Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 253 696 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
.

Zdjęcia w galeriach.


Zaklęte serce Afryki

piątek, 30 października 2009 0:15


 
Tu do dziś istnieją potężne czary, potrafiące w mniemaniu tubylców spowodować poważną chorobę lub śmierć ofiary. Marabu, bo tak nazywają szamanów w Kamerunie, cieszą się nie tylko całkowitą nietykalnością, ale i niepodważalnym autorytetem. Praktyki rodem ze średniowiecza, w Afryce są wciąż bardzo popularne.

  Kamerun, blog dziennikarski

Miniaturka Kamerunu

            Pierwotne ludy zamieszkujące samo centrum Afryki wykształciły mozaikę wierzeń opartych na szamanizmie. Jak mówi siostra Tadeusza, polska misjonarka Zgromadzenia Sióstr św. Dominika w Kamerunie, „żyją tu między innymi niscy ludzie lasów - Pigmeje, wędrujący ze stadami bydła Bororo, równikowe ludy Bantu czy też liczni Kirdi i Fulani". Każda z grup ma swoje, odrębne zwyczaje i wierzenia, ściśle połączone z siłami natury.


        Strefa równikowa, w której znajduje się kraj, powoduje, że „słońce wstaje tu o godzinie 6:00 i zachodzi o 18:00 w ciągu kilku minut. Nie ma wschodów i zachodów słońca, jakie zwykliśmy obserwować". Ten wyraźny podział dnia i nocy ma również swoje odzwierciedlenie w tutejszych religiach i obrzędach - z jednej strony istnieją uroki i czarna magia, z drugiej zaś powszechne zielarstwo i „białe" czary. Mimo faktu, że chrześcijaństwo oficjalnie wyznaje tu aż 40%, a islam 20% społeczeństwa, lwia część z nich w rzeczywistości nadal wierzy w religie przodków.

 

Polowanie na czarownice i czarowników


            - Magia przenika w Kamerunie wszystkie, nawet najdrobniejsze elementy życia, co dla „ludzi Zachodu" jest zupełnie niezrozumiałe - mówi Tadeusza. Szamani są obecni w większości wiosek i w niemal każdym mieście. Ludzie często zapraszają do siebie marabu, głównie w celu wykrycia sprawcy ich nieszczęścia. - Społeczeństwo wierzy tu, że za chorobą, śmiercią lub piorunem zawsze ktoś stoi. Nic nie dzieje się bez przyczyny, więc wystarczy jedynie znaleźć sprawcę swojego nieszczęścia - twierdzi siostra zakonna i dodaje: „bardzo często szuka się tu winnego uderzenia pioruna - otóż Kameruńczycy są przekonani, że rzucenie błyskawicą w dom znienawidzonego sąsiada jest jak najbardziej możliwe".


        Całe „śledztwo" zaczyna się, gdy szaman odwiedza pokrzywdzoną rodzinę. Po zaznajomieniu się z problemem wymawia magiczne słowa i zakrapla oczy dziewicy z wioski tajemnym płynem. Ta ostatnia, całkowicie oślepiona przez kolejne kilka godzin, wychodzi na ulicę i szuka winnego tak długo, aż nie wskaże palcem konkretnej osoby. Wówczas już wiadomo, kto złorzeczył danej rodzinie i rzucił piorun lub urok. Jak przyznaje ze smutkiem siostra Tadeusza: „w tego typu obrzędach biorą udział nawet szanowani przedstawiciele rady parafialnej. W żaden sposób nie można im wytłumaczyć, że to wszystko nie tak... Ile pokoleń musi minąć, by wyzbyć się tych prymitywnych wierzeń?".

 

Walka z siostrami


            - Cały ostatni rok żyłam od jednej rozprawy sądowej do drugiej - mówi siostra zakonna i wyjaśnia: „nasz kucharz Mathieu został posądzony o rzucenie uroku na swojego współpracownika Elie". Ponieważ w kameruńskich sądach skazuje się wiele osób za uprawianie czarnej magii, sprawa była bardzo poważna. Jak mówi Tadeusza: „Mathieu pracuje u nas już 27 lat i to bardzo dobry człowiek. Sam poprosił mnie bym zatrudniła Elie'go. Dopiero gdy ten ostatni zachorował na AIDS, sprawa trafiła przed oblicze prawa". Gdy powód zmarł, rodzina nie przerwała procesu. Sędzia, mimo tłumaczenia, że wirus HIV jest nabywany przez nieostrożność w pożyciu seksualnym, nie był przekonany co do argumentacji. Swoje uniewinnienie Mathieu zawdzięcza temu, że organy wymiaru sprawiedliwości nie chciały wchodzić w konflikt z zakonnicami i ich Bogiem...


            Kilka lat wcześniej Angeline - pracownica zatrudniona w Garoua Boulai również zachorowała na AIDS. Siostry wiedziały o jej dolegliwości, a mimo to nadal zatrudniały ją w kuchni. Aby sprawić chorej przyjemność, kupiły jej lodówkę (należącą w Kamerunie do urządzeń ekskluzywnych). Kiedy rodzina Angeline zaprosiła do siebie marabu, by odnaleźć winowajcę choroby, ten wpierw obejrzał „ofiarę uroku". Jak wspomina siostra Tadeusza: „Angeline cierpiała również na hemoroidy. Gdy szaman spostrzegł na jej pośladkach żylaki, uznał, że to wina zaczarowanej lodówki od sióstr". Siostra zakonna, słysząc oskarżenia o rzucenie klątwy, zabrała chłodziarkę do swojego domu.

 

Zielarstwo i biała magia


            - Najczęstsze w Kamerunie choroby to malaria, tyfus, AIDS (i niejednokrotnie połączona z nim gruźlica) oraz wszelkie odmiany robaczyc, które są wynikiem picia brudnej wody - mówi siostra i dodaje: „poza szpitalami państwowymi istnieją też te wyznaniowe, jak na przykład nasz, katolicki". Ponieważ lecznic wciąż brakuje, bardzo popularni są znachorzy i zielarze. Leczenie u nich polega na połączeniu uzdrowicielskich wywarów z elementami białej magii. Chorzy odwiedzają też marabu by ci, za pomocą swoich czarów, przywrócili im zdrowie. Najlepszych szamanów spotyka się na wsiach, więc wielu ludzi z miasta wyjeżdża na peryferia po „uzdrawiającą terapię".

farm4.static.flickr.com/3046/2291077450_20997e05be.jpg?v=0
        - Marabu są nietykalni. Społeczeństwo uważa, że oni mogą dać, ale i odebrać zdrowie. Znaczna większość boi się ich uroków i woli nie wchodzić im w drogę - twierdzi Tadeusza. Paradoksalnie, dzięki swojej uprzywilejowanej pozycji, wszelkie procesy o czary omijają szerokim łukiem ich klasę. A to przecież głównie szamani trudnią się magią! Jak twierdzi siostra zakonna: „nikt nie chce konfliktu z potrafiącym rzucić śmiertelną klątwę szamanem. Lepiej podać do sądu innego wieśniaka, niż walczyć z tak potężnym przeciwnikiem".


        Marabu - tajemniczy i niezrozumiani przez nas ludzie, chcąc nie chcąc, są stałym elementem kultury środkowej Afryki. Mimo, że bogate kraje Zachodu oferują nowe technologie, własny styl życia oraz kult pracy i edukacji, dla Kameruńczyków nie są one tak bardzo atrakcyjne. Ciężko to zrozumieć. Ciężko pojąć popularność prymitywnych form zielarstwa i szamanizmu. I wbrew temu, że ingerencja w inną kulturę może być postrzegana jako nieetyczna, wydaje się, że podniesienie poziomu wykształcenia i opieki medycznej jest w Kamerunie nieodzowne.

___________________________
"POLISH ZONE", Wydanie 24, Listopad 2009, s.20-21.
http://www.polishzone.co.uk/uploaded/PZ24.pdf


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Łódź: Parkingi-widmo dla studentów

niedziela, 25 października 2009 12:34


 blog dziennikarski, Łódź, Uniwersytet Łódzki, Wydział Prawa, Parkingi dla studentów 
Nie dość, że parkingów w Łodzi jest jak na lekarstwo, to Uniwersytet Łódzki dodatkowo pogarsza sytuację i buduje miejsca postojowe wyłącznie dla swoich pracowników. - Tak dalej być nie może! - protestują studenci.

 

Parkingi przy łódzkich uczelniach to absolutna konieczność. Bez nich wszystkie pobliskie drogi i miejsca postojowe dla okolicznych mieszkańców są oblężone przez auta studentów. Ci ostatni coraz częściej jeżdżą samochodami i muszą mieć możliwość zostawienia pojazdu w bezpiecznym miejscu na czas wykładów. Dlatego też jak grzyby po deszczu wyrastają nielegalne parkingi, z którymi stara się walczyć straż miejska. Ale zamiast gnębić zmotoryzowanych żaków, może łatwiej byłoby wyznaczyć więcej miejsc do parkowania?


Zarządzanie i BUŁ-a - twierdze nie do zdobycia


Wydział Zarządzania i pobliska Biblioteka Uniwersytecka to idealny przykład na bezmyślność podczas zagospodarowania terenu. Te dwa potężne budynki, przyciągające dzień w dzień rzesze studentów, posiadają dwa małe parkingi zarezerwowane wyłącznie dla swojego personelu. Niestety, na pobliskiej ulicy Matejki jest zakaz postoju, a na ul. Narutowicza od świtu do nocy ustawione są dwie potężne kolumny samochodów i w związku z tym bardzo ciężko znaleźć wolne miejsce. Niejednokrotnie zdarzają się przypadki, że po powrocie z zajęć, studenci odnajdują wetknięte za wycieraczkę wezwanie do straży miejskiej lub, co gorsza, blokady na kołach.


Okolice placu Dąbrowskiego


Nowo przebudowany plac Dąbrowskiego wygląda imponująco - w miejsce parkingu przed Teatrem Wielkim wstawiono dużych rozmiarów fontannę w kształcie fali. Wszystko byłoby jak najbardziej godne pochwały, gdyby nie fakt, że na naszych oczach zniknął jedyny duży parking w tej części miasta. Okoliczne wydziały - Ekonomiczno-Socjologiczny oraz Studiów Międzynarodowych i Politologicznych - są wręcz otoczone sznurkiem samochodów. Dodatkowy zgrzyt powoduje fakt, że parkingi dla wykładowców pozostają nawet w 3/4 puste, podczas gdy cała okolica jest zakorkowana pojazdami studentów.


Nowy wydział prawa


Wybudowany za 117 mln złotych gmach w kształcie paragrafu zachwyca swoim wyglądem. Budynek, mieszczący ponad 7 tysięcy studentów ma jednak poważną wadę - poza 160 miejscami postojowymi dla wykładowców, nie ma ani jednego przeznaczonego dla żaków! Studenci parkują więc na chodnikach, trawnikach i przystankach autobusowych. Jak jednak twierdzi rzecznik UŁ: „uczelnie nie są zobowiązane do zapewnienia miejsc parkingowych dla studentów", przy czym podkreśla, że planowane jest wybudowanie tuż obok słynnego „paragrafu" (zaledwie!) kilkudziesięciu miejsc dla uczących się.


Władze miasta winne?


Kiedy skończy się drogowy bałagan przy uczelniach? Najprawdopodobniej dopiero wtedy, gdy władze miasta postanowią rozwiązać ten odwieczny problem i zamiast sprzedawać wszystkie kolejne grunty inwestorom, podejmą decyzję o wybudowaniu parkingów. Przez najbliższe lata będziemy jednak musieli cierpliwie zagryzać zęby i z pokorą przyjmować kolejne mandaty. Nie zapominajmy przy tym, że rozliczenie za wykonywaną przez nich czteroletnią pracę będzie mieć miejsce dokładnie za rok - podczas wyborów samorządowych. Wówczas będziemy mieli okazję „podziękować" za przedkładanie zysków nad dobro mieszkańców.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

Gotyckie cuda

wtorek, 20 października 2009 0:03


Do niedawna niezwykłe atrakcje turystyczne kojarzyły się nam wyłącznie z bogatymi krajami Zachodu. Dziś, dzięki ciężkiej pracy i dużemu nakładowi finansowemu, Polska może poszczycić się cudami architektury średniowiecznej, które aż proszą się o wizytę!

 

Oblężenie Malborka

            Zamek w Malborku to bezdyskusyjnie najznakomitsza i największa gotycka warownia blog dziennikarski, Malborkw Europie. Niemal 21 hektarów powierzchni tej twierdzy pozwala na jednoczesne pomieszczenie setek tysięcy turystów z całego kontynentu. Dla tych ostatnich, kilkanaście razy w roku odbywają się przeróżne festyny, koncerty oraz inscenizacje bitew. Wydarzenie, które znacząco wyróżnia się spośród wszystkich innych to „Oblężenie Malborka". Pod tajemniczą nazwą kryją się trzydniowe zabawy, pokazy czarów, wykłady, turnieje... oraz przygotowywane z wielkim rozmachem i kunsztem nocne widowisko. Inscenizacja bitwy, bo o niej mowa, pełna jest wystrzałów z armat i niezliczonych fajerwerków, które swym blaskiem rozjaśniają niebo nad zamkiem. Towarzyszący im huk odbija się echem w sercach zachwyconych gapiów. Setki statystów, koni oraz ruchome wieże oblężnicze nadają widowisku dodatkowego realizmu. Nic dziwnego, że trwające przez dwa wieczory wydarzenie przyciągnęło w tym roku ponad 120 tysięcy turystów. W przyszłym, 2010 roku przypada sześćsetna rocznica oblężenia, co z pewnością przyciągnie jeszcze większe rzesze zwiedzających. Organizatorzy zapowiadają już cały zestaw atrakcji na światowym poziomie. Jeśli mielibyśmy planować wyjazd na przyszłoroczne wakacje, z całą pewnością powinniśmy w nich uwzględnić „Oblężenie Malborka".


Opanuj Gniew

            Zamek w Gniewie nie może się równać z Malborkiem pod względem wielkości, ale co do atrakcyjności i organizacji imprez - już tak. Twierdza na planie czworoboku tętni dziś życiem dzięki wielkiemu wysiłkowi grupy osób zafascynowanych historią tego miejsca. Ich olbrzymie zaangażowanie widać już po przekroczeniu progów zamczyska. W ciągu kilku chwil orientujemy się, że teren warowni to nie tylko mury i pracujący tam ludzie. To zatrzymany w czasie, XVII-wieczny świat. Personel to strzelcy, kupcy, rzemieślnicy, kanonierzy i inkwizytorzy. A każdy z nich, dzięki swojemu oddaniu i głębokiemu przywiązaniu do zamku, sprawia wrażenie prawdziwej postaci sprzed setek lat. Będąc na dziedzińcu, za vynochę - zamkową walutę, można strzelić z łuku, kuszy, muszkietu, a nawet armaty! Co więcej, codziennie w samo południe organizowana jest „Salwa armatnia na Anioł Pański". Kolejne, regularnie organizowane widowiska to: „Husaria - chluba oręża polskiego", „Światło i dźwięk", „Turniej o Skarb Calatravensów", „Nocna wizyta Ducha  blog dziennikarski, MalborkZamku Gniewskiego" i wiele innych. Nie brakuje też bardziej spektakularnych imprez. Znany, „Międzynarodowy Konny Turniej Rycerski im. Jana III Sobieskiego", zatacza coraz większe kręgi wielbicieli. Prawdziwe widowisko zobaczymy jednak dopiero na „Vivat Vasa!" - inscenizacji bitwy pod Gniewem z 1626 roku, kiedy starły się wojska dwóch Wazów - króla Polski Zygmunta III oraz władcy Szwecji Gustawa Adolfa. Inny spektakl na miarę „Oblężenia Malborka" to współorganizowana przez Gniew „Bitwa pod Grunwaldem", na którą przybyło w tym roku ponad 100 tysięcy widzów. Większość z opisywanych wydarzeń można obejrzeć na filmie pt. „Opanuj Gniew", który jest dostępny na stronie internetowej zamku.


Kwidzyn. Po prostu.

            Trzeci z kolei zamek krzyżacki to istna architektoniczna perełka województwa pomorskiego. Zachowana w dobrym stanie twierdza cieszy oczy turystów, jednak nie jest ani tak popularna, ani też równie atrakcyjna, co dwa poprzednie miejsca. Przyczyn jest wiele - brak turniejów i imprez, niewystarczająca ilość pieniędzy, niewielki dziedziniec... Problem wydaje się jednak tkwić głębiej i po pewnym czasie dochodzimy do wniosku, że to nic innego, jak bezmyślne decyzje i pozbawione wyobraźni kierowanie całym kompleksem, które doprowadziły do obecnego stanu. Zamek w Kwidzynie podzielony jest na dwie części: pierwsza to katedra, istniejąca od XIV wieku, w drugiej zaś mieści się muzeum etnograficzno-przyrodnicze. Złośliwi mówią, że prócz potłuczonych garnków i wypchanych lisów, nic więcej zobaczyć w nim nie można. A szkoda, bo w tego typu obiekcie powinny znajdować się rekwizyty bezpośrednio z nim związane, a więc na przykład zbroje rycerskie, chorągwie bądź wszelkie inne przedmioty używane za czasów potęgi Zakonu Krzyżackiego. Kwidzyn to także najlepszy przykład na to, jak nie powinno się traktować zabytków tej rangi. I tak, dla przykładu, wnętrza zostały wyremontowane na styl nowoczesny, a w jednym z pomieszczeń powstała toaleta. Nie byłoby w tym nic oburzającego, gdyby nie fakt, iż XIV-wieczne mury zaklejono tanimi kafelkami.


            Po mozolnej i wieloletniej odbudowie zabytków takich jak Malbork (który w 1945 roku został w 60% zniszczony) czy Gniew (który spłonął w pożarze w 1921 roku), ich renowacje niemalże dobiegły końca. Wyszykowane i pełne dodatkowych atrakcji zamki są idealnym materiałem na przyszłe symbole nadmorskiej turystyki naszego kraju. Wiadomo, że nie o wszystkie obiekty dbamy w równym stopniu i niejednokrotnie marnotrawna myśl postkomunistyczna wypiera zdroworozsądkową kalkulację, ale rozwój „niedostrzeżonych" dotąd miejsc powinien być jedynie kwestią czasu. Ważne teraz, abyśmy my sami potrafili zapomnieć o utartym w świadomości przekonaniu, że wszystko, co zagraniczne jest lepsze i choć na chwilę dostrzec piękno naszego własnego kraju. Na dobry początek można zacząć od  prawdziwych pereł gotyckiej architektury z polskiego Pomorza.

_____________________
"POLISH ZONE", Wydanie 23, Październik 2009, s. 20.
http://www.polishzone.co.uk/uploaded/1_PZ23.pdf


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Stosunki polsko-rosyjskie wg Jacka Saryusz-Wolskiego

piątek, 16 października 2009 9:13

Mój wywiad z dr Jackiem Saryusz-Wolskim. Zapraszam do oglądania:



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Amerykański Horror

sobota, 10 października 2009 0:07


 Adrianna, amerykański horror, blog dziennikarskiUSA przestaje być „Nowym Światem", gdzie rządzi wolność, tolerancja i „Amerykański sen". Zamiast tego, mniejszości narodowe coraz częściej spotykają się z wrogością i rasizmem. Polonia za oceanem, dotychczas silna, bo licząca niemal 11 milionów ludzi, pod presją otoczenia zatraca swoją polskość i asymiluje się z amerykańską większością. Brzmi przytłaczająco, a w rzeczywistości jest jeszcze gorzej.

 

Stara Polonia umiera

Różnica między rodakami w Stanach Zjednoczonych a tymi w Wielkiej Brytanii jest zasadnicza: z reguły ci pierwsi mogliby być rodzicami lub dziadkami tych drugich. I mimo, że za oceanem jest nas kilkanaście razy więcej niż na Wyspach, struktury polonijne kruszeją, a młode pokolenie jest skutecznie zniechęcane do kultywowania tradycji i języka znad Wisły. Mniejszość w USA, walcząca dziesiątki lat o wolną Polskę, teraz oddaje swoją tożsamość walkowerem. Dlaczego? Jak mówi mieszkająca w Seattle polska emigrantka Adrianna: „Ci, którzy doświadczyli dyskryminacji, nie chcą, żeby ich dzieci też musiały się wstydzić swojego pochodzenia. W wyniku tego większość pociech naszych rodaków nie potrafi już mówić po polsku. Pozostała część zatraciła prawidłowy akcent i ciężko powiedzieć czy to jeszcze Polacy czy już Amerykanie". Szczególnie w miejscach, gdzie Polonia nie jest zbyt liczna, wyszydzani członkowie mniejszości narodowych podporządkowują się otoczeniu. - Większość znajomych mi Polaków mówi do swoich dzieci po angielsku, pomimo tego, że wszyscy członkowie ich rodzin pochodzą znad Wisły - kontynuuje Adrianna.


Agresja, rasizm

Lotniska w Chicago i Nowym Jorku są uważane za najbardziej nieprzyjazne Polakom. Podróżujący skarżą się na bezwzględność i brutalność służb imigracyjnych. Wielokrotnie interweniował już polski MSZ oraz prowadzono sprawy dochodzeniowe w USA. Bezskutecznie. Opis konkretnych przypadków jest jeszcze bardziej szokujący. Gdy 73-letnia Irena przyleciała w odwiedziny do krewnych w Nowym Jorku, urzędnicy pomimo faktu, iż jej wiza była aktualna, nie wpuścili jej na terytorium kraju, ponieważ dopatrzyli się w jej historii dłuższego niż planowano pobytu w Stanach. Zmęczonej kilkunastogodzinną podróżą staruszce kazano przebrać się w strój więzienny, zakuto ją w kajdanki i odwieziono do więzienia! Drugiego dnia odprowadzono z powrotem na lotnisko, by wróciła do Warszawy. Podobnych przypadków, szczególnie wymierzonych w osoby starsze, jest niestety bardzo dużo. Pech chciał, ze to właśnie Polonia jako jedna z pierwszych mniejszości padła ofiarą umysłowej zaściankowości i ksenofobii Amerykanów. Jak ocenia tych ostatnich pani Adrianna: „Przed przylotem do Stanów myślałam, że Amerykanie to tacy światli ludzie: tolerancyjni, mądrzy, zadbani, bez klasy żyjącej na skraju ubóstwa... Och, jak bardzo się myliłam..."


Dlaczego nas nie lubią?

- Niewiele osób wie, gdzie leży Polska. Poza tym bardzo często słyszę pytanie: „to w jakim języku się mówi w Twoim kraju? Czy polski jest zbliżony do języka rosyjskiego"? - wspomina Adrianna. Następnie dodaje: „sądzę, że najbardziej gardzi się właśnie Polakami i Ukraińcami. Jest to spowodowane faktem, że emigranci z Europy Wschodniej pracują najciężej (nawet po 12-15 godzin/dobę) i dzięki temu są najbogatsi. To wzbudza zazdrość leniwych i żyjących na kredyt Amerykanów. Nieraz w słownym potoku złości słyszy się, że jesteśmy skąpi, bo oszczędzamy i nie wydajemy zarobionych pieniędzy". Tuż po przyjeździe emigranci traktowani są jak tania siła robocza. Dopiero po pewnym czasie zyskują zaufanie pracodawców, ale już szacunek otoczenia - nigdy. Polska, jak było wspomniane, albo w ogóle nie istnieje w świadomości Amerykanów, albo też kojarzy się wyłącznie z „kiełbasą i nadmiernym piciem wódki". Na tego typu traktowanie Polonia nie pozostaje obojętna i... zamiast walczyć, ulega wynarodowieniu. - Organizowane corocznie imprezy, takie jak np. Pierogi Festival lub Polki Dance Festival wcale nie zahamowują postępującej amerykanizacji. Polacy nie chcą się ujawniać, bo bardzo ciężko jest żyć w ciągłym poniżeniu - przyznaje emigrantka.

feetin2worlds.files.wordpress.com/2009/04/new-polish-04.jpg
„Wracaj tam, skąd przybyłeś"!

             Świeżość zderzenia wielokulturowego społeczeństwa USA coraz bardziej przenika moralna i światopoglądowa stęchlizna. Co ciekawe, najbardziej agresywna i rasistowska w stosunku do Polaków jest ludność czarnoskóra i biali, bogaci, „rodowici" Amerykanie. To od nich najczęściej słyszy się: „wracaj do swojego kraju, tutaj nie ma dla ciebie miejsca". Ciągłe napięcia na linii większość-mniejszość, u osób silnie związanych z Polską powodują pragnienie powrotu w rodzinne strony. - Wszyscy marzą o reemigracji do ojczyzny, ale zbyt niskie zarobki skutecznie do tego zniechęcają. Wyjazd do tak zwanej „Hameryki" to swego rodzaju pułapka, z której nie ma ucieczki - mówi ze smutkiem Adrianna i dodaje: „wróciłabym do miejsca, które nazywam domem, gdzie tatuś bawi się z psem albo tarmosi kota za uszy. Gdzie dziadek siedzący na ławce pyta co tam dzisiaj na obiad... Chętnie wróciłabym do domu, gdzie mama podaje gorący obiad, a tato wyciąga rodzinę do lasu na grzyby".


Ale choć chcą, emigranci nie wrócą. Ciężko to zrozumieć nawet samej Adriannie: „Teraz jestem w Ameryce, gdzie miliony imigrantów wylewają gorzkie łzy upokorzenia, zawstydzenia i tęsknoty. Tęsknoty, która rozdziera serce i patrzy oczyma duszy jak to źle i daleko od domu... Jedno „tak" potrafi nieodwracalnie zmienić całe życie i nie da się go cofnąć do momentu podejmowania decyzji. Z drugiej strony, niektóre lekcje, jakie daje nam życie, są lepiej wyuczone, jeśli ich tło wypełnia ból". Tylko, czy aby na pewno każdy się czegoś nauczy? Najpewniej większość podąży ślepym, owczym pędem, wybierając drogę, gdzie nie ma miejsca na polskość.

__________________________
"POLISH ZONE: Praca i Życie", Wydanie 21, Sierpień 2009, str. 4.
http://www.polishzone.co.uk/uploaded/PZ21.pdf


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (17) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  245 335  

Jestem dziennikarzem czasopism krajowych i polonijnych. Napisane teksty umieszczam na blogu. Poruszam tematy dotyczące głównie polityki, gospodarki, emigracji i języków obcych. Tworzenie bloga traktuję jako rozrywkę i przyjemność, zaś pisanie artykułów to moja pasja.
____________________
WESPRZYJ MÓJ BLOG!


Jeśli podoba Ci się mój blog - wesprzyj go! Wklej link www.rogalinski.com.pl na swoją stronę lub znane Ci forum!
Z góry bardzo dziękuję.

Paweł Rogaliński

PRZEMOWY WYGŁOSZONE NA KONFERENCJACH NAUKOWYCH:

***14.04.2007 Uniwersytet Łódzki, "Polskie przekłady literatury anglojęzycznej". Prezentacja pracy pt. "Harry Potter's Translation - Has Andrzej Polkowski Managed to Put It Into Polish Successfully"?

***19.04.2008 Uniwersytet Łódzki, "Zniekształcenie rzeczywistości w przekładzie". Prezentacja pracy pt. "Ogniem i mieczem Henryka Sienkiewicza w tłumaczeniu Jeremiaha Curtina jako przykład braku zrozumienia historii Polski przez obcokrajowca oraz trudności z odzwierciedleniem kolorytu językowego w przekładzie na język angielski".

***06.06.2009 Wyższa Szkoła Studiów Międzynarodowych w Łodzi, "Intercultural Communication in the European Context". Prezentacja pracy pt. "Socio-political Aspects of Minorities’ Life in the Baltic States as an Example of Multicultural Clash between Neighbouring Nations and Difficulties in the Institutionalisation of the Three Political Systems".

Statystyki

Odwiedziny: 245335
Bloog istnieje od: 3739 dni

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione blogi

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

O moim bloogu

Jestem dziennikarzem, publicystą oraz blogerem. W swoich artykułach opisuję życie Polonii rozsianej po całym świecie oraz bronię praw osób dyskryminowanych i najuboższych. Wraz z kolejnymi publikacjam...

więcej...

Jestem dziennikarzem, publicystą oraz blogerem. W swoich artykułach opisuję życie Polonii rozsianej po całym świecie oraz bronię praw osób dyskryminowanych i najuboższych. Wraz z kolejnymi publikacjami poruszającymi ważne kwestie społeczne, zostałem nagrodzony m.in. przez Komisję Europejską, Polską Fundację im. Roberta Schumana, grupę wydawniczą Polskapresse i Fundację im. Heinza Schwarzkopfa. Zdobyłem również tytuły: Bloger 2008 roku w kategorii „Życie”, Najlepszy Blog 2010 i Dziennikarz Obywatelski 2009 roku. W lutym 2011 roku zostałem nominowany przez Parlament Europejski do tytułu Młodego Europejczyka Roku. Współpracuję też z Komisją Europejską i jako przedstawiciel polskiej prasy uczestniczę w szczytach poświęconych sprawom społecznym. Moim celem jest pisanie o życiu i problemach szarych obywateli. Serdecznie zapraszam na mój NOWY BLOG WWW.ROGALINSKI.COM.PL, gdzie znajdą Państwo wiele artykułów i interesujących informacji.

schowaj...

Lubię to