Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 253 696 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
.

Zdjęcia w galeriach.


Papkin, Lew Północy: Praca i życie w Norwegii

piątek, 24 października 2008 23:11


Podczas gdy większość emigracji ruszyła na podbój Wysp Brytyjskich, tylko nieliczni udali się do Skandynawii. Czy i tej grupie udało się osiągnąć sukces? O swym niezwykłym wyjeździe na Północ opowie Grzegorz Przybyłek, pracujący w Norwegii ostatnie pół roku. Grzegorz Przybyłek

 

Dlaczego wyjechałeś właśnie do Norwegii, nie do Wielkiej Brytanii?

 

Większość osób wyjeżdżających za granicę wybrała Wyspy Brytyjskie. Ja wolałem zrobić coś innego, nie chciałem podążać za „owczym pędem". Poza tym bałem się, że przy dużej ilości imigrantów mogę nie znaleźć pracy. Wyjechałem „w ciemno", nie mając żadnego ustalonego wcześniej zatrudnienia w Norwegii.

 

Jaki środek lokomocji wybrałeś?

 

Z początku całość trasy postanowiłem pokonać samochodem. Jednak, gdy wypełnione zapasami po dach auto zepsuło się w Trójmieście, dalszą drogę musiałem przebyć bez niego. Wziąłem jedynie najpotrzebniejsze bagaże i autostopem dojechałem do portu. Tam przesiadłem się na prom, którym dopłynąłem do samej Norwegii. Ostatecznie zatrzymałem się w miejscowości Drammen, niedaleko Oslo.

 

Gdzie mieszkałeś?

 

W... namiocie.

 

Naprawdę?

 

Tak, mówię całkiem poważnie! Koszt wynajęcia mieszkania lub pokoju jest tam zbyt wysoki na kieszeń przeciętnego Polaka, w tym moją. Skrupulatnie wybrałem zaciszne miejsce w lesie, 10 minut drogi od stacji benzynowej przy szosie. Było tam na tyle odludnie, że przez blisko pół roku nie miałem ani jednego nieproszonego gościa!

 

A co z codziennym utrzymywaniem higieny?

 

To był jeden z najpoważniejszych minusów tego pobytu. Ale już po pierwszym miesiącu Norweg, u którego przeprowadzałem remont domu, pozwolił mi korzystać z pokoju gościnnego i łazienki na czas trwania przebudowy.

 

Czyli zarabiałeś wykonując remonty.

 

Tak, podejmowałem się przeróżnych prac: od malowania, remontów i drobnych prac domowych, poprzez strzyżenie trawników, aż po sadzenie drzew i krzewów. Dość łatwo przychodziło mi znajdowanie kolejnych pracodawców. Chodząc po domach i oferując moje usługi, często słyszałem, że trzeba coś naprawić, umalować jeden z pokoi, bądź odnowić zniszczoną szopę.

 Drammen, Norwegia, Źródło: http://fotogalerie.pl/

Jak oceniasz swoje średnie wynagrodzenie w Norwegii?

 

Poziom życia tamtejszej ludności jest niezwykle wysoki, stąd też moje zarobki były równie duże. W dodatku, prócz zapłaty za wykonaną pracę, otrzymywałem też podarki, jak choćby dwa, dobrej klasy, używane radia samochodowe.

 

Często otrzymywałeś takie prezenty?

 

Tak, dość często. Jednak najcenniejszą rzecz otrzymał mój polski kolega z Oslo. Nie dość, że jego pracodawca dał mu swój stary komputer, to dwa tygodnie później to samo zrobił ze swoim nowym telewizorem plazmowym. Ten ostatni miał trafić na śmietnik tylko dlatego, że podczas przenoszenia uszkodzono mu obudowę. To niesamowite, że Norwedzy ujawniają tak wielką skłonność do częstej zmiany sprzętu elektronicznego. Byłem tym bardzo mile zaskoczony.

 

A jednak wróciłeś do Polski.

 

Musiałem - mój pobyt w Norwegii zaczął się wiosną, skończył wczesną jesienią. Pomimo okresów, kiedy miałem możliwość skorzystania z łazienki i pokoju gościnnego, większość czasu mieszkałem w namiocie. Wiadomym było, że nie będę w stanie kontynuować tego stylu życia podczas zbliżającej się zimy. Noce, szczególnie wiosenne i jesienne, były niezwykle mroźne i nie trudno było o przeziębienie. Poza tym rozbity w lesie namiot z czasem zaczął porastać mchem. Pościel oraz ubrania były nieustannie wilgotne, co uprzykrzało życie. Do tego coraz mniej osób było zainteresowanych moimi usługami, a życie kosztowało...

 

Co zabrałeś ze sobą do kraju?

 

Wziąłem zarobioną gotówkę, wspomniane wcześniej radia samochodowe, pamiątki i, niezniszczoną przez czas i wilgoć, resztę moich rzeczy. Namiot i pozostałe ubrania trafiły na śmietnik, gdyż nie były już zdatne do użytku.

 

Jak oceniasz bilans zysków i strat? Ile średnio mogłeś zarobić w ciągu miesiąca?

 

Myślę, że byłbym w stanie zarobić równowartość około 7 tysięcy złotych miesięcznie. Jednak moje częste zachorowania sprawiały, że nie zawsze byłem w stanie pracować. Większą część pieniędzy wydałem na podróż i naprawę samochodu, toteż zostały mi głównie miłe wspomnienia.

 

Czyli nie żałujesz wyjazdu?

 

Skądże! Był to wspaniale spędzony i w pełni wykorzystany czas. Widać to chociażby po sprzętach elektronicznych i pamiątkach, które przywiozłem. A niezadowalający mnie zysk z wyprawy to wina głównie przeciwności losu i niefortunnych zbiegów okoliczności.

 

Dziękuję za rozmowę.

Jak widać, pan Grzegorz Przybyłek jest żywym przykładem, że z Norwegii można przywieźć nie tylko gotówkę, ale też cenne sprzęty RTV, które dla tamtejszej ludności są już nieprzydatne. Zresztą, kto wie, co jeszcze można zabrać z bogatej Skandynawii. Przytaczając słowa Papkina z „Zemsty":

„Byłbym przywiózł krokodyla,

(...) Lecz ostatnia przyszła chwila,

Dziś rycerską kończę mękę".


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

"Ogniem i mieczem" Henryka Sienkiewicza w tłumaczeniu Jeremiaha Curtina jako przykład braku zrozumienia historii Polski przez obcokrajowca oraz trudności z odzwierciedleniem kolorytu językowego w przekładzie na język angielski

niedziela, 05 października 2008 15:59


<MGR MONIKA ROGALIŃSKA JEST WSPÓŁAUTORKĄ TEGO ESEJU>
 


             Henryk Sienkiewicz, jeden z najwybitniejszych pisarzy jakich kiedykolwiek Polska wydała na świat, lata młodości spędził na wsi w zubożałej rodzinie o szlacheckich korzeniach. Młody Sienkiewicz, nie odziedziczywszy większego majątku, zmuszony był zarabiać na własne utrzymanie[1]. Z trudem wiązał koniec z końcem, początkowo pracując jako nauczyciel, później zaś dziennikarz. Przebywając w zaścianku miał okazję poznać ludowe obyczaje, obawy i niedolę. Dodatkowo, jego wiedzę o kraju uzupełniały studia na wydziale Filologiczno-Historycznym, gdzie późniejszy pisarz poznał tajniki języka staropolskiego i opanował wiedzę z zakresu literatury[2].Źródło: http://www.monki.com.pl/

             Jako 30-letni mężczyzna, Henryk wyprawił się do Stanów Zjednoczonych, co w ówczesnych czasach było czymś niezwykłym. Sienkiewicz, podróżując po Ameryce, zebrał wiele nowych obserwacji i materiałów. Mimo wyjazdu zyskał jeszcze większy rozgłos w ojczyźnie poprzez wysyłane przez siebie do kraju kolejne artykuły, publikowane następnie w Gazecie Polskiej. Sienkiewicz coraz częściej pisał nowele i dłuższe opowiadania, coraz rzadziej zaś krótkie notki prasowe. Łatwo zauważyć stopniowe odchodzenie od dziennikarstwa i powolną zmianę zawodu na pisarza[3].

             Po powrocie do Polski, Sienkiewicz stworzył powieść, która po raz pierwszy przyniosła mu sławę na skalę światową. Było nią Ogniem i mieczem. W parze ze sławą szło zarówno uznanie, jak i krytyka. To pierwsze zostało osiągnięte głównie dzięki obszernym badaniom historycznym, niezwykłej wiarygodności wydarzeń, barwnemu językowi stylizowanemu na siedemnastowieczny i przede wszystkim „rzadkiemu talentowi narratorskiemu"[4]. Dezaprobatę wywoływały zaś przeinaczenia historyczne, „kiczowate" elementy fabularne[5] i inne „braki wystarczająco poważne, aby nie móc mu przyznać tytułu naprawdę wielkiego mistrza"[6].

             Mimo wielu głosów po dwóch stronach barykady, powieść była pierwszą, która uczyniła z Sienkiewicza pisarza ogólnoświatowego. Rozgłos, który zdobył, dotarł również do znanego w Ameryce tłumacza, prawnika i badacza folkloru, Jeremiah Curtina. Ten ostatni, oczarowany Ogniem i mieczem, postanowił przełożyć je na angielski.  Problem jednak w tym, iż Curtin był znawcą języka rosyjskiego, za to niewiele znał się na polskim. I choć bardzo starał się nadrobić braki w wiedzy podczas przekładu, jego tłumaczenie budzi wiele zastrzeżeń.

             W 1987 roku, w hotelowej restauracji szwajcarskiego ośrodku wypoczynkowego w Ragatz, obaj panowie, zupełnie przypadkowo spotkali się. Znajomość szybko przerodziła się w przyjaźń. Pisarz i tłumacz utrzymywali stały kontakt listowny. Wielokrotnie też odwiedzali się i spędzali długie godziny na pogawędkach[7]. Curtin pierwszy raz przyjechał do Warszawy jeszcze w tym samym roku. Spotkał się z wydawcami książek Sienkiewicza i Bolesławem Prusem, który był przyjacielem autora. Jeremiah przyjeżdżał do Polski jeszcze wiele razy, zarówno w interesach, jak i prywatnie.

             Henryk Sienkiewicz, pisząc swoje kolejne powieści, zyskiwał coraz to większą sławę. Publikując Quo Vadis, zyskał międzynarodowe uznanie i szczyt swojej popularności. Jego powieści zostały opublikowane w całej Europie, Ameryce, Afryce i Azji. Stary Kontynent ogarnął wręcz szał czytania Sienkiewicza[8]. Żaden z ówczesnych pisarzy nie osiągnął wówczas takiej sławy jak Henryk Sienkiewicz. W 1900 roku, pisarz obchodząc jubileusz swojej twórczości, otrzymał od narodu polskiego majątek w Oblęgorku. W pałacyku tym pisarz stworzył szkołę dla dzieci. W tym samym roku Uniwersytet Jagielloński nadał mu tytuł doktora honoris causa[9].

             Sienkiewicz, pomimo tak olbrzymiej popularności, nie zyskał równie wielkich pieniędzy. Był niestety obywatelem rosyjskim, a ponieważ kraj ten nie podpisał Konwencji Berneńskiej, która dotyczyła międzynarodowej ochrony praw autorskich, pisarz bardzo często nie otrzymywał żadnego wynagrodzenia za milionowe nakłady swych dzieł na całym świecie. Fortunę zaś zarobił Jeremiah Curtin, który jedynie za przekład Quo Vadis wyjechał w podróż dookoła świata[10].

             W 1905 roku Henryk Sienkiewicz otrzymał Nagrodę Nobla. Nie za Quo Vadis, jak podaje wiele źródeł i jak powszechnie się sądzi. Otrzymał ją za całokształt twórczości, „because of his outstanding merits as an epic writer". W wygłaszanym przemówieniu, autor powiedział, iż jest to wielki zaszczyt dla syna Polski. Dodał też, że „głoszono ją umarłą, a oto jeden z tysięcznych dowodów, że żyje. (...) Głoszono ją podbitą, a oto nowy dowód, że umie zwyciężać"[11].

             Powieści Sienkiewicza, pisane „ku pokrzepieniu serc", osiągnęły swój cel. Świat dowiedział się o Polsce, o Polakach. Jeszcze raz, na nowo dostrzegł potencjał w narodzie, który zniewolony kajdanami poddaństwa wzbił się na szczyty potęgi intelektualnej. Dzieła, które podbiły świat, przekładane były jednak naprędce, w dodatku przez tłumaczy nie zawsze potrafiących zrozumieć polską historię i kulturę, nie wspominając o specyficznym kolorycie językowym. Spośród tych tłumaczeń, warto przyjrzeć się translacji Jeremiah Curtina, która znakomicie uwydatnia wszystkie powyżej wspomniane kłopoty w przekładzie.

             Już na samym wstępie warto zaznaczyć, że przed rozpoczęciem tłumaczenia dzieł Sienkiewicza, Curtin nie znał polskiego prawie wcale. Motywacją do podjęcia się tak ciężkiego przedsięwzięcia był, już wcześniej wspomniany, aspekt finansowy. Jednak pomimo dużych wysiłków ze strony tłumacza, publikacja angielskiego przekładu książki wznieciła falę krytyki na całym świecie. Ostre słowa skupiały się głównie na braku zrozumienia języka polskiego przez Curtina, niepoprawnym konstruowaniu zdań, złej składni, błędnej interpretacji oraz innych, licznych nieścisłościach.

             Jednym z najbardziej znanych krytyków przekładów Curtina był Harold B. Segel, dyrektor Instytutu Europy Środkowowschodniej na Columbia University. Według niego Curtin nie miał wyczucia języka, polegał zbyt dużo na słowniku, co okazuje się wielokrotnie zgubne dla sensu zdania. Segel zrobił nawet całą listę słów i zwrotów przetłumaczonych dosłownie przez Curtina i udziwniających jego teksty. Jednym z takich dosłownych tłumaczeń jest np. przełożenie „Czołem" jako „With the forehead" zamiast znacznie lepszego „Greetings". Segel stwierdził, iż tłumacz, nie mając zbyt wiele talentu literackiego, powinien sporą uwagę poświęcić stylowi swojego przekładu, który pozostawiał wiele do życzenia.

             Dodatkowo, Curtin  w swoim tłumaczeniu zupełnie ignoruje polskie idiomy czy elementy kulturowe, co, jak napisał Segel, pozbawia Sienkiewicza koloru i sprawia, że książka przestaje być porywająca. Inni krytycy z dezaprobatą zwrócili uwagę na fakt, iż pisownia wszystkich imion, nazwisk i nazw własnych została zniekształcona. W ten sposób czytelnik nie ma już możliwości odniesienia się do innych źródeł w celu zweryfikowania wiadomości. Wydaje się, iż tłumacz zapomniał, że powieści Sienkiewicza to większości dzieła historyczne i zarówno postaci, jak i miejsca są przeważnie prawdziwe. Curtin nie uwzględnił też przypisów, które na pewno okazałyby się pomocne dla wielu czytelników. Jedynym usprawiedliwieniem tłumacza, jak twierdzi zgodnie większość krytyków jest to, że działał on pod presją czasu oraz był to jego pierwszy przekład na język polski.Jeremiah Curtin i Henryk Sienkiewicz, Źródło: http://upload.wikimedia.org

             Jedną z najbardziej charakterystycznych cech Sienkiewicza jest mistrzostwo w budowaniu zdań wielokrotnie złożonych, które brzmią niezwykle naturalnie i są stylistycznie poprawne. Łatwo dostrzec je w opisach walk, ludzi czy przyrody. Zadaniem tłumacza powinno być więc uwzględnienie różnic językowych i pogodzenie ich z faktem, że w języku angielskim preferowane są zdania krótkie. Curtin jednakowoż nie wywiązał się z tego zadania. W poniższym przykładzie, mając możliwość zbudowania zdania nieco bardziej rozwiniętego, zmienił je w kilka krótszych i w istocie, działając w podobny sposób za każdym razem, zniszczył urok powieści. Już na początku książki znajdujemy:

Szlachcic zaczerwienił się, błysnął swoimi wypukłymi oczyma, sądząc, że mu dają okazję, i spojrzał zapalczywie na Skrzetuskiego, ale ujrzawszy na nim barwę Wiśniowieckich zmitygował się, gdyż jakkolwiek chorąży Koniecpolski wadził się wówczas z księciem, wszelako Czehryn zbyt był blisko Łubniów i niebezpiecznie było barwy książęcej nie uszanować. [12]

 

które zostają zamienione na kilka innych:

Chaplinski grew red in face; his protruding eyes flashed. Thinking that offence was given him, he looked excitedly at Pan Yan, but seeing on him the colors of Vishnyevetski, he softened. Though Konyetspolski had a quarrel with Yeremi at that time, still Chirgin was too near Lubni, and it was dangerous not to respect the colors of the prince.[13]

Jak było uprzednio wspomniane, tak oczywista zmiana nasuwa pytanie: który element odgrywa w przekładzie większą rolę: preferencje krótszych zdań w języku angielskim czy też wierniejsze oddanie przekazu autora?

            Już na samym początku powieści, od pierwszego jej zdania, zauważamy karykaturalnie zbudowane wypowiedzi. W przypadku polskiej wersji nie mamy problemów ze zrozumieniem tekstu, ale w angielskim tłumaczeniu ewidentnie dostrzec można błędy wynikające ze złej interpretacji zdania lub słowa. I tak mamy:

The year 1647 was that wonderful year  in which manifold signs in the heavens and on the earth announced misfortunes of some kind and unusual events.

A w wersji polskiej:

Rok 1647 był to dziwny rok, w którym rozmaite znaki na niebie I ziemi zwiastowały jakoweś klęski i nadzwyczajne zdarzenia.

             Wadliwy przekład fragmentu polega na tym, że okres o którym mowa w powieści nazwany jest przez tłumacza 'wonderful year', co ma pozytywny wydźwięk, natomiast przynosił on klęski, więc zdanie sobie przeczy. Dotyczy to również wielu innych przykładów, jak choćby: „w ruchach ich było coś przerażającego", przetłumaczone na: „there was something awe-exciting in their movements". Słowo „awe-exciting" nie istnieje i nie jest w użyciu, natomiast jeśli pomyślimy o konotacjach słów „awe" oraz „exciting" jako osobnych elementach, to również dojdziemy do wniosku, że w żaden sposób nie odzwierciedlają one „przerażającego".

             W dalszej części tekstu nie trudno napotkać kolejne błędy. Zamiast upiorów, tłumacz wstawił słowo 'vampires' i tak mamy zamiast: „Między nimi trafiały się upiory, które ganiały za ludźmi wyjąc", „Among these ghosts vampires were also met with, who pursued people with howls". Omawiane zdanie jest podwójnie niefortunne, ponieważ oprócz niewłaściwie dobranego słowa, jakim jest „wampiry" zamiast „upiorów", w dodatku „wyjące i goniące ludzi", co brzmi bardzo nienaturalnie, przyimek postawiony na końcu zdania - „vampires were also met with", sprawia iż jest ono stylistycznie niepoprawne. Tłumacz konsekwentnie wstawia słowo „vampires", natomiast w tym przypadku jest to zdecydowanie niewłaściwy wybór. Tym bardziej, że istnieje angielski odpowiednik upiora - „wraith".

             Zdarza się również, że Curtin w swoim tłumaczeniu nie przywiązuje wagi do gramatyki i odpowiedniego doboru czasów. Najlepszym tego przykładem jest zdanie: „Ale straci on na fantazji, jeśli Chmielnicki pobit będzie, a to się mogło już zdarzyć", przetłumaczone jako: „But he will lose his daring if Hmielnitski is beaten, and that may happen". Z pozoru są to błędy niewielkie, ale zmieniają treść i wprowadzają czytelnika w błąd.

             Oprócz nieprawidłowo rozumianej kolejności wydarzeń są też poważne omyłki w interpretacji tekstu jako całości. Przykładem jest fragment:

Poszło więc dwóch pułkowników, Handżar i Ostap, na Nesterwar, który zdobyli, ludność żydowską i szlachecką w pień wycięli. Czertwertyńskiemu kniaziowi własny jego młynarz głowę na progu zamkowym odciął.

 

Warto zwrócić uwagę, że bardzo jasno mamy podane iż owy kniaź miał odciętą głowę przez swojego młynarza. Jest to wyraźne i oczywiste, ale nie w wersji angielskiej:

Two colonels, Handja and Ostap, went to Nestorvar, which they captured, cutting to pieces all the Jews and nobles among it inhabitants, and beheading Prince Chetvertinski's miller on the threshold of the castle.

 

W tym przypadku to młynarzowi odcięto głowę, nie kniaziowi. Są to już przekłamania i wynikają z niczego innego, jak braku zrozumienia tekstu lub niedostatecznej znajomości języka.

            Jak już było wspomniane wcześniej, krytycy z oburzeniem patrzyli na zangielszczone polskie nazwiska czy nazwy, które uniemożliwiają odniesienie się do innych źródeł dla zweryfikowania wydarzeń czy po prostu chęci zgłębienia tematu. Napotykając nazwy takich miejscowości jak Czehryn - Chigirin, czy Biała Cerkiew - Belaya Tserkoff, można zdać sobie sprawę, że są nie do odszukania w innych źródłach. To samo tyczy się nazwisk, szczególnie tych bardziej znaczących, jak Wiśniowiecki, tłumaczone jako Vishnyevetski, Czwertyński - Chetvertinski, Potocki - Pototski, czy Chmielnicki - Hmielnitski.

            Ciekawym zjawiskiem w tłumaczeniu Curtina są również słowa polskie w całości umieszczane w tekście angielskim. Tworzą z pewnością bardzo oryginalne angielskie neologizmy, ale ich funkcjonalność jest znikoma, ponieważ Anglicy w żaden sposób nie są w stanie odszyfrować ich znaczenia. I tak Pan Zagłoba został przetłumaczony jako Pan Zagloba, Pan Skrzetuski jako Pan Skshetuski i tak dalej. W wyniku tego niejeden anglojęzyczny czytelnik mógłby wysnuć wniosek, że wszyscy bohaterowie powieści nosili identyczne imię lub posługiwali się tym samym stopniem wojskowym.

             Przykładów złego przekładu jest jednak więcej. W wyniku tego, słowa, które powinny być zręcznie zamienione na odpowiednik lub wyraz bliskoznaczny, zostały pozostawione bez zmian lub jedynie z drobnymi modyfikacjami w pisowni, znaczenie zaś dla obcokrajowca pozostaje tajemnicą. Polska „gorzałka" w tekście figuruje jako „gorailka", „stanice" jako „stanitsas", „hetman" jako „hetman", „nahaj" - „nagaika", „podstarosta" - „under-starosta". Podobnych przykładów jest wiele, bo w tekście aż roi się od polskich lub raczej „polsko-podobnych" wyrazów. Z pewnością tłumacz zaoszczędził na wysiłku, natomiast dużo bardziej utrudnione zadanie mieli czytelnicy na całym świecie, którzy i tak musieli borykać się odległą im historią Rzeczypospolitej.

              Elementem charakterystycznym powieści Sienkiewicza, prócz wyjątkowo zawiłych zdań, jest archaizacja języka, co nadaje jego dziełom niezwykłe walory artystyczne. Również i w tym przypadku tłumacz napotkał na poważny problem, jako, że nie był w stanie odzwierciedlić wszystkich, nieużywanych już dziś, zwrotów i pojęć, którymi posłużył się Sienkiewicz przy tworzeniu „Ogniem i mieczem". Dlatego też wersja angielska traci swój charakterystyczny klimat wieku XVII, co widać szczególnie wyraźnie, gdy zdania typu: „A, didków syn przeklęty!" są całkowicie usunięte z tekstu. Inne zaś, jak choćby: „Nadtoś się z nim warcholił. Tfu, do licha!" są przetłumaczone jako: „You have maltreated him over-much. Tfu! To the devil with such tricks!". "Waszmość, panie chorąży, znasz Chwedka" przetłumaczono na: „You know Hvedko", „Mości starostko" na „Well". „Nie ma co mówić: bardzo foremny z waćpanny kozaczek" w tłumaczeniu zmieniono na: „It must be said you are a splendid Cossack.Źródło: http://i.wp.pl/

              Takich przykładów jest bardzo wiele, ponieważ niemal każde zdanie zawiera staropolskie, lokalne zabarwienie, sprawiające, że czytelnik mimowolnie przenosi się w burzliwy okres wojen polsko-kozackich. Niefortunny przekład archaizmów językowych nie jest jednak całkowicie winą tłumacza, gdyż niejednokrotnie bardzo ciężko odnaleźć angielski odpowiednik poszczególnych słów. Natomiast przy ocenie całokształtu tłumaczenia, warto zwrócić uwagę na dwa, bardzo istotne fakty. Jednym z nich jest to, iż przed przystąpieniem do przekładu „Ogniem i mieczem", jak już było wcześniej wspomniane, tłumacz posiadał bardzo znikomą wiedzę z języka polskiego. W związku z tym możemy być pełni podziwu dla jego talentu i kunsztu tłumacza jakim się wykazał w tych okolicznościach.

             Z drugiej strony, rzeczą nierozważną jest podejmowanie się tłumaczenia powieści z języka, którego się nie zna, ani kultury czy historii kraju, której się nie rozumie. W tym przypadku brak niezbędnej wiedzy okazał się zgubny dla całego „With Fire and Sword". Stało się tak głównie dlatego, że tłumaczenie nie będzie w stanie oddać nawet w części jakości książki, a ponadto liczne omyłki gramatyczne, stylistyczne i rzeczowe mogą wprowadzić czytelnika w błąd. Jak widać, Jeremiah Curtin, który przetłumaczył powieść jako pierwszy, wyszedł z tego obronną ręką, gdyż zbił olbrzymi majątek na szeregu dzieł polskiego pisarza. Natomiast drugą stroną medalu jest to, iż zafundował Ameryce ubogą i przekłamaną wersję sienkiewiczowskich dzieł.



[1] Romantyzm, pozytywizm, Łódź 2006, s. 458-461.

[2] Historia literatury polskiej, tom 1, Warszawa 1983, s. 332.

[3] http://monika.univ.gda.pl/~literat/autors/sienk.htm, 13.04.2008.

[4] Czesław Miłosz, Historia literatury polskiej, tłum. Maria Tarnowska, Kraków 1993, s. 355.

[5] Ibidem, s. 357.

[6] Ibidem, s. 355.

[7] http://www.poland.gov.pl/HENRYK,SIENKIEWICZ,1862.html, 14.04.2008.

[8] Historia literatury, op. cit., s. 333-340.

[9] Encyklopedia powszechna PWN, Warszawa 1974, s. 740.

[10] http://www.stopklatka.pl/film/film.asp?fi=2086&sekcja=4, 16.04.2008.

[11] http://nobelprize.org/nobel_prizes/literature/laureates/1905/, 16.04.2008.

[12] http://www.literatura.zapis.net.pl/trylogia/ogniem_i_mieczem.htm - wszystkie polskie fragmenty książki pochodzą z tej strony.

[13] http://chirhobooks.com/chi-rho/read_main.asp - wszystkie angielskie fragmenty książki pochodzą z tej strony.

---------------------------------------------
ESEJ ZOSTAŁ ZAPREZENTOWANY PRZEZE MNIE NA KONFERENCJI NAUKOWEJ PT. "Zniekształcenie rzeczywistości w przekładzie - Distortion of reality in translation". UKAŻE SIĘ ON NIEBAWEM W PUBLIKACJI WYDAWNICTWA UNIWERSYTETU ŁÓDZKIEGO POD TYM SAMYM TYTUŁEM.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  245 330  

Jestem dziennikarzem czasopism krajowych i polonijnych. Napisane teksty umieszczam na blogu. Poruszam tematy dotyczące głównie polityki, gospodarki, emigracji i języków obcych. Tworzenie bloga traktuję jako rozrywkę i przyjemność, zaś pisanie artykułów to moja pasja.
____________________
WESPRZYJ MÓJ BLOG!


Jeśli podoba Ci się mój blog - wesprzyj go! Wklej link www.rogalinski.com.pl na swoją stronę lub znane Ci forum!
Z góry bardzo dziękuję.

Paweł Rogaliński

PRZEMOWY WYGŁOSZONE NA KONFERENCJACH NAUKOWYCH:

***14.04.2007 Uniwersytet Łódzki, "Polskie przekłady literatury anglojęzycznej". Prezentacja pracy pt. "Harry Potter's Translation - Has Andrzej Polkowski Managed to Put It Into Polish Successfully"?

***19.04.2008 Uniwersytet Łódzki, "Zniekształcenie rzeczywistości w przekładzie". Prezentacja pracy pt. "Ogniem i mieczem Henryka Sienkiewicza w tłumaczeniu Jeremiaha Curtina jako przykład braku zrozumienia historii Polski przez obcokrajowca oraz trudności z odzwierciedleniem kolorytu językowego w przekładzie na język angielski".

***06.06.2009 Wyższa Szkoła Studiów Międzynarodowych w Łodzi, "Intercultural Communication in the European Context". Prezentacja pracy pt. "Socio-political Aspects of Minorities’ Life in the Baltic States as an Example of Multicultural Clash between Neighbouring Nations and Difficulties in the Institutionalisation of the Three Political Systems".

Statystyki

Odwiedziny: 245330
Bloog istnieje od: 3739 dni

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione blogi

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

O moim bloogu

Jestem dziennikarzem, publicystą oraz blogerem. W swoich artykułach opisuję życie Polonii rozsianej po całym świecie oraz bronię praw osób dyskryminowanych i najuboższych. Wraz z kolejnymi publikacjam...

więcej...

Jestem dziennikarzem, publicystą oraz blogerem. W swoich artykułach opisuję życie Polonii rozsianej po całym świecie oraz bronię praw osób dyskryminowanych i najuboższych. Wraz z kolejnymi publikacjami poruszającymi ważne kwestie społeczne, zostałem nagrodzony m.in. przez Komisję Europejską, Polską Fundację im. Roberta Schumana, grupę wydawniczą Polskapresse i Fundację im. Heinza Schwarzkopfa. Zdobyłem również tytuły: Bloger 2008 roku w kategorii „Życie”, Najlepszy Blog 2010 i Dziennikarz Obywatelski 2009 roku. W lutym 2011 roku zostałem nominowany przez Parlament Europejski do tytułu Młodego Europejczyka Roku. Współpracuję też z Komisją Europejską i jako przedstawiciel polskiej prasy uczestniczę w szczytach poświęconych sprawom społecznym. Moim celem jest pisanie o życiu i problemach szarych obywateli. Serdecznie zapraszam na mój NOWY BLOG WWW.ROGALINSKI.COM.PL, gdzie znajdą Państwo wiele artykułów i interesujących informacji.

schowaj...

Lubię to