Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 253 696 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
.

Zdjęcia w galeriach.


Lustracja, czyli polowanie na czarownice w XXI wieku

piątek, 20 kwietnia 2007 21:25


Polowanie na czarownice rozpoczęło się na masową skalę, kiedy to papież Mikołaj V nadał inkwizycji prawo do wykonywania egzekucji na osobach oskarżonych o stosowanie czarów. Specjalnie w celu wykrywania czarownic, powołano cały system prokuratorsko-śledczy oraz lekarski. Według katolickiego włoskiego dziennika Avvenire lustracja w Polsce przypomina owe średniowieczne obrzędy. Tym razem PiS nadało prawo IPN-owi do „polowania” na byłych UB i SB-ków.
  

 

            W 1945 roku, tuż po „wyzwoleniu” Polski przez „zwycięski pochód na Zachód Armii Czerwonej”, utworzono Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego, potocznie nazywane Urzędem Bezpieczeństwa – organ całkowicie i ślepo podległy władzom radzieckim. Poza wpisaną w nazwę ochroną rządu i ustroju, MBP kontrolowało między innymi Milicję Obywatelską, Straż Pożarną, Wojska Ochrony Pogranicza itp. Co więcej, było ono odpowiedzialne za wywiad, kontrwywiad i zwalczanie „wrogów ludu”. Początkowo agentów UB rekrutowano spośród kryminalistów z czasów II RP, gdzie tępiono komunizm, z tzw. przedwojennych „mętów społecznych” oraz najuboższych. Później pozyskiwano ich do współpracy szantażem, obietnicami awansu czy pieniędzmi. W ten sposób, z czasem agentura stała się na tyle rozpowszechniona, że stanowiła około 10% dorosłego społeczeństwa. Psychoza strachu przed opozycją była na tyle silna, że władze, chcąc kontrolować wszystkie sfery życia obywateli, do 1954 roku zapisały w „rejestrze elementu przestępczego i podejrzanego” prawie 6 milionów osób.

 

            Dwa lata po rozwiązaniu Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego powołano do życia nowy organ – Służbę Bezpieczeństwa PRL, działającą do końca demokracji ludowej. Miała ona zapewnić porządek publiczny i utrwalenie władzy komunistycznej na terenie Polski. Czy była to organizacja przestępcza? Właśnie takiej definicji domagają się politycy PiS. Biorąc pod uwagę znaczenie słowa przestępczość, nie można go użyć w odniesieniu do SB. Niewykluczone jednak jest to, że był to aparat terroru.

 

            Trudno też w całej aferze lustracyjnej nie zauważyć IPN-u, czyli Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, która powstała pod koniec roku 1998. Niestety, organ państwa powołany w dobrej wierze szybko został zamieniony w rózgę na opozycję, w stracha na wróble, którym straszy się wszystkich i wszędzie. Istnieje wiele wątpliwości co do samego IPN, który jest oskarżany o bezkrytyczne przyjmowanie materiałów SB jako wiarygodnych źródeł. Poza tym stał się on narzędziem osiągania politycznych celów i „trampoliną” dla historyków instytutu chcących wypromować własne nazwiska. Kardynał Józef Glemp sam określił IPN w niezbyt pochlebny sposób: „Trudno dzisiaj z całą powagą myśleć o IPN. O tym, że jest on wyrocznią i źródłem informacji o obywatelach dla całego państwa. To jest stanowczo za mało, bo to jest zbyt brudne i zbyt powierzchownie dotykane, a jest to ogromna plama na współczesnym pokoleniu, które musi się z tego podnieść”.

 

            Słowa kardynała Glempa nie robią jednak dużego wrażenia na politykach Prawa i Sprawiedliwości. Projekt ustawy dotyczącej deubekizacji zakłada szereg licznych kar za dawną współpracę z komunistami. Wśród nich zakłada się, iż byli agenci otrzymaliby najniższą możliwą emeryturę w wysokości 600 złotych i zakaz obejmowania stanowisk publicznych przez najbliższe 10 lat. Te ostatnie zaś to nie tylko posada ministra czy dyplomaty, ale również i stanowisko pracownika naukowego, szefa banku czy dyrektora szkoły. Ustawa ta ma na celu odsunięcie od ważnych funkcji w państwie dawnych agentów i niejaką zemstę dawnej prawicowej opozycji na nich. Od wykonania wszystkich swoich zamierzeń powstrzymuje naszych parlamentarzystów już jedynie Trybunał Konstytucyjny, który z pewnością zakwestionuje co poniektóre projekty ustaw. Inaczej mogłoby się to przerodzić w niekontrolowany odwet prawicy na swych odwiecznych przeciwnikach.

 

            Lustracja sięgnęła tak daleko, że są nią objęci nawet dziennikarze (tylko ci urodzeni przed 1 sierpnia 1972 rokiem). Środowisko to, jak dotąd będące dość spójne, tak zwana „czwarta władza”, teraz zaczyna się dzielić w obliczu problemu dotyczącego jego samego. „Prawicowi” dziennikarze nawołują do lustracji i krytykują swoich kolegów po fachu, którzy zlustrować się nie chcą : „Argumenty przeciwników dziennikarskiej lustracji są w gruncie rzeczy miałkie i można je sprowadzić do powiedzenia: ‘nie, bo nie’. Ich wyrazicielami są głównie ludzie związani z lewicą, a więc środowiskiem, które dość mocno ‘umoczone’ ma potencjalnie najwięcej do stracenia”. Przewodnik katolicki dodaje zaś, że aż 60 procent dziennikarzy to byli współpracownicy SB. Ci zza drugiej strony barykady nie pozostają dłużni: Jan Lityński podkreśla, że „nie przyniesie to piekła, natomiast spowoduje krzywdę wielu ludzi”. Również Tomasz Lis na łamach Rzeczypospolitej pisze: „Lustracja jest elementem budowania w Polsce państwa strachu. Państwa szantażu”. Poza całą tą awanturą, Jacek Żakowski w TV4 zauważył dość istotny fakt – mianowicie prawo w Polsce nie definiuje w jasny sposób, kto jest dziennikarzem, a kto nim nie jest…

 

            Nieco bardziej jednogłośne w sprawie lustracji są uczelnie wyższe. Znany spec od poprawnej polszczyzny, prof. Jan Miodek powiedział: „Liczę na solidarność moich kolegów. Musimy przemówić jednym głosem. Najgorsze, co możemy teraz zrobić, to dać się podzielić”, później zaś mówi o lustracji w następujący sposób: „To będzie bardzo przykra operacja. Uważam, ze zgotujemy sobie piekło”. Również Konferencja Rektorów Uniwersytetów Polskich uznała, że „przepisy dotyczące składania oświadczeń lustracyjnych budzą zastrzeżenia natury prawno-konstytucyjnej i stawiają osoby poddane lustracji przed trudnymi dylematami moralnymi”. Mimo wielu zastrzeżeń, uczelnie mają zamiar podporządkować się prawu. Czy jednak „polowanie” na SB-ków na wyższych uczelniach to dobry pomysł? Tak jak w przypadku Uniwersytetu Gdańskiego, gdzie rektor i dziekan są podejrzani o współpracę z PRL-owską agenturą, nie przynosi to żadnych korzyści, poza „oczyszczeniem” środowiska akademickiego. Za to mogą być widoczne dość poważne straty poniesione poprzez podkopywanie autorytetu uczelni przez IPN, który często dysponuje dokumentami zawierającymi poważne błędy.

 

            Pomocy w odpowiedzi na pytanie: czy całe to zamieszanie jest potrzebne, nie znajdziemy nawet w Kościele. Duchowni są skrajnie różnie nastawieni do tego procederu i spierają się jak nigdy dotąd. Radio Maryja aż grzmi w krytyce lustracji duchowieństwa: „dostęp do IPN mają tylko skandaliści (…) i tak w ‘państwie prawa’ panuje bezprawie, a Episkopat dał się zapędzić różnym rozbójnikom politycznym do narożnika. Ani prawo państwowe, ani konkordat w ogóle nie działają”. Z drugiej strony, Ks. Isakowicz- Zaleski żałuje, że dekomunizacja nie została przeprowadzona wcześniej - od razu w 1990 roku. Teraz jest on wciąż zwolennikiem ujawnienia wszystkich akt SB i ma żal do innych duchownych, że go za to szkalują. Społeczeństwo polskie w sondażu przeprowadzonym przez GfK Polonia jest zdania, że duchowni, którzy współpracowali z SB powinni ustąpić z ważnych stanowisk w Kościele. Wśród przeciwników jakiejkolwiek lustracji wśród duchowieństwa są przeważnie osoby ubogie, w podeszłym wieku, z wykształceniem podstawowym oraz wyborcy LPR i Samoobrony.

 

            Zagranica również nie pozostała obojętna. Ewy Thompson w dzienniku Washington times chwali dekomunizację i porównuje ją do denazyfikacji w Niemczech. Uważa, iż „w Polsce dawno należało to zrobić”. Z kolei Kjell Albin Abrahamsson ze Szwedzkiego Radia podaje, iż „Superlustracja jest częścią polowania prawicowego rządu na komunistów i tajnych agentów”. Podobny ton wypowiedzi mają rosyjskie Wiedomosti – przedstawiają one dekomunizację w Polsce jako „polityczne narzędzie w rękach braci-bliźniaków”, które doprowadziło jedynie do rozłamu w społeczeństwie polskim. Następny w kolejce był niezależny bułgarski dziennik Dnewnik. Nazwał on lustrację „wymuszoną moralnością” i podobnie skrytykował całe zajście. Zachód Europy również nie wystaje z szeregu. Włoska Gazeta La Stampa także nie jest zbyt łaskawa dla władz polskich. Całe zjawisko przedstawia jako „największą czystkę polityczną w polskiej historii”. Nazwała też działania wezwanej do pomocy Unii Europejskiej bezradnymi, gdyż nie ma zapisu w unijnej dyrektywie zabraniającego dyskryminacji na tle politycznym. Rzeczniczka komisarza ds. pracy, Cristina Arigho wyraziła żal w imieniu Komisji Europejskiej z powodu obecnej sytuacji w Polsce. Władze RP wydają się jednak pozostawać głuche na głosy z zagranicy. Chęć wypełnienia misji dekomunizacji jest zbyt silna, aby ktokolwiek mógł ją zatrzymać samymi argumentami.

 

            Lustracja wydaje się być na tyle potężnym narzędziem w rękach partii rządzących, że za żadną cenę nikt nie zamierza z niej zrezygnować. Czemu jest aż tak pożądana? Odpowiedź jest prosta – oskarżając przeciwników politycznych o współpracę w reżimem komunistycznym, jednocześnie się ich niszczy. Niszcząc konkurencję zaś zyskuje się puste, pozostawione miejsce w elektoracie, które niegdyś do niej należało. Nie robiąc wiele, można z łatwością zyskać duże poparcie społeczeństwa, nawet, gdy było ono początkowo przeciwne lustracji, gdyż w oczach ludzi to właśnie ta partia pozostanie jedyną uczciwą.

 

            Lech Wałęsa powiedział ostatnio, iż „lustracja potrzebna jest małym ludziom” i, że jest to „zemsta słabych ludzi”. Najistotniejsze jest jednak to, że każdy kij ma dwa końce – atakując opozycję, władza atakuje również swych sprzymierzeńców – Kościół rzymskokatolicki. A ten nie będzie długo czekać, gdy jego autorytet zostanie mocno naruszony przez nową ustawę. Będzie musiał się bronić, a ponieważ najlepszą obroną jest atak, nie tylko zerwie niepisaną współpracę z władzami, ale i postara się ich oczernić i obarczyć całą winą za zamieszanie. Pomysłodawcy lustracji stąpają po coraz bardziej grząskim gruncie i nie zdając sobie sprawy z możliwych skutków, coraz zajadlej atakują wszystkich wokoło wymyślając kolejne ustawy.

 Stało się tak jak powiedział mądry doktor Fabula: Bazyliszek spojrzał w zwierciadło i wzrokiem swym jadowitym się zabił” …
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Za chlebem

niedziela, 15 kwietnia 2007 12:11



<W ARTYKULE WYWIAD Z CZŁONKIEM ZARZĄDU NBP I DYREKTOREM DEPARTAMENTU ZAGRANICZNEGO NBP, DR PAWŁEM SAMECKIM>
 

 

 dr Paweł Samecki

 

Nie chodzimy do lekarzy, bo ci już dawno siedzą w Anglii, nie jeździmy po autostradach, bo nie ma kto ich zbudować, nie wykorzystujemy też środków przyznanych z Unii Europejskiej, bo nie ma chętnych na wyciągnięcie po nie ręki. To jakieś nieporozumienie? Ależ skąd, to tylko Polska.  

 

   Równie często dają się słyszeć skargi na bardzo niskie zarobki i złe traktowanie w pracy, jak i na zacofanie światopoglądowe kraju, będącego w „ogonie” państw Unii Europejskiej niemalże pod każdym względem. Polacy emigrując, uciekają z tak zwanego Ciemnogrodu, czy decydują o tym wyłącznie aspekty ekonomiczne, takie jak słabo płatna praca lub jej brak? Bezrobocie było do całkiem niedawna jednym z najuciążliwszych problemów polskiej gospodarki. Politycy cieszyli się z emigracji, mogli bowiem przypisać sobie zasługę znalezienia pracy tysiącom Polaków. Teraz, gdy masa młodych ludzi w sile wieku ucieka z kraju, nie ma kto pracować w najbardziej potrzebnych sektorach niezbędnych do rozwoju ekonomii kraju. I znów zaskoczony rząd staje przed dylematem, co zrobić, aby zachęcić rodaków do powrotu. Problem tkwi jednak w tym, że brakuje mu nie tylko silnych argumentów, by przekonać do tego tych Polaków, co już wyjechali, ale by jeszcze zatrzymać kolejne tysiące tych, co właśnie zamierzają wyjechać.

 

   W ostatnich latach w mediach było głośno o ogromnych zyskach wynikających z transferu pieniędzy zarobionych za granicą a następnie spożytkowanych w rodzimej Polsce. Nikt nie dostrzegł jednak drugiej strony medalu. Postaram się więc przedstawić problem emigracji zarówno z dobrej, jak i tej złej strony. Specjalnie dla potrzeb tego artykułu, wywiadu zgodził się udzielić mi członek zarządu NBP i dyrektor Departamentu Zagranicznego NBP, dr Paweł Samecki. „Polska traci na emigracji, gdyż osoby emigrujące nie powiększają polskiego PKB”, więc tempo jego wzrostu spadnie i to znacznie. Ponadto, emigracja, zmniejszając liczbę ludzi zdolnych do pracy, wymusza wzrost płac, a co za tym może iść, wzrost cen. Na całe szczęście Ci, którzy mają już pracę, nie są tak skorzy do wyjazdów jak reszta. Groziłby nam wówczas poważny w skutkach odpływ kadr, taki, jak jest obecnie widoczny na przykład w zawodzie lekarza. Są już jednak podejmowane próby, aby te ubytki uzupełniać obcokrajowcami. Czy więc emigracja może w jakikolwiek sposób zagrozić polskiej gospodarce? Paweł Samecki uspokaja: „W skali gospodarki polskiej migracja nie osiągnęła rozmiarów niepokojących. Poważny problem występuje w krajach bałtyckich (2 - 2,5 raza większa skala migracji), ale nie u nas”.

 

   Nie wszystko jednak maluje się w tak ciemnych barwach. Wyjazd Polaków za granicę ma też swoje plusy. Po pierwsze jest to najlepszy sposób na pozbycie się tak bardzo niewygodnej rzeszy bezrobotnych, która nie pasowała zbytnio do chlubnych dokonań naszej władzy. Nie dość, że nie są bezrobotni i nie pobierają zasiłków, to jeszcze, jak już zresztą wspomniałem, często wysyłają z zagranicy do kraju zarobione przez siebie pieniądze. Te zaś są spożytkowane w Polsce z korzyścią dla naszej gospodarki. Również całkiem istotną zaletą jest to, że przebywający głównie na Wyspach Polacy poszukują na półkach sklepowych rodzimych produktów, które są eksportowane tam coraz większym strumieniem. A przy okazji i Anglicy przyzwyczajają się do naszych marek, kupując je coraz częściej, przez co wzrasta nasz krajowy eksport w dość dużym tempie. Sprzedajemy więc nie tylko swoją pracę, ale i produkty i dzięki temu poziom rozwoju gospodarczego Polski z resztą Europy Zachodniej zostanie wyrównany w przeciągu kilkunastu lat. I ostatnią zaletą, którą ciężko jednak zauważyć gołym okiem, jest coraz to większa liberalizacja poglądów naszego społeczeństwa poprzez przebywanie z obcokrajowcami z Europy Zachodniej.

 

   „Tendencja emigracji utrzyma się, sądzę, że przez co najmniej kilka lat, a może i kilkanaście, ale ma ona dynamikę gasnącą” – powiedział w trakcie wywiadu dr Samecki. Co zaś sądzą o emigracji młodzi Polacy? Są oni w tej kwestii dość podzieleni. Ci, którzy chcą wyjechać, narzekają głównie na polską biurokrację, słabe pensje oraz zacofanie gospodarcze i światopoglądowe kraju. Dlatego też wybierają kraje zachodnie. Aleksandra, studentka filologii angielskiej i zarazem zwolenniczka wyjazdów w celach zarobkowych, stwierdza: „Anglia to inne perspektywy, inny świat. Tam ludzie są traktowani podmiotowo, a nie przedmiotowo. W Anglii byle pracownik fabryki może pozwolić sobie na godne życie, nie to, co u nas…”, w tym momencie urywa, po czym dodaje po chwili zastanowienia: „Nie ten poziom… Możliwe, że za jakiś czas w Polsce będzie lepiej. Ja jednak nie mam zamiaru zmarnować sobie życia czekając, kiedy to się stanie”.

 

   A pomijana milczeniem kwestia niespokojnej sceny politycznej w Polsce? Czy i ona może wpływać na decyzje naszych rodaków o pozostaniu za granicą? Według dra Pawła Sameckiego „czynnik polityczny jest trzeciorzędny w podejmowaniu decyzji o wyjeździe lub powrocie. Ani spokojna, ani niespokojna scena polityczna nie przesądzi o skali tego zjawiska, ani o decyzjach powrotu. Decydują tutaj perspektywy i nadzieje na możność znalezienia zatrudnienia 2-3-4 razy lepiej płatnego, względy rodzinno-towarzyskie i kulturowe oraz możliwości poznawcze”. Jeśli niespokojną scenę polityczną interpretowalibyśmy jako mnożące się afery polityczne, wzajemne oskarżenia o korupcję, czy zaciekłą walkę polityków o miejsca w organach państwowych, to rzeczywiście mogą mieć one trzeciorzędny wpływ na decyzję o opuszczeniu kraju, gdyż, mimo, że społeczeństwo jest zmęczone obecnym stanem rzeczy, to jednak bardziej ogranicza się do zobojętnienia niż do rzeczywistej odrazy do władz. Skutki nieudolnego działania polityków mają jednak odzwierciedlenie również w kwestiach gospodarczych, na przykład w formie wysokich podatków, dużej biurokracji, szerzącego się łapownictwa czy nieprzychylnego prawa dla przedsiębiorców. A te cechy z pewnością mają już istotne znaczenie dla wyboru miejsca pobytu.

 

    Czy są więc jeszcze tacy, którzy nie chcą wyjechać za granicę? Jak najbardziej. Pogląd taki prezentowała w rozmowie ze mną Monika, 18-letnia uczennica liceum: „Nie zamierzam nigdzie wyjeżdżać, tu jest moje miejsce. W przyszłości chcę tu pracować, założyć rodzinę, mieć dom… Nie wyobrażam sobie wyjazdu do zupełnie obcego mi kraju, do ludzi o innej kulturze, historii i języku. Myślę, ze ciężko byłoby mi się odnaleźć w tym nowym świecie. Poza tym kocham mój kraj i jaki by nie był, chcę być z nim na dobre i na złe. Stawiam na pierwszym miejscu rodzinę, przyjaciół i otaczających mnie ludzi, z którymi nie chcę się rozstawać”.

 

   Takich osób jak ona jest jednak coraz mniej, za to coraz to więcej krajów Unii zachęca młodych Polaków do emigracji zarobkowej. I coraz więcej z nich zaczyna ze sobą konkurować o siłę roboczą z Polski. W szranki z Wielką Brytanią i Irlandią stanęły już: Dania i Finlandia, przebijając atrakcyjnością oferty pracy z tych dwóch pierwszych. Młody rodak, nawet niezbyt dobrze wykształcony, ma w czym przebierać. Kto zaś uzupełni luki kadrowe w naszym kraju? Próby sprowadzenia bezrobotnych Rumunów spełzły na niczym, gdyż ci ostatni wcale nie chcą u nas pracować za niewiele większe pieniądze. Lepszym pomysłem jest już powrót do kraju Polaków przesiedlonych niegdyś z terenów II RP do Kazachstanu, a jest kogo przesiedlać, bo mieszka tam obecnie około 500 tysięcy osób polskiej narodowości. Ale będzie to raczej kropla w morzu potrzeb, ponieważ nie sądzę, aby starania naszych władz były na tyle duże, by udało się sprowadzić do kraju choć ułamek z tej liczby.

         Czy w świetle powyższych przykładów, bylibyśmy w stanie odpowiedzieć na pytanie: jakie kroki mogłyby być podjęte, aby zachęcić Polaków na emigracji do powrotu do kraju? Stworzenie nowych, dobrze płatnych miejsc pracy, wprowadzenie ulg podatkowych, czy też może jakaś inna forma zachęty? „W Unii Europejskiej mamy swobodę przepływu osób (przynajmniej teoretycznie), zatem nie ma wielkich szans, by te zachęty były skuteczne. Jeśli Polska i jej gospodarka będzie się prawidłowo rozwijać, to zjawisko emigracji stopniowo wygaśnie, nie mają sensu próby jego administracyjnego ograniczania” – odpowiada dr Samecki. Musimy więc cierpliwie czekać i starać się rozwijać, a unikać cofania się w przeszłość. Wtedy też z pewnością rodacy sami powrócą do rodzinnego gniazda, bo przecież wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  245 304  

Jestem dziennikarzem czasopism krajowych i polonijnych. Napisane teksty umieszczam na blogu. Poruszam tematy dotyczące głównie polityki, gospodarki, emigracji i języków obcych. Tworzenie bloga traktuję jako rozrywkę i przyjemność, zaś pisanie artykułów to moja pasja.
____________________
WESPRZYJ MÓJ BLOG!


Jeśli podoba Ci się mój blog - wesprzyj go! Wklej link www.rogalinski.com.pl na swoją stronę lub znane Ci forum!
Z góry bardzo dziękuję.

Paweł Rogaliński

PRZEMOWY WYGŁOSZONE NA KONFERENCJACH NAUKOWYCH:

***14.04.2007 Uniwersytet Łódzki, "Polskie przekłady literatury anglojęzycznej". Prezentacja pracy pt. "Harry Potter's Translation - Has Andrzej Polkowski Managed to Put It Into Polish Successfully"?

***19.04.2008 Uniwersytet Łódzki, "Zniekształcenie rzeczywistości w przekładzie". Prezentacja pracy pt. "Ogniem i mieczem Henryka Sienkiewicza w tłumaczeniu Jeremiaha Curtina jako przykład braku zrozumienia historii Polski przez obcokrajowca oraz trudności z odzwierciedleniem kolorytu językowego w przekładzie na język angielski".

***06.06.2009 Wyższa Szkoła Studiów Międzynarodowych w Łodzi, "Intercultural Communication in the European Context". Prezentacja pracy pt. "Socio-political Aspects of Minorities’ Life in the Baltic States as an Example of Multicultural Clash between Neighbouring Nations and Difficulties in the Institutionalisation of the Three Political Systems".

Statystyki

Odwiedziny: 245304
Bloog istnieje od: 3739 dni

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione blogi

Kalendarz

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
30      

O moim bloogu

Jestem dziennikarzem, publicystą oraz blogerem. W swoich artykułach opisuję życie Polonii rozsianej po całym świecie oraz bronię praw osób dyskryminowanych i najuboższych. Wraz z kolejnymi publikacjam...

więcej...

Jestem dziennikarzem, publicystą oraz blogerem. W swoich artykułach opisuję życie Polonii rozsianej po całym świecie oraz bronię praw osób dyskryminowanych i najuboższych. Wraz z kolejnymi publikacjami poruszającymi ważne kwestie społeczne, zostałem nagrodzony m.in. przez Komisję Europejską, Polską Fundację im. Roberta Schumana, grupę wydawniczą Polskapresse i Fundację im. Heinza Schwarzkopfa. Zdobyłem również tytuły: Bloger 2008 roku w kategorii „Życie”, Najlepszy Blog 2010 i Dziennikarz Obywatelski 2009 roku. W lutym 2011 roku zostałem nominowany przez Parlament Europejski do tytułu Młodego Europejczyka Roku. Współpracuję też z Komisją Europejską i jako przedstawiciel polskiej prasy uczestniczę w szczytach poświęconych sprawom społecznym. Moim celem jest pisanie o życiu i problemach szarych obywateli. Serdecznie zapraszam na mój NOWY BLOG WWW.ROGALINSKI.COM.PL, gdzie znajdą Państwo wiele artykułów i interesujących informacji.

schowaj...

Lubię to