto dowiedzieć się na czym ona polega. Wszelkie tajniki e-learningu postara się przybliżyć mgr Anna Macias, lektor nadzorujący kursy internetowe w prestiżowej szkole językowej Professional.

 

 

Pani Anno, jakie warunki trzeba spełnić, aby korzystać z kursu e-nauki?

 

 

Z pewnością nie ma tutaj ograniczeń wiekowych. Co do kwestii formalnych, należy jedynie założyć konto na odpowiedniej witrynie internetowej, oferującej takie kursy. Polega to na wypełnieniu ankiety ze swoimi danymi, takimi jak: imię, nazwisko, e-mail, hasło itp. Wtedy otrzymujemy drogą elektroniczną list z informacją, że konto jest założone, ale w pełni aktywne będzie dopiero po uiszczeniu odpowiedniej opłaty. Nauka rozpoczyna się testem kwalifikacyjnym, który jest całkowicie za darmo i można go wypełnić nawet na nieaktywnym koncie. Jego cel jest o tyle ważny, że daje on odwzorowanie poziomu naszej wiedzy z danego języka obcego.

 

 

Proszę opisać standardową lekcję na takim kursie.

 

 

Lekcja składa się ze wszystkich niezbędnych części, a więc czytania, pisania, gramatyki, poszerzania słownictwa, ćwiczeń ze słuchu oraz mówienia. W przypadku wypowiedzi ustnych, dobrze byłoby, aby kursant posiadał mikrofon i słuchawki podłączone do komputera. Ofertę zajęć mówionych mają tylko nieliczne szkoły zajmujące się e-learningiem, ale trzeba zwrócić na to uwagę przy dokonywaniu wyboru odpowiedniego kursu. Wbrew pozorom kursy e-nauki nie są podobne we wszystkich szkołach. Niektóre oferują jedynie ćwiczenia gramatyczne i czytanie, co jest zdecydowanie za mało.

 

 

Jakie są zalety nauki przez Internet?

 

 

Przede wszystkim komfort. Nie musi Pan dopasowywać swojego planu do wyznaczonych przez szkołę dni i godzin kursu. Sama pamiętam jak w mroźne, zimowe wieczory musiałam jechać ponad pół godziny na lekcje z języka angielskiego. Zmęczenie po całym dniu innych zajęć nie pozwalało skupić się na omawianych tematach. W przypadku choroby zaś, ciężko było nadrobić wszelkie zaległości, gdyż po powrocie ze zwolnienia zawsze znajdą się pilniejsze rzeczy do wykonania. Dziś, kiedy mamy możliwość nauki w chwili, gdy jesteśmy wypoczęci, a nasz umysł jest zdolny do efektywnej pracy, czemu z tego nie skorzystać? Czyż nie lepiej uczyć się w spokoju, przy ciastku i herbacie?

 

 

A czy są jakieś wady tej metody nauki?

 

 

Na pewno. Każdy kurs ma wady, nawet najlepszy. Jedną z wad e-learningu jest brak integracji z innymi ludźmi. Na lekcjach nie uczymy się tylko od lektora, ale i od siebie nawzajem, z czego wiele osób nie zdaje sobie sprawy. Niektórzy ludzie wspominają jeszcze, że potrzebna jest samodyscyplina, ale chyba nie do końca. Ponieważ e-nauka jest kursem indywidualnym, lektor jest w stałym kontakcie z uczestnikiem i wyznacza sztywne terminy oddania prac, co upodabnia go do kursu standardowego. Dodatkowo, słuchacz na specjalne życzenie może ukierunkować swoją naukę na poszerzanie słownictwa biznesowego, medycznego, technicznego itp.

 

 

Skoro e-learning jest kursem nowych technologii to z pewnością musi dużo kosztować. Ile trzeba w przybliżeniu zapłacić za półroczną naukę?

 

 

Wręcz przeciwnie! E-nauka jest blisko dwa razy tańsza od zwykłego kursu. Średnio semestr nauki kosztuje 350 złotych, co dla wielu osób oznacza dużą oszczędność pieniędzy.

 

 

Mówiła Pani, że każdy może korzystać z e-learningu, ale jakiej grupie wiekowej osób szczególnie polecałaby Pani naukę przez Internet?

 

 

Na pewno dorosłym i młodzieży. Ci pierwsi nie mają czasu, są zapracowani i zmęczeni po pracy. Podobnie jest zresztą z nastolatkami, którzy mają wiele zajęć pozaszkolnych. Jeśli mowa o dzieciach to owszem, ale rodzice muszą mieć stały kontakt z lektorem, by móc regularnie kontrolować postępy w nauce.

 

Co zaś w przypadku, gdy ktoś nie zna się na obsłudze komputerów?

 

 

To jest akurat najmniejszy problem. E-learning można kontynuować nawet wtedy, jeśli ktoś nie posiada w domu Internetu, a korzysta z kawiarenki. Nasza strona internetowa poświęcona e-nauce jest zaprojektowana w sposób możliwie najbardziej przystępny.

 

 

Gdybym chciał dowiedzieć się nieco więcej o e-learningu, bądź zobaczyć jak on wygląda to gdzie powinienem zacząć szukać?

 

 

Może Pan z pewnością przeszukać Internet i wszelkie dostępne encyklopedie. Znakomitym źródłem informacji jest też nasza strona http://www.e-learning.professional.net.pl/ , opisująca tego typu kursy od podszewki.

 

 

Rozumiem, że poleca Pani naukę przez Internet?

 

 

Oczywiście, gorąco polecam. Uważam, że to świetne rozwiązanie dla wielu osób.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Dobre bo polskie!

czwartek, 21 sierpnia 2008 1:05
 

W ślad za emigracją, do Wielkiej Brytanii popłynęła rzeka naszych rodzimych produktów. Są one dostępne nie tylko w niezliczonych obecnie polskich sklepach, ale i supermarketach, na stacjach benzynowych, w sieciach pawilonów spożywczych i wszędzie tam, gdzie tylko są Polacy. Wyspiarze, którzy do tej pory nie znali produktów z Europy Środkowo-Wschodniej, teraz coraz liczniej kupują mleko Łaciate, dżemy Łowicz, czy pasztety Profi. Największą furorę robią jednak dania gotowe Pudliszek i Delecty, takie jak gołąbki, gulasz, czy klopsy, które niejednokrotnie zastępują Anglikom ich tradycyjną kuchnię. O opinię dotyczącą polskiej żywności zapytałem Jonty Hanson'a, klienta podlondyńskiego supermarketu Tesco.od lewej: Jonty Hanson i Paweł Rogaliński

 

 

Jakie produkty ze stoiska „polska żywność" zamierzasz kupić?

 

 

Na pewno ogórki kiszone Vitarol. Żona często przyrządza naszemu synowi hamburgery i to właśnie do nich używa ogórków. Czasem jemy je też z fasolką i tłuczonymi ziemniakami puree. Na próbę wezmę paprykarz szczeciński, bo moi polscy koledzy z pracy bardzo sobie go chwalili.

 

 

A z dań gotowych?

 

 

Ostatnio miałem na obiad gołąbki Pamapol. Moja żona, Vikki ugotowała do nich kluski i muszę przyznać, że było to jedno z najlepszych dań, jakie jadłem. Od znajomego Polaka, Chrisa, wiem, że smaczne są zupy z waszego kraju. Dlatego kupię też kostki rosołowe Winiary.

 

 

Kiedy pierwszy raz zetknąłeś się z kuchnią polską?

 

 

Pewnego dnia byłem z teściem w supermarkecie. Mieliśmy dość długą listę zakupów, bo kolejnego dnia miał być mały zjazd rodzinny. On poszedł w jedną stronę w poszukiwaniu pieczywa i napojów, ja zaś kupowałem wszystkie inne produkty z listy sporządzonej przez teściową. Na liście zakupów widniały ogórki konserwowe (ang. gherkins). W pośpiechu złapałem jeden słoik i spakowałem do koszyka. Nie zdawałem sobie wtedy sprawy, że była to półka polska, a ogórki które zakupiłem były kiszone (ang. cucumbers in brine). Szczerze mówiąc po spróbowaniu przekonałem się, że mają ciekawy smak - jak te z hamburgerów z McDonald's. I przyznam się, że do pewnych potraw pasują idealnie. Od tamtej pory kupuję je co jakiś czas.

 

 

Jak często jesz polską żywność?

 

 

To zależy. Kiedyś kupowałem tylko ogórki, potem, po kolei zacząłem próbować innych produktów. Teraz, kiedy „odkryliśmy" z żoną gotowe dania Pamapol, myślę, że będziemy je jadać dość często. Vikki jest zapracowana, nie ma za dużo czasu na gotowanie i zawsze musieliśmy jeść niezbyt smaczne, opatrzone w logo supermarketu, zupy w puszkach. Teraz mamy za to obiad równie tani i szybki do przyrządzenia, ale w dodatku jaki dobry!

 

 

A czy jest jakieś danie z tej półki, które Ci nie smakowało?

 

 

Kiedyś poszedłem na urodziny Chrisa i zostałem poczęstowany bigosem, podobno jednym ze specjałów kuchni polskiej. I nie przypadł mi do gustu. Taki kwaśny, dziwny w smaku... Może, gdyby był słodszy, zmieszany z kluskami lub siekanymi ziemniakami, polubiłbym go.

 

 

Co myślisz o jakości polskich produktów?

 

 

Jest dobra, a produkty smaczne.

 

 

A czy poleciłbyś znajomym i rodzinie kuchnię polską?

 

Tak, z pewnością. Myślę, że zasługuje ona na uwagę. W szczególności dania mięsne, które według mnie są wyśmienite.

 

 

Dziękuję za rozmowę.

 

 

Jak widać, eksport polskich dań gotowych na Zachód opłacał się. Tym bardziej, że nie trudno jest konkurować ze słynną z niewyszukanego smaku kuchnią angielską. Dodatkową, darmową reklamę rodzimym produktom robią sami Polacy, którzy zachwalając własne wyroby przekonują Wyspiarzy do porzucenia ich starych, sprawdzonych marek. Skoro więc z roku na rok eksport z kraju wzrasta, w przyszłości firmy znad Wisły mogą stać się europejskimi gigantami. Zanim jednak to się stanie, czeka je długa droga do zdobycia większych rzeszy klientów. Wystarczy więc ciężka praca, cierpliwość i ciągła kontrola nad jakością, by utrzymać dobrą opinię za granicą. Jest to o tyle ważne, bo jak mówi znane, polskie przysłowie: Na dobry towar zawsze trafi się kupiec!

 

-----------------------

ARTYKUŁ ZOSTAŁ OPUBLIKOWANY W CZASOPIŚMIE "RYNKI ZAGRANICZNE" 14.08.08, NR 32-33 (7658), S. 21.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Polska Europejskim Tygrysem: Recepta na sukces

niedziela, 17 sierpnia 2008 22:43

   
Po ponad dwustu najgorszych w historii Polski latach, kraj znów rozwija się prężnie a jego głos staje się coraz donioślejszy na arenie międzynarodowej. Pomimo faktu, że z dawnego terytorium pozostał nam tylko jego ułamek, a wiele dóbr narodowych przepadło bezpowrotnie, wciąż widać wzrastającą siłę polskiego głosu. Obecnie, dzięki szerokiemu strumieniu pieniędzy płynącemu do kraju z wielu źródeł, dobrobyt naszego społeczeństwa nieustannie wzrasta. Zarobki kilkumilionowej Polonii, dotacje unijne, organizacja międzynarodowych imprez - to wszystko prowadzi do długo oczekiwanego cudu, do „drugiej Irlandii". Jak widać, nadszedł czas, by odzyskać dawno utracony status środkowoeuropejskiego mocarstwa.

żródło: http://bpcc.org.pl/

 

 

Polacy bogatsi od Wyspiarzy

 

 

Według badań portalu uSwitch, specjalizującego się w porównywaniu kosztów życia i cen w poszczególnych krajach, Polacy mogą cieszyć się wyższą jakością życia niż Brytyjczycy i Irlandczycy. I mimo, iż to Wyspiarze mają wyższe pensje, dużo więcej też wydają na benzynę, prąd, czy gaz. Co więcej, średnio pięć lat później niż Polacy przechodzą na emeryturę. Do tego spadek wartości funta i rosnące ceny żywności tworzą z Irlandii i Zjednoczonego Królestwa miejsca mało przyjazne mieszkańcom. Najlepszym dowodem na to, iż niedawny „raj" się już skończył, pokazują sami Brytyjczycy, przenosząc cały swój dobytek do innych państw Unii. W samym 2006 roku z Wysp wyemigrowało 41 tysięcy osób, co stanowi największy poziom migracji w Unii Europejskiej.

 

 

Tłuste lata

 

 

Po wstąpieniu do Wspólnot 1 maja 2004 roku, tempo wzrostu polskiego Produktu Krajowego Brutto zwiększyło się ponad dwukrotnie. Dzięki temu zmniejszył się dystans, który jeszcze niedawno kontrastował nasz kraj na tle bogatych państw Europy Zachodniej. Ponieważ jednak wciąż pozostaje wiele do życzenia, Polska wynegocjowała w rozmowach z Komisją Europejską kwotę ponad 67 miliardów euro unijnego wsparcia w latach 2007-2013. Jest to aż 19% z całości sumy przewidzianej na politykę spójności. Dzięki dotacjom, Ministerstwo Rozwoju Regionalnego szacuje, że w latach 2010-2014 będziemy świadkami największego wzrostu dynamiki polskiego PKB. I mimo, iż wiele zależy od sposobu wykorzystania przyznanych nam pieniędzy, pewne jest, że tłuste lata są przed nami.

 

 

Za granicą figa z makiem

 

 

Nadszedł kres złotych czasów na Zachodzie zarówno dla polskich emigrantów, jak i rodzimych eksporterów. Gospodarki dużych krajów dawnej „piętnastki" zaczęły silnie hamować. W ślad za nimi może pójść cała Europa Zachodnia. Poważne kłopoty mają już: Wielka Brytania, Hiszpania, Włochy a wkrótce prawdopodobnie dołączą do nich również Niemcy. Następne w kolejce to: Irlandia, Dania i Portugalia. Grozi im nie tylko stagnacja, ale nawet recesja. Wszystko to spowodowane jest pogarszającą się sytuacją w Stanach Zjednoczonych i na rynkach światowych. Niebawem zupełnie przestanie opłacać się wyjazd „za chlebem". Pogorszenie się kondycji gospodarek w tak wielu krajach może nieco spowolnić tempo naszego wzrostu gospodarczego, jednak wpływ ten nie będzie znaczny.

 

 

Europejski tygrys

 

 

Bogacąca się Polska z szybkim wzrostem gospodarczym może niedługo przekształcić się w europejskiego tygrysa, podobnego do tych azjatyckich z lat 1960-1995. Ważne jest jednak, aby rząd i parlament aktywnie wspierały te tendencje. Bezczynność, bądź też zła polityka wewnętrzna i zagraniczna mogą zniweczyć na wiele lat nasze szanse na odzyskanie utraconej pozycji środkowoeuropejskiego mocarstwa. Również dwugłos, którym mówi rząd i prezydent, często wpływa negatywnie na przeprowadzanie niezbędnych reform. W obecnych warunkach kohabitacji nie jest łatwo osiągnąć jednomyślność, nawet w najbardziej kluczowych dla kraju sprawach. A przecież kompromis powinien być w polityce podstawą.

 

 

Międzymorze

 

 

Obecna Polska ma ponad trzy razy mniejsze terytorium niż miała w XVII wieku. Już za czasów II Rzeczpospolitej Józef Piłsudski widząc, że kraj nad Wisłą nigdy nie odzyska swych dawnych granic, stworzył plan uratowania choć części dorobku przodków. Jego idea polityczna opierała się na stworzeniu federacji państw Europy Środkowej i Wschodniej między „Morzami ABC" - Adriatyckim, Bałtyckim i Czarnym. Utworzone superpaństwo miało nawiązywać do tradycji wielokulturowej Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Niestety, plan się nie powiódł. Zabrakło wzajemnego zaufania, chęci sąsiadów i realnych możliwości Piłsudskiego.

Polacy w Wilnie, Źródło: http://www.tygodnik.lt/

 

 

„Szablą odbierzemy"

 

 

Dzisiejsza Rzeczpospolita, bogacąca się i prosperująca znacznie lepiej niż jej poprzedniczka, ma dużo większe możliwości działania. Obecnie kwestia Międzymorza nie wchodzi już w grę, ale nie wszystko stracone.  Do dziś terytoria należące niegdyś do naszego kraju zamieszkuje duży odsetek Polaków. Miasta, które tyle stuleci były ośrodkiem rodzimej kultury nie mogły jej nagle zapomnieć. Obecny Lwów, lub Wilno, w którym Polacy stanowią blisko 20% ludności, wciąż pieczołowicie kultywują tradycje przodków. Rozsądna promocja polskich tradycji w państwach, które nie ukształtowały w pełni własnej kultury, zwiększy nasze wpływy w regionie. A to klucz do sukcesu.

 

 

Wiatr zawsze wieje z Zachodu

 

 

Wykluczając przypadek Wysp Brytyjskich, nie ma dużej potrzeby promowania polskiej tradycji na Zachodzie, gdyż tamte społeczeństwa nie są nią zainteresowane. Ciągła, dotychczasowa reklama Polski poprzez choćby rozpowszechnianie Mickiewicza we Francji jest bezskuteczne. Warto zaś promować się w krajach, w których szansa powodzenia jest duża. Litwa, Łotwa, Estonia, Białoruś, Ukraina, czy Czechy i Słowacja - to kraje, których kultury nie są tak przystępne i powszechne jak polska. Jeśli promocja o której mowa przyniesie skutek a gospodarka nadal będzie się tak dobrze rozwijać, mamy szansę znów zostać regionalnym mocarstwem. Najważniejsze jest bowiem to, by zadbać wpierw o najbliższe nam tereny, później o te odległe. Jak powiedział Stanisław Staszic: „Gdy Polacy będą umieć siebie samych cenić w domu, będą ich cenić i za granicą". Naszym domem w tym przypadku jest Europa Środkowo-Wschodnia.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Kto ty jesteś? Anglik mały

sobota, 09 sierpnia 2008 23:36
  

 Polscy emigranci coraz częściej decydują się na założenie rodziny i dalsze, wspólne życie właśnie na Wyspach. Gdy mają już stałą pracę i życiowego partnera, decydują się na dziecko. Oczywiście nadal będzie ono chowane w polskiej kulturze, uczone języka ojczystego. Przecież nie brakuje ani dzieci mu podobnych, ani też polskich szkół, które wpoją w nie odpowiednią tożsamość narodową. Z pewnością założy rodzinę równie szczęśliwą i przekaże wieloletnie nauki kolejnemu pokoleniu. Ale czy naprawdę tak będzie? Czy to wystarczy, by wychować dziecko na Polaka, nie Anglika? Jak jest w rzeczywistości opowie Krystyna Bryant, 60-letnia córka polskich emigrantów, urodzona w Wielkiej Brytanii.

 

 

Krystyno, dlaczego Twoi rodzice wyjechali do Wielkiej Brytanii?

 

 

Wyemigrowali tuż po II Wojnie Światowej, w 1946 roku. Wiadomym wówczas już było, że Polska pozostanie w sferze wpływów radzieckich. Moi rodzice nie chcieli żyć w zniewolonym kraju, postanowili więc udać się na emigrację i tam też ułożyć sobie życie.


 

Urodziłaś się na Wyspach, tu też chodziłaś do szkół. Kto uczył Cię języka polskiego?

 

 

W domu rodzice mówili wyłącznie w języku ojczystym, gdyż nie umieli angielskiego. Gdy pierwszy raz poszłam do szkoły, nie rozumiałam innych dzieci, ponieważ znałam wyłącznie polski. Następnie, przez kilka lat chodziłam do szkoły z internatem prowadzonej przez zakonnice z Rzeczypospolitej, gdzie uczyłam się obu języków.

 

 

Wyszłaś za mąż za Anglika. Czy rozważałaś kiedykolwiek poślubienie Polaka?

 

 

Nie, raczej nie. Nigdy nie myślałam tymi kategoriami. Oczywiście jakbym spotkała Polaka i się w nim zakochała, wyszłabym za niego. Ale poznałam Anglika i to on był moim mężem. Moja mama bardzo chciała, żebym poślubiła Polaka. Ja byłam wówczas zbuntowana, przeciwstawiłam się jej woli. Nie chciałam dalej na siłę utrzymywać obcych dla mnie tradycji. To nie miało sensu. Nawet nie czułam się Polką.

 

 

Masz dzieci. Czy potrafią one również mówić po polsku?

 

 

Nie, nie znają polskiego w ogóle.

 

 

Dlaczego?

 

 

Moja mama chciała za wszelką cenę zachować tożsamość narodową. Dlatego też byłam wychowywana w duchu polskości. Kiedy dorosłam, rodzice pragnęli, abym również kolejne pokolenie wychowywała w polskiej kulturze. Może i nie zrobiłam im tego na złość, ale nie sądzę, aby dalsze kultywowanie tych tradycji miało jakikolwiek sens. Tak robią Hindusi, czy Arabowie, którzy tu przyjadą i nie widzę celowości tych działań. I jest to główny powód tego, że wychowałam własne dzieci na Anglików.

 

 

Czyli zupełnie odcięłaś się od Polski?

 

 

Nie, nadal zachowujemy niektóre tradycje, jak choćby polską Wigilię u mojej mamy. Co do reszty, miałam inne zdanie niż rodzice i nie chciałam uczyć dzieci polskiego. Mieszkamy w Wielkiej Brytanii, więc po co miałam to robić? Teraz trochę tego żałuję, ponieważ wiele osób znad Wisły mieszka w okolicy. Obecnie znajomość dodatkowego języka byłaby dla nich dużym plusem, ale wówczas o tym nie myślałam.

 

 

Nigdy nie byłaś w Polsce, nigdy też nie widziałaś na własne oczy kultury i społeczeństwa, z którego się wywodzisz. Jak to się stało? Nie chciałaś tam jechać, czy nie miałaś takiej możliwości?

 

 

I jedno i drugie. Miałam okazję jechać do Polski do rodziny taty, ale byłam wówczas młodą matką i szkoda było pieniędzy na taki wyjazd. Nigdy nie pragnęłam wyjechać do Polski, nie czułam takiej potrzeby. Teraz myślę, że chciałabym zobaczyć ten kraj, poznać jego kulturę, zabytki, ale jest to zwykła chęć a nie marzenie. W innym przypadku już bym tam była.

 

 

Ponieważ całe życie przebywałaś na Wyspach, czujesz się bardziej Brytyjką, czy Polką?

 

 

Oczywiście, że Brytyjką!

 

 

Czy chciałabyś kiedyś wrócić do Polski i zamieszkać tam na stałe? Czy rozważałaś kiedykolwiek taką możliwość?

 

 

Tak, myślałam o tym. Na pewno będąc na emeryturze znacznie godniej żyłabym tam niż tu. Sprzedając dom w Anglii i przenosząc się do Polski, czy Hiszpanii, mogłabym po prostu pozwolić sobie na więcej. W dodatku w przypadku tego pierwszego miałabym dodatkowy plus - znam już przecież język.

 

Czy uważasz, że imigracja do Wielkiej Brytanii jest dobra?

 

 

Osobiście sądzę, że wielu Anglików nie chce, żeby obcych przybywało w takim tempie. Z jednej strony mój kraj ponosi duże koszta płacąc obcokrajowcom studiującym tutaj. My, Brytyjczycy, płacimy podatki nie po to, żeby dostawali je ludzie z Polski, czy Afryki. Z drugiej strony, dobrze, że pomagamy biedniejszym... Natomiast w takich sprawach powinni się już wypowiadać rodowici Brytyjczycy.

 

 

Patrząc z perspektywy czasu, myślisz, że Twoi rodzice dobrze zrobili, że tu przyjechali?

 

 

Wielokrotnie rozmawiałam z rodzicami o ewentualnym powrocie do Polski. I oni nigdy nie chcieli znów przeprowadzić się w rodzinne strony. Dlaczego tak było, nie wiem. Podejrzewam, że ciężko byłoby im wrócić, kiedy moja mama wyjechała z kraju mając około 16-18 lat.

 

 

Dziękuję za rozmowę.

 

 

Decydując się na dziecko za granicą, musimy mieć świadomość, że wychowanie go na Polaka jest o wiele trudniejsze niż w kraju. Bez znaczenia, czy wyemigrujemy do Anglii, Szkocji, Niemiec czy Francji, kultura Zachodu jest bardziej atrakcyjna dla dziecka niż ta ojczysta. Dlatego trzeba nie lada wysiłku, by przekonać pociechę, że nie należy się wstydzić swojej narodowości. Wręcz przeciwnie - ze swojego pochodzenia można być dumnym. W takim duchu chowanych jest wiele polskich dzieci w Stanach Zjednoczonych, które od najmłodszych lat uczą się kultywowania ojczystej tradycji. Z pokolenia na pokolenie przekazywany jest tam patriotyzm i duma narodowa, których „brytyjscy" Polacy muszą się jeszcze nauczyć. Bez nich nasza emigracja bezpowrotnie zaginie stapiając się z miejscowymi. Jak mawiał Wiktor Hugo, to „duma jest cnotą narodów", bo dzięki niej zachowują one swój charakter.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  245 300  

Jestem dziennikarzem czasopism krajowych i polonijnych. Napisane teksty umieszczam na blogu. Poruszam tematy dotyczące głównie polityki, gospodarki, emigracji i języków obcych. Tworzenie bloga traktuję jako rozrywkę i przyjemność, zaś pisanie artykułów to moja pasja.
____________________
WESPRZYJ MÓJ BLOG!


Jeśli podoba Ci się mój blog - wesprzyj go! Wklej link www.rogalinski.com.pl na swoją stronę lub znane Ci forum!
Z góry bardzo dziękuję.

Paweł Rogaliński

PRZEMOWY WYGŁOSZONE NA KONFERENCJACH NAUKOWYCH:

***14.04.2007 Uniwersytet Łódzki, "Polskie przekłady literatury anglojęzycznej". Prezentacja pracy pt. "Harry Potter's Translation - Has Andrzej Polkowski Managed to Put It Into Polish Successfully"?

***19.04.2008 Uniwersytet Łódzki, "Zniekształcenie rzeczywistości w przekładzie". Prezentacja pracy pt. "Ogniem i mieczem Henryka Sienkiewicza w tłumaczeniu Jeremiaha Curtina jako przykład braku zrozumienia historii Polski przez obcokrajowca oraz trudności z odzwierciedleniem kolorytu językowego w przekładzie na język angielski".

***06.06.2009 Wyższa Szkoła Studiów Międzynarodowych w Łodzi, "Intercultural Communication in the European Context". Prezentacja pracy pt. "Socio-political Aspects of Minorities’ Life in the Baltic States as an Example of Multicultural Clash between Neighbouring Nations and Difficulties in the Institutionalisation of the Three Political Systems".

Statystyki

Odwiedziny: 245300
Bloog istnieje od: 3739 dni

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione blogi

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

O moim bloogu

Jestem dziennikarzem, publicystą oraz blogerem. W swoich artykułach opisuję życie Polonii rozsianej po całym świecie oraz bronię praw osób dyskryminowanych i najuboższych. Wraz z kolejnymi publikacjam...

więcej...

Jestem dziennikarzem, publicystą oraz blogerem. W swoich artykułach opisuję życie Polonii rozsianej po całym świecie oraz bronię praw osób dyskryminowanych i najuboższych. Wraz z kolejnymi publikacjami poruszającymi ważne kwestie społeczne, zostałem nagrodzony m.in. przez Komisję Europejską, Polską Fundację im. Roberta Schumana, grupę wydawniczą Polskapresse i Fundację im. Heinza Schwarzkopfa. Zdobyłem również tytuły: Bloger 2008 roku w kategorii „Życie”, Najlepszy Blog 2010 i Dziennikarz Obywatelski 2009 roku. W lutym 2011 roku zostałem nominowany przez Parlament Europejski do tytułu Młodego Europejczyka Roku. Współpracuję też z Komisją Europejską i jako przedstawiciel polskiej prasy uczestniczę w szczytach poświęconych sprawom społecznym. Moim celem jest pisanie o życiu i problemach szarych obywateli. Serdecznie zapraszam na mój NOWY BLOG WWW.ROGALINSKI.COM.PL, gdzie znajdą Państwo wiele artykułów i interesujących informacji.

schowaj...

Lubię to